niedziela, 16 grudnia 2012

Prezenty

Przy okazji Świat ludzie sobie najbliżsi dają sobie prezenty.. właśnie przy tej okazji zdałam sobie sprawę jak słabo znam moja rodzimego. Nie mam pojęcia z czego będą zadowoleni a z czego nie:-(  a już najgorzej z prezentem dla mojego męża..

ostatnio mam mało czasu na wszystko, moja rodzina pomału zjeżdża się do domu(w końcu nie siedzę sama:-)), najgorzej z tymi prezentami, a wystarczyłoby słuchać ich przez cały rok i zwiedzającym o czym marzą..

sobota, 8 grudnia 2012

Obłuda

Wczoraj wieczorem wiedziałam, o czym chcę napisać, a dziś już nie pamiętam tamtych myśli...

Czuję wewnętrzny spokój, mimo, że sama, że mała przeziębiona, że wiele rzeczy do ślubu nie załatwione...

***************************************************************************

Wiara... Ta w Boga i ta w ludzi... Czym jest? Mówi się, że wiara jest sensem życia, wiara napędza nas do działania. Jednak dziś chciałabym poruszyć temat wiary w Boga.. Jestem wierząca. Co dziś znaczy to stwierdzenie? Może ten temat dlatego teraz wypłynął, bo zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, jedne z najważniejszych w roku chrześcijanina. Większość polskiego społeczeństwa uważa się za wierzących, ale spacerując po centrum handlowym, zastanawiam się gdzie jest sens przeżywania tych Świąt. Czy najważniejsze są prezenty pod choinką, które koniecznie muszą być najdroższe, największe i najpiękniejsze. Oczywiście wszystko kupione w sklepie, markowe, gdzie w tym wszystkim serce i dusza włożona w wykonanie dla obdarowanego? Dziwny ten świat, w którym ważniejsze są suto zastawione stoły, niż głodujące dzieci tuż obok nas. Może w domach dziecka, może po sąsiedzku. Nie liczy się człowiek, liczą się cyferki, ilość i zysk.. Jest już tak mało ludzi, którzy pochylają się nad złem tego świata, teraz ludzie wolą przejść obok, zamknąć oczy udając, że nie widzą...


Mam nadzieje, że nasza wiara przywróci nam sens i prawdziwego ducha tych Świąt...

Jakoś tak melancholijnie mi się na sercu zrobiło...

środa, 5 grudnia 2012

Macierzyństwo

Zawsze myślałam, że kobieta od razu po urodzeniu dziecka czuje miłość macierzyńską. Widok małego dziecka zawsze wzbudzał we mnie same dobre uczucia. Jednak w momencie kiedy sama zostałam matka, poczułam małe rozczarowanie bo myślałam że uderzy mnie fala uczucia. Obowiązki i strach o zdrowie małej przyćmiły  te uczucia. właśnie dziś doszło do mnie jak bardzo ją kocham i jak bardzo jestem szczęśliwa że ja mam:-) poczułam miłość macierzyńska:-*

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Fenomen telewizji

Opanowała nasze domy i umysły. Jeszcze będąc w ciąży, aż wstyd się przyznać non stop oglądałam tv. Teraz mam dużo mniej czasu na tv i w sumie dobrze, bo widzę dopiero teraz bezsens wielu emitowanych programów. Zastanawia mnie jednak, jak to jest nie mieć w domu telewizora. Bo bądź co bądź ja osobiście jestem do niego przywiązana. Często traktuje ta materialną rzecz jak członka rodziny. Gdy wchodzę do pustego domu to włączam tv od razu, dzięki temu mam wrażenie że nie jestem sama. To samo w nocy, nie usnę bez niego. To normalne uzależnienie albo chroniczna samotność.

niedziela, 2 grudnia 2012

Rodzina

Obraz idealnej rodziny rozmywa mi się przed oczami. Coraz rzadziej spotykany... Mama, tata, dzieci.. razem na spacerze, na zakupach czy w domu przy wspólnym posiłku.. Ja zawsze o takiej marzyła a nigdy takiej nie miałam,co gorsza chciałbym taka stworzyć ale mi nie wyszło..a jak według Was wygląda rodzina?

sobota, 1 grudnia 2012

Czerpanie radości..

Jak cieszyć się życiem? Co zrobić żeby być szczęśliwym?
Pytania niczym z taniego poradnika o życiu. A jednak nurtują mnie i coraz częściej dzięki nim zdaje sobie sprawę że nie jestem szczęśliwa. ale dlaczego? Mam wszystko o czym marzy wiele kobiet. Zdrowe, kochane dziecko, męża, który troszczy się o nas i dba o finanse. A jednak ciągle czuje, że mimo tego nie ma we mnie wewnętrznej radości życia. Bardzo chce to zmienić, bo wiem, że moje nastawienie może zniszczyć moje dopiero co  kiełkujące małżeństwo. Nie chce żeby moja córka oglądała swoją mamę smutna. Powtarzam sobie:"dasz radę" albo "kiedyś będzie lepiej", ale to "kiedyś" nie nadchodzi. Czy mój stan ducha to depresja? Boję się tak o tym myśleć, bo wiem, że z tym nie dam rady. Tak bardzo chcę cieszyć się z każdego uśmiechu mojej córki, z każdego telefonu od męża...

Piosenka

Czy piosenka może mieć wpływ na nasze uczucia? Jest kilka piosenek,które wywołują u mnie skrajne emocje. Większość z nich to te, które przypominała smutne momenty w moim życiu, ale są też takie, które napędzają mnie do działania, dodają siły. Nasza psychika jest tak skonstruowana, aby dobierać pewne czynnik do nastrojów. zawsze mnie to dziwiło, jak wydawałoby się błahe rzeczy powodują, że pojawia się impuls i robi mi się na duszy tak ciepło albo tak chłodno.
Chyba muszę słuchać samych pozytywnych melodii, żeby jakoś poprawić swoje samopoczucie...

źle.

Nie piszę.. Nie mam chęci, ani pomysłów na posty. Moje myśli są czarniejsze niż te noce, które są coraz dłuższe.. Samotne.. Wsłuchuję się w oddech mojej małej Kruszynki i tylko ona trzyma mnie tutaj..

Wczoraj Andrzejki, a ja samotnie w łóżku oglądając tv... Wróciłam dziś z uczelni wcześniej, bo siostra źle się czuła i nie mogła dłużej zostać z Julią. Prawdopodobnie będę musiała zrezygnować z nauki, te studia były złym pomysłem... Wtedy nie przewidziałam tego, że będę "samotną" matką. Bo niby jest On, ale go nie ma. Najgorsze są wizyty w przychodni, na szczepieniach. Każda pani z mężem, a ja z tobołami i nosidełkiem z małym dzieckiem sama.

Wiem, możecie napisać, że marudzę, użalam się nad sobą i macie rację. Miałam nadzieje, że ta samotność będzie chwilowa, ale okazuję się, że to jednak na dłuższą metę. Nie umiem tego przyswoić, nie potrafię. Żałuje wszystkiego, oprócz decyzji o mojej małej Kruszynce..


niedziela, 25 listopada 2012

Aktualności

Przepraszam, że tak dawno mnie nie było, ale czytam Was. Tylko nie mam czasu na notki...

Zaczęły się wielkie przygotowania do ślubu, tzn. wszystko załatwiam ja, bo K jest w Niemczech. A my z Julią szalejemy po sklepach, jutro jedziemy mierzyć moją suknię ślubną. Mam nadzieje, że moja mała będzie grzeczna.

Miałam iść dzisiaj na uczelnię, ale chyba nie pójdę... Moja teściowa dziś jedzie do domu i znów zostajemy same we dwie:(:(.  Z tego powodu dostałam małego doła..:(

sobota, 10 listopada 2012

W Zwierciadle..

Na początku chciałabym bardzo Wam podziękować za komentarze pod moim pesymistycznym  postem. Miałam  jakiś zły dzień i dzięki Waszym komentarzom  jest już lepiej..
Jak wiadomo kobiecie zawsze na zły humor pomagają zakupy i może by tak dziś coś na ten temat pomyśleć?? Muszę zapytać siostry, czy się ze mną nie wybierze.
A co do zakupów ostatnio będąc w biedronce dokonałam zakupu obuwia typu emu za jedyne 29,90zl, miałam wrzucić fotkę, ale wybaczcie lenistwo:). Wypróbowałam i nie powiem śmiga się w nich wyśmienicie, ciepłe są i prezencję też mają nie najgorszą. Po sezonie napisze czy to był jednorazowy zakup czy też nie. Wogóle to muszę przyznać, że ten sklep podnosi swoją renomę(!). Jest idealny dla takich szarych Polaczków jak ja. Można zaopatrzyć się tam w wiele różnych, ciekawych rzeczy i nie jest to koniecznie spożywka. A nie mówiąc już o fajnych ofertach książkowych:). Ok dość tej darmowej reklamy:P.

W październikowym "Zwierciadle" przeczytałam artykuł o perfekcjonizmie. Zainteresował mnie on głównie dlatego, że przed porodem jeszcze miałam bzika na punkcie porządku i tego, że wszystko musi być na swoim miejscu. Nie mogłam zasnąć jak wiedziałam, że coś nie leży na swoim miejscu. Napisałam, że to było przed porodem, bo po straciłam siłę na wszech obecne porządkowanie, co nie oznacza, że psychicznie się z tym pogodziłam. Nie sprzątałam tak dokładnie jak kiedyś, wiele rzeczy można było poprawić, a ja zamęczałam się, że nie daję rady ze wszystkim i przez to jestem złą matką. Dopiero ten artykuł uświadomił mi, że szczęście nie jest uzależnione od równo poukładanych książek na półce. Warto czasem zostawić mały bałagan, zyskując chwile spędzone z najbliższymi, tym bardziej, że są one wyrywane z zabieganego, codziennego życia. Uśmiech na twarzy dziecka nie pojawia się tylko dlatego, że ma super uprasowane ciuszki, tylko dlatego, że z nim rozmawiamy i poświęcamy mu czas. Perfekcyjność bywa zgubna i trzeba być bardzo ostrożnym, żeby nie przerodziła się w obsesję. Mi może było do niej daleko, ale moje podejście do końca nie było zdrowe. Teraz wiem, że sztuką jest umiejętnie wyważyć proporcję pomiędzy obowiązkami, rodziną i przyjemnościami..

Pozostawiam Was z moją amatorską interpretacją tego psychologicznego problemu:). Jeżeli zauważyłyście, jakieś błędne obserwacje, proszę zgłaszać uwagi:):)

piątek, 9 listopada 2012

Suknia

Już dawno temu obiecałam zdjęcie mojej sukni i w końcu udało mi się przesłać na laptopa tak więc proszę:) i czekam na opinie.

To ta w środku i jest ona w kolorze ecru, mam tylko nadzieje, że mój mąż nie postanowi tu zaglądnąć.. I myślałam, żeby na głowę założyć taki mały toczek bo z welonu zrezygnowałam:)

czwartek, 8 listopada 2012

Nie tak miało być..

Nie wiem jak można tak żyć, ja już nie potrafię.. Mąż w poniedziałek wyjechał do pracy do Niemiec, niby wcześniej też wyjeżdżał, ale wtedy nie było jeszcze Julii i jakoś inaczej się z tym czułam. A teraz po prostu nie daje rady. Nawet moje dziecko już nie poprawia mi humoru. Zostałam w tym wielkim, cholernym domu sama z małym dzieckiem. Cały czas płacze, bo nie umiem przestać. Ja się na takie życie nie pisałam. Po co to wszystko? Nie chce tych pieniędzy, ja chciałam mieć tylko normalną rodzinę, a mam depresję.
Nie mam nikogo z kim mogłabym porozmawiać, nikogo bliskiego. Umiecie sobie wyobrazić, że przez cały dzień nie zamienicie z nikim ani jednego słowa?
Chce Go mieć z powrotem przy sobie..
Źle mi..

środa, 7 listopada 2012

Dopisanka

Dziękuję Sysi za nominację do zabawy Liebster Blog:). Oto moje odpowiedzi:

1. Czy lubisz czytac - jesli tak to jakie ksiazki i dlaczego czytasz?
 
Czytać uwielbiam i czytam różne książki, ale głównie są to książki obyczajowe i mam zamiar zacząć czytać kryminały:)

2. Twoje najwieksze marzenie?
 Chcę dostać taką pracę, żebym mogła zapewnić mojemu dziecku wszystkiego czego potrzebuje.

3. Jak i gdzie spedzasz najczesciej wakacje?
U męża w domu rodzinnym w górach.
 
4. Co zabralabys na bezludna wyspe?
Książki i moją rodzinę.:)
 
5. Dlaczego piszesz swojego bloga i co cie sklonilo do jego zalozenia?
Wcześniej pisałam pamiętnik i blog to taka naturalna kontynuacja.
 
6. Ubranie w jakim czujesz sie najlepiej na codzien?
Dresik.:)
 
7. Jak spedzasz Swieta Bozego Narodzenia?
Z najbliższymi.
 
8. Jakie macie rodzinne zwyczaje Swiateczne?
Wspólnie idziemy na Pasterkę.
 
9. Plany Sylwestrowe - gdzie i z kim?
Mój ślub kościelny z całą moją rodziną, bliższą i dalszą:)
 
10. Co zalozylabys na Bal Sylwestrowy?
W tym roku suknie ślubną.
 
11. Dlaczego tu zagladasz?
Bardzo lubię czytać Twój blog.

Nominacje

A więc tak do zabawy Liebster Blog zapraszam:
Klavell
Ana
A little princess
Szpilka22
Słodko Gorzka
Sysia
Ruda
Kręcona...
Agnieszka
MłodaMężatka
Felicita

I pytania:
1. Trzy rzeczy, które zawsze nosisz w torebce to:..
2.Kariera czy rodzina?
3.Trzy cechy idealnego faceta?
4.Czy wybaczyłabyś zdradę? Dlaczego tak/nie?
5.Bloguję bo..
6.Jeżeli mogłabyś zmienić miejsce zamieszkania to jakie miejsce na świecie wybrałabyś?
7.Twoja ulubiona książka?
8.Film w kinie czy w dvd w domu?
9.Za co lubisz siebie najbardziej?
10.Co zmieniłabyś w sobie?
11.Co zmieniłabyś w swoim mężu/chłopaku?

Z niecierpliwością czekam na odpowiedzi:)

wtorek, 6 listopada 2012

 Do zabawy zostałam nominowana przez AalillaA. Czuję się bardzo miło, że zostałam wyróżniona i dzięki temu coraz silniej czuję, że należę do blogowej rodziny..:)



Zasady skopiuję, żeby było wiadomo o co chodzi:):

Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę" Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię  nominował.

Odpowiedzi na pytania zadane przez Aalillaa:

1. Co Ci strzeliło do głowy, żeby zacząć bawić się w blogowanie? Hihi
Przez długi czas pisałam tradycyjny pamiętnik, z blogami stykałam się tylko, gdy je czytałam. Któregoś wieczoru postanowiłam, że ja też chcę, aby ktoś komentował moje myśli. I tak się zaczęło:)

 
2. W jakiej sytuacji miękną Ci kolana?
Wtedy, gdy jadąc samochodem widzę tira na moim pasie i zastanawiam się "Co on robi?".

3. A w jakiej rośnie Ci serce?
Jak widzę mojego męża śpiącego razem z córką, albo jak oboje patrzą sobie w oczy..

4. Jaki talent chciałabyś jeszcze mieć?
Chciałabym umieć rysować.

5. Jakich prac domowych najbardziej nie lubisz robić?
Nie lubię mycia podłogi.

6. Jakimi słowami opisałabyś siebie, gdyby miało być ich tylko trzy?
rozważna, pesymistka, smutna

 
7. Uważasz, że szklanka jest do połowy pusta, czy do połowy pełna?
do połowy pusta

8. Co uważasz za swój największy sukces?
moje małżeństwo i rodzina
 9.  A co za największą porażkę?
decyzję podjętą kilka lat temu o powrocie do kraju z Irlandii.

10. Jaka jest Twoja definicja piękna?
nie mam jednej konkretnej definicji piękna

11. Czym dal Ciebie jest blogowanie?
Czymś bardzo ważnym, blogując i odwiedzając blogi innych czuję się jakbym miała wielu bardzo dobrych znajomych.
Moje blogi wytypowane do zabawy umieszczę tu troszkę później wraz z pytaniami, a to dlatego, że moje maleństwo właśnie się obudziło i potrzebuję mojego zainteresowania.:)

środa, 31 października 2012

Widok z mojego okna..



Książka „Widok z mojego okna. Przepisy nie tylko na życie.” to zbiór felietonów przeplatany przepisami kulinarnymi. Felietony nie są jednotematyczne, dotyczą wielu sfer życia codziennego. Wszystko opisane jest z lekkim przymrużeniem oka na ważne problemy społeczne, jakie autorka obserwuje wokół siebie.  Kalicińska w tylko sobie znany lekki sposób stara się przekazać to co według niej nie do końca jest tak jak być powinno, podając „przepisy” na inne rozwiązania niż obserwuje w swoim otoczeniu. 

Książka jak dla mnie, bardzo łatwa i przyjemna w czytaniu. Nie oznacza to jednak, że jest płytka bądź bez głębszego znaczenia. W mądry sposób opisane sprawy codzienne z ich śmiesznymi akcentami.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------

A u nas chorób ciąg dalszy. Mąż mój już zdrowieje, niestety ja czuję się coraz gorzej i z trwogą spoglądam na moje dziecię, czy ten jej katarek nie przeobrazi się w coś większego.. No i czeka na Julię szczepionka na rotawirusy i modlę się, żebym zdążyła ją zaszczepić. 

Nie pisałam nic, bo nie miałam za bardzo czasu, ale na weekendzie odwiedziliśmy babcię Julii w Nowym Sączu. Dziadek (tata mojego męża) po raz pierwszy widział swoja wnuczkę, no i moje dziecko rozkochało w sobie wszystkich. Mała zachwycała sobą, każdą nowo poznaną osobę. A ja dziękuję, że mam takie grzeczne dziecko:). Bałam się tylko czy Niunia nie będzie chora przez tą wyprawę, ale mam wrażenie, że nic się nie zmieniło, a chyba jest już lepiej. 

Jutro święto Wszystkich Świętych, na zewnątrz śnieg i ślisko a ja nie mam zimowych opon założonych..:/ Ale może jakoś damy radę..

środa, 24 października 2012

O Julii słów kilka..

Wczoraj odbyłam z Julią kolejny maraton po lekarzach i tak dowiedziałam się, że moje małe Kochanie waży już 4110g i nadal ma słabą morfologię, musimy też udać się do kardiologa dziecięcego. Panie doktor mówi, że słychać jakieś szmery nad sercem. Tak więc musiałam Julkę zapisać prywatnie, ponieważ w Rzeszowie na NFZ trzeba czekać na wizytę do stycznia... Wątpliwa ta nasza służba zdrowia, ale szkoda miejsca na pisanie o tym...

Mam nadzieje, że nie będzie to nic groźnego i szybko to wyjaśnimy, wizyta w poniedziałek. Moje dziecko bardzo dzielnie znosiło wszystkie badania, bo byłyśmy również u dermatologa i okazało się, że jest to łojotokowe zapalenie skóry, tak jak przypuszczałam. Poza tym może przejdzie, albo zamieni się w skazę białkową. Czas pokaże...

---------------------------------------------------------------------------------------------------------

Proszę Was o małą pomoc: jak mam wstawić link do profilu na LubimyCzytać.pl, żeby był widoczny na blogu, np. z prawej strony? Nie umiem takich rzeczy wstawiać, a bardzo mi na tym zależy.. Pomóżcie..:)

poniedziałek, 22 października 2012

Na uczelni...

Wczoraj, po rocznej przerwie wróciłam na studia. I tak więc robię magistra z administracji, a konkretnie z finansów i rachunkowości w administracji...

Wrażenia narazie dobre, ale jak będzie dalej to się okaże. Cieszę się, że poszłam na te studia, ale jak już tam byłam to cały czas myślałam co tam w domu... Czy K daje radę z Julią no i gdy zadzwoniłam okazało się, że niby jest ok ale... Nie wiem jak to będzie mam nadzieje, że mój mąż szybko dojdzie do wprawy z opieką nad naszym Maleństwem..

czwartek, 18 października 2012

Jak z przyjacielem..

Kiedy czytam książkę, czuję się jakbym była w innym świecie, bohaterowie opisywani w książce stają się moimi przyjaciółmi, myślę o problemach, z którymi się borykają.. Wiem, że może to dziwnie brzmi, ale książka to moja przyjaciółka..

I tak właśnie jest z książkami Małgorzaty Kalicińskiej. Przeczytałam trylogię "Nad Rozlewiskiem" i nawet zakupiłam te książki, chociaż raczej tego nie robię, bo nie pozwala mi na to mój budżet..
Jestem w trakcie czytania książki, a właściwie zbioru felietonów Kalicińskiej "Widok z mojego okna". Nie skończyłam jeszcze "Anny Kareniny" i w sumie nie czytam raczej dwóch książek jednocześnie, ale dziś jakoś tak otworzyłam ją, gdy karmiłam Julię i wciągnęła mnie. Lubię styl, w jakim Pani Małgorzata piszę o zwykłym, domowych problemach. Więcej na temat książki, wtedy jak ją przeczytam:)



A z takich moich przyziemnych i całkiem domowych spraw skorzystałyśmy z córa z pięknej pogody, jaka zachęca nas za oknami i wyszłyśmy na spacer.. W  efekcie wróciłyśmy bogatsze o reklamówkę orzechów z naszego sadu i ostatnich pomidorów spod foli..:)

środa, 17 października 2012

Wizyta w przychodni..

A wyglądało to tak... Zerwałam się z samego rana i próbuję dodzwonić się do przychodni, żeby zapisać Małą na szczepienia obowiązkowe.. No i oczywiście tak jak zwykle bywa staje się to rzeczą nie do zrobienia.. Tak więc ubieram dzidzię i nie poddając się jadę do przychodni...
Podchodzę do okienka, zgłaszam, że jestem i chcę dziecko zaszczepić.. Pani wzieła kartę i poszła z nią do pani doktor..  Patrzę na ilość osób siedzących pod gabinetem, myślę nie jest źle. Przede mną 5 osób, myślę szybko pójdzie...
Grzecznie usiadłam i czekam, Jula też jakaś taka grzeczna, ładnie śpi... Kolejka dość wolno się posuwa do przodu, ale zawsze to coś  i nagle przychodzi młode małżeństwo z synkiem starszym! od mojego dziecka i ryją się do gabinetu, bo oni z małym dzieckiem!! A ja to co się pytam, że niby moje jak śpi to może czekać tak?? No ale nic czekam dalej.. I nadchodzą dwie ogromne baby z dziećmi, ok jedno było noworodkiem, ale drugie samo już siedziało i one oczywiście też prosto do gabinetu i ta sama gadka bo one przez telefon się zapisały.. No niestety ja nie jestem w stanie tego sprawdzić, bo jak.. Ale ja czekam ładnie w kolejce a ona to już nie może??
Wiem, że ten wpis chaotyczny i nie uprzejmy, ale taką miałam nerwę, że szok.. Bo co ja mam z dzieckiem od 4 pod gabinetem siedzieć, żeby nikt mi się nie wsadził w kolejkę?? Paranoja jakaś i chamowatość  wrednych bab nie zna granic..
Przepraszam za brzydkie słownictwo..

środa, 10 października 2012

Aktualności

Absurdy przeróżnych instytucji w tym kraju po prostu przyprawiają mnie o ból głowy. Ale od początku...
Jakiś czas temu, jeszcze przed porodem, złożyłam papiery na studia magisterskie. I w poniedziałek otrzymałam pismo z szanownej uczelni o przyjęciu mnie do grona studentów. Wraz z zawiadomieniem o przyjeciu przyszła informacja o stypendiach m.in. socjalnych, o które miałam zamiar się ubiegać. Wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że termin składania wniosków upływa dziś, czyli dwa dni od otrzymania tejże informacji. Nadal nie byłoby to problemem, ale każdy kto kiedykolwiek załatwiał coś takiego jak stypendium, orientuje się, że otrzymanie dokumentów, które należy dołączyć do wniosku jest wręcz nie realne w ciągu dwóch dni.
Mimo to nie zraziłam się tym  i wczoraj zabrałam Julię na wyprawę na Rzeszów. Mała bardzo dzielnie to zniosła, ale okazało się, że i tak nic nie załatwiłyśmy a spędziłyśmy tam cały dzień..

Kolejną zaobserwowanym faktem jest to jak małe dziecko działa na urzędniczki... To na co trzeba czekać dzień lub dwa dzięki Julii udało mi się uzyskać jeszcze tego samego dnia:)

piątek, 5 października 2012

O dniu wczorajszym..

A więc.. Wczoraj miałam mnóstwo zajęć domowych.. Ale od początku. Pochodzę z małej wioski na Podkarpaciu, ale już w liceum wyprowadziłam się do Rzeszowa. Najpierw mieszkałam w internacie, a później z K. (jeżeli był w Polsce). Ale nasze życie ułożyło się tak, a nie inaczej i moja cała rodzina wyjechała do pracy już jakiś czas temu za granicę, a ja z racji najpierw ciąży a teraz dziecka, wróciłam do domu rodzinnego, aby się nim zająć.

Nie wiem czy wiecie i jak jest u was, ale u mnie niestety od jakiegoś czasu cierpimy na brak wody, z racji tego że nie mamy wody z hydrantu, tylko ze studni prywatnych. Przez bardzo długi okres nie było deszczu, także wody w studni nie przybywało. Teraz jesteśmy kompletnie bez wody w kranie, a dokładnie to już czwarty tydzień leci... Wodę wozimy  z hydrantu z pobliskiej miejscowości, a ja pranie robię w osławionej i niezawodnej "Frani". Nie chcę żeby wyglądało na to, że się skarżę, ale czasem jest mi smutno jak mój K. pyta "co ty robisz przez cały dzień?". Już pomijam fakt, że mamy małe dziecko, które mogłoby non stop leżeć przy piersi, ciuszki piorę ręcznie, wodę do tego prania muszę przynieść sobie z beczki (jestem miesiąc po cesarce) no i nie zawsze mam siłę dźwigać wiadra z wodą..

Wiem to wygląda, jakbym miała okropnego męża, ale to nie tak. On po prostu jest notorycznie nie wyspany, bo codziennie wstaje o 5 do pracy, bo dojeżdża do Rzeszowa, a Jula nie zawsze grzecznie śpi w nocy.

Martwi się o pieniądze, które pracodawca z Niemiec jest mu winien,  nie jest to mała suma. Denerwuje Go też brak wody, bo nie można  nawet normalnie się wykąpać..

Ale się wyżaliłam ho ho... Mam nadzieje, że nie zanudziłam...

środa, 3 października 2012

Pracowity wtorek..

Wczoraj miałyśmy z Julią bardzo pracowity dzień.. Otóż z samego rana pojechałyśmy do szpitala, w którym urodziła się Mała, bo miałyśmy wyznaczony termin kontroli.. Okazało się, że moja córka zaczyna się anemizować:/ ale dostała witaminki i za 3 tygodnie znów do kontroli..

Kolejnym przystankiem naszej wyprawy do Rzeszowa były salony sukni ślubnych. Córeczka dzielnie pomagała wybrać mamie suknię na ślub kościelny.. I tu również kolejny sukces:) Wybrałyśmy piękną, elegancką suknie w kolorze ecru... Teraz tylko musimy poszukać kreacji dla Juleczki, bo w dniu naszego ślubu odbędzie się jeszcze jedna uroczystość, mianowicie chrzest naszej córeczki.

A tak całkiem na innym temat.. Gdy zaczęłam pisać bloga nie myślałam, że zamieni się on w mojego przyjaciela.. Osoby, które komentują  lub piszą do mnie, z całkiem anonimowych zamieniły się w moich znajomych i są na dobrej drodze(o ile mogę tak powiedzieć) do tego by zostać przyjaciółmi.. Dziwne, ale prawdziwe, że całkiem obcy ludzie mogą stać się tak bliskimi...

Dziękuję Kochane:**

poniedziałek, 1 października 2012

Pozytywnie..

Mam bardzo grzeczne dziecko:), ale mimo to cały czas brakuje mi czasu... na czytanie moich ukochanych książek..:(

Nie wiem, kiedy w końcu zasiądę do książki, bo niby mogłabym wtedy , kiedy Julia  śpi, ale wtedy jest mnóstwo innych rzeczy do zrobienia..Miałam nadzieje, że może weekend to będzie ten czas na książkę, ale tatuś miał mnóstwo zajęć w domu i nie mógł zająć się córeczką.

Jeszcze przed porodem zaczęłam czytać "Annę Kareninę" no i nie mogę jej skończysz, a nie mogę się doczekać, kiedy zagłębię się w dalszy ciąg losów pięknej Anny...

Dziś byłyśmy już drugi raz na spacerku z Malutką i myślę, że czas zacząć się hartować, póki jeszcze nie ma mrozów.. Te spacery z dzieckiem dobrze na mnie wpływają:)

piątek, 28 września 2012

Tyle niewiadomych..

Mianowicie:
 czy mogę zabrać już moją małą Julę na spacer, jej nowym wózeczkiem, czy jest jednak za wcześnie??
dlaczego Mała nie lubi się kąpać i czy to minie??
Błagam pomóżcie, bo nie mam kogo zapytać, a nie chcę jej zaszkodzić...

Lepiej...

Mam potrzebę wyjaśnienia Wam wszystkiego odnośnie mojego ostatniego posta. Tak, miałam lekki kryzys, bo zostałam z maleńkim dzieckiem sama w domu, czułam się bezradnie i samotnie, mimo tego, że mam przy sobie małego cudownego człowieczka - moją córeczkę.

Ale jest już lepiej, tzn. nadal nie mam na nic czasu:) ale uczę się go sobie organizować. Trochę odpoczęłam, wczoraj minęło 3 tygodnie od porodu i już czuję się bardzo dobrze. Uczę się mojego dziecka i jego zachowań. A niestety musze się przyznać, że nie jest mi łatwo ją rozszyfrować. Nie wiem jeszcze jak to zrobić, żeby nie wpadać w panikę, gdy Mała już nie śpi, a ja nie wiem czym ją zająć, żeby nie płakała, jeżeli już ją nakarmiłam, przewinęłam no i powinna być troszkę wyspana skoro dopiero wstała.. Hmm nie wiem, jakoś dam temu radę. Zaczynam odczuwać sobie coś takiego co mówi mi, że dam radę wszystkiemu i jestem twarda i silna. Pomimo tego, że karmię Małą piersią nabawiłam się zapalenia piersi, ale chyba karmienie się zakończy za niedługo, bo biorę antybiotyki, które niby nie szkodzą dziecku, ale Maleństwo nie najada się moim pokarmem.. nie wiem czy to moja wina..

Muszę przyznać się również do tego, że na początku nie odczuwałam ciepłych uczuć do mojego dziecka. Robiłam jej wyrzuty, za coś na co ona nie ma wpływu, a o to, że płaczę, że muszę karmić, a ona cały czas głodna itd. itd.. Teraz wiem, że to normalne, miłość przychodzi po cichu, powoli, ale jak już jest to tak silna, jak żadna inna..

Cierpliwość to coś czego przez te trzy tygodnie musiałam szybko się nauczyć, ale wiem, że warto bo to Maleństwo ma tylko mnie i beze mnie sobie nie poradzi, a ja bez niej też już nie umiałabym żyć..

wtorek, 18 września 2012

Po szpitalnie...

A więc tak.. 12 dni temu urodziłam śliczną córeczkę.. Spędziłyśmy w szpitalu 6 dni, ponieważ Mała ma żółtaczkę fizjologiczną... W szpitalu bywało różnie, największym problemem było przystawianie do piersi i w sumie nadal nie jest łatwo.. Mam wrażenie, że macierzyństwo mnie przerasta:(

Nie powinnam narzekać, bo mam naprawdę grzeczną córeczkę. Grzecznie śpi, je i nie sprawia większych kłopotów, ale to ze mną jest coś nie tak :(

Tak bardzo mi wstyd...

środa, 5 września 2012

To już jutro..

Nadchodził i nadchodził.. No i w końcu nadszedł ten dzień, mianowicie na jutro mam zaplanowany poród poprzez cesarskie cięcie... Strasznie się boję, Maleństwo waży tylko 2,5kg, ale nie przybiera na wadze no i trzeba coś z tym zrobić.. Boje się jak nigdy:(

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

O mnie i nie o mnie..

Aaaaa zaczęłam czytać tę nową książkę i już mi się podoba...:).

Mam ochotę... No właśnie mam ochotę na coś dobrego, np. dobrą herbatę. Problem tkwi w tym, że jestem w fazie poszukiwania jakiegoś pysznego gatunku, który umili mi jesienne wieczory z książką. Może Wy macie jakiś ulubiony napar godny polecenia?

Lubię porę roku, która zbliża się do nas wielkimi krokami. Ten czas melancholii i kolorowych liści dziwnie nastraja moją romantyczną duszą. Tak, przyznaję się do tego jestem romantyczką. I co z tego? Wiem, że ludzie z takim charakterem, przeżywają wszystko ze zdwojoną siłą. Niestety... Jednak mogę powiedzieć, że jestem romantyczką, ale bardzo rozważną... Każdą decyzję, jaką przyjdzie mi podjąć, muszę przemyśleć po tysiąc razy. I nawet jeśli już jakąś podejmę, mam wrażenie, że nie do końca jest słuszna. Dlaczego? Nie wiem, ale muszę przyznać, że jest to uciążliwe. Nie umiem cieszyć się z prostych czynności i drobiazgów, jakie spotykają mnie w życiu..

niedziela, 26 sierpnia 2012

IRA "Mój Bóg"


O tym i o tamtym..

W ciągu ostatniego tygodnia przeczytałam dwie książki. Mój mąż żartuję, że ja nie czytam tylko pochłaniam te książki. Nie wiem, może ma rację..:)

Ta pierwsza to książka Ewy Grocholskiej "Paryski spadek". Książka utrzymana jest w lekko kryminalistycznej aurze niewyjaśnionego samobójstwa pewnego francuskiego kloszarda, który cały swój dobytek przepisuje na pewne dwie Polki, zapoznane na jednej z paryskich ulic. Książka fajna, lekka i przyjemna, aczkolwiek ciężko było mi ją skończyć. Jednak uważam, że idealna na letnie popołudnie.

Druga książka jest o poważniejsze tematyce, mianowicie o życiu.. Wiem, wiem takich książek pełno, ale ta jest jakaś taka inna:). Otóż jest to książka Marii Nurowskiej "Innego życia nie będzie". Bardzo mądra i interesująca książka. Nie mogłam się od niej oderwać, czytając ją człowiek zastanawia się nad swoim życiem, bo jest to książka o życiu i o tym, jak łatwo można je przeżyć pomijając to co w nim najważniejsze..

To by było na tyle na temat książek :). Dziś zaczynam kolejną.. :P.

Ze spraw bieżących to nadal jesteśmy w dwupaku ja i moja córa. Mój mąż jutro idzie na dzień próbny do nowej pracy. Wcześniej pracował za granicą, ale z szefem problemy, pieniędzy płacić nie chciał, no i Maleństwo nam na świat za niedługo przyjdzie, chciałam żeby był przy mnie, bo wiem że będę Go bardzo potrzebować. Nie mówię tu nawet o pomocy przy dziecku, ale tak jak On to nikt mnie nie wspiera psychicznie. :) Życzę miłej niedzieli..

wtorek, 21 sierpnia 2012

Bo najważniejsze są te, których nie znamy..

http://www.youtube.com/watch?v=ngyBUeygLZs

Książkowo:)

Zaczęłam czytać nową książkę, ale relacje i wrażenia opiszę jak skończę..:)

Dziś chciałam napisać o autorze, po którego sięgnęłam dopiero teraz, mimo, że słyszałam o nim wiele pochlebnych opinii. Mianowicie mowa tu o Januszu Leonie Wiśniewskim. Z jego felietonami spotkałam się w miesięczniku "Pani". Bardzo lubiłam je czytać, ale do książek jakoś nie mogłam się przekonać. Moja niechęć nie wiedzieć czemu zaczęłam się od wielkiego hitu, jakim była "Samotność w sieci". O tyle jest to dziwne, że nie czytałam książki, widziałam tylko ekranizację. Książka, o której piszę nosi tytuł "Los powtórzony". Autor przedstawia historię pewnej rodziny, z naciskiem na historię jednych z braci. Ukazuję wybory, jakich człowiek musi dokonać i nie zawsze są one zgodne z naszymi oczekiwaniami, ale wymaga od nas tego życie.

"Los..." czyta się bardzo szybko, ale trzeba uważać, żeby nie przeoczyć sensu opowiadanych historii i przedstawianych w niej dylematów.

Polecam tą książkę z czystym sumieniem:). Już nie mogę się doczekać kolejnej książki tego autora.



sobota, 18 sierpnia 2012

Smutaśnie..:(

Nie było mnie dawno, ale wszystko spowodowane zostało moim złym samopoczuciem, jak również złym stanem mojej ciąży.. Wczoraj byłam na wizycie u gin i dowiedziałam się, że w sumie już nie muszę się tak bardzo martwić, bo nie jest źle. Otóż maleństwo przystopowało swój wzrost i już nie chcę rosnąć tak szybko jak powinno. Jestem już w 36tyg i jeszcze 3 tyg i będę mogła tulić moją córeczkę:). Byłam między czasie w szpitalu na kontroli i doładowaniu kroplówkami..

Pokoik małej Julii już gotowy i czeka na jej przyjście.. Okres całej ciąży zleciał mi bardzo szybko, ale te ostatnie tygodnie ogromnie się dłużą..

czwartek, 12 lipca 2012

Kamuflaż

Właśnie zdałam sobie sprawę, że Internet daje nam możliwość zmiany własnej osobowości, tożsamości.. Czy to na blogach, czy na przeróżnych forach, możemy zmieniać swoje wyobrażenie o samych sobie, podając się za kogoś innego, idealizując swoją osobę, czy charakter. Bądź wręcz odwrotnie, możemy wyciągnąć na światło dzienne swoje najgorsze i najmroczniejsze cechy charakteru, które w realnym świecie nie zostałyby zaakceptowane, wręcz potępione.

Nigdy nie próbowałam sztuczki ze zmianą osobowości, aczkolwiek zaczynam myśleć, że to kusząca perspektywa. Czy jednak nie będzie to zbyt ryzykowne? Jak cienka jest granica pomiędzy rzeczywistym, realnym światem a internetową ułudą?

Moim sposobem na wtapianie się w inną rzeczywistość są książki, które uwielbiam, czytam od dziecka. I to co daje mi ten świat, opisany przez różnych autorów, w każdej książce inny, sprawia, że stałam się "właścicielką świata". Często mam wrażenie, że byłam w tylu miejscach, chociaż  znam je tylko z literackiej perspektywy innych osób.

Z łatwością przychodzi mi czytanie książek, których akcja toczy się w Nowym Jorku. Nie wiem dlaczego, ale to miasto jest dla mnie magicznym miejscem, które bardzo chciałabym odwiedzić, jednak nie jest to póki co w zasięgu moich możliwości..

piątek, 6 lipca 2012

Wypłata

No normalnie zwariuje od tego upału...:/ Nawet myśleć się nie chce...

Mój Skarb pracuje w Niemczech. Jest to niemiecka firma, której właścicielem jest Polak. Firma jakich wiele, ale to co tam się dzieje, czasami przechodzi ludzkie pojęcie, że tak powiem. Mój facet pracuje tam już prawie rok, a od pół roku powtarzają się ciągle te same problemy.

Wiadomo chodzi o kasę, a dokładniej o wypłatę Skarba, która należy mu się jak "chłopu ziemia". Niestety zacny szef Skarba, zachowuję się tak jakby on sam nie miał rodziny i nie wiedział jak to jest, gdy czekać się na pieniądze, robi się plany a tu przychodzi ten dzień i.... wielkie rozczarowanie, bo znowu słyszysz oklepany zwrot " Naprawdę pieniądze będą jutro." . I tak codziennie..

Jestem jak najbardziej patriotką i kocham swoją Ojczyznę, ale coraz częściej myślę o tym, że lepiej byłoby kochać ją przyjeżdżając tu na wakacje. Denerwuje mnie to, że jest wielu ludzi takich jak mój mąż, którzy wyjeżdżają z kraju, żeby zarabiać godziwe pieniądze, zostawiając przy tym swoje żony i dzieci. A jeszcze tam gdzies w świecie trafi się taki "Polaczek", który patrzy jak  tu tylko oszukać i wykorzystać.

W sumie to nie dziwne, skoro rząd oszukuje nas na każdym kroku, to inni też uważają, że można oszukiwać, bo przecież się na to godzimy..

wtorek, 3 lipca 2012

Żar tropików..

Upał, jaki leje się z nieba od paru dni zaczyna mi doskwierać..:( Dziś jest po prostu nie do zniesienia, marzy mi się kąpiel w basenie albo mocno orzeźwiający napój.. Nawet mojemu Maleństwu ta nie miłosierna temperatura chyba przeszkadza, bo dziś wyjątkowo mocno kopie. Ja jako aktywna mamusia szaleję z przetworami, dziś przyszła pora na ogórki kiszone.. Bardzo lubię, ale robię je głównie la mojego Skarba, który za nimi przepada:)

Coraz częściej myślę o porodzie i o tym, jak to będzie po. Jestem pełna obaw, ale przypominam sobie wtedy o tym jak bardzo pragnęłam mojego Dzidziusia. Wszystkie lęki wtedy bledną..


niedziela, 1 lipca 2012

Początek

To nie jest mój pierwszy blog, ale nadal nie wiem jak zacząć. Postanowiłam pisać, bo chce w jakiś sposób wyrazić swoje zdanie na pewne tematy, które dotykają mnie bezpośrednio, a nie zawsze się z nimi zgadzam.

Moje życie zmieniło się o 360 stopni w ciągu tego ostatniego roku. Jestem młodą kobietą, mężatką, która za dwa miesiące zostanie mamą.

Najbardziej boję się tego, że nikt nie będzie mnie czytał, ale mam na to tylko połowiczny wpływ. To o czym będę pisać zależy tylko ode mnie, ale czy to kogoś zainteresuje?

Jestem mężatką "cywilną" w małej wiosce, gdzie wszystko wszystkich interesuje. I to jest problem, który bardzo mnie drażni. Przez czas liceum i studiów, mieszkałam w mieście i muszę przyznać, że bardzo za tym tęsknie. Życie na wsi jest o tyle trudne, że cały czas czujesz się jakbyś żyła w dość popularnym, jakieś dziesięć lat temu reality show. Non stop czuję na sobie wzrok innych i ich ciche komentarze na temat mnie, mojego życia i dziecka. Przez tą wieś zaczynam popadać w paranoje, nie cieszy mnie to, że zostanę mamą, a na początku byłam najszczęśliwszą kobietą na świecie.

Na pewno wrócę jeszcze do tego tematu, obsesyjnie o tym myślę i mam wyrzuty sumienia w stosunku do mojego Maleństwa..:(
A tymczasem miłej niedzieli..