sobota, 10 listopada 2012

W Zwierciadle..

Na początku chciałabym bardzo Wam podziękować za komentarze pod moim pesymistycznym  postem. Miałam  jakiś zły dzień i dzięki Waszym komentarzom  jest już lepiej..
Jak wiadomo kobiecie zawsze na zły humor pomagają zakupy i może by tak dziś coś na ten temat pomyśleć?? Muszę zapytać siostry, czy się ze mną nie wybierze.
A co do zakupów ostatnio będąc w biedronce dokonałam zakupu obuwia typu emu za jedyne 29,90zl, miałam wrzucić fotkę, ale wybaczcie lenistwo:). Wypróbowałam i nie powiem śmiga się w nich wyśmienicie, ciepłe są i prezencję też mają nie najgorszą. Po sezonie napisze czy to był jednorazowy zakup czy też nie. Wogóle to muszę przyznać, że ten sklep podnosi swoją renomę(!). Jest idealny dla takich szarych Polaczków jak ja. Można zaopatrzyć się tam w wiele różnych, ciekawych rzeczy i nie jest to koniecznie spożywka. A nie mówiąc już o fajnych ofertach książkowych:). Ok dość tej darmowej reklamy:P.

W październikowym "Zwierciadle" przeczytałam artykuł o perfekcjonizmie. Zainteresował mnie on głównie dlatego, że przed porodem jeszcze miałam bzika na punkcie porządku i tego, że wszystko musi być na swoim miejscu. Nie mogłam zasnąć jak wiedziałam, że coś nie leży na swoim miejscu. Napisałam, że to było przed porodem, bo po straciłam siłę na wszech obecne porządkowanie, co nie oznacza, że psychicznie się z tym pogodziłam. Nie sprzątałam tak dokładnie jak kiedyś, wiele rzeczy można było poprawić, a ja zamęczałam się, że nie daję rady ze wszystkim i przez to jestem złą matką. Dopiero ten artykuł uświadomił mi, że szczęście nie jest uzależnione od równo poukładanych książek na półce. Warto czasem zostawić mały bałagan, zyskując chwile spędzone z najbliższymi, tym bardziej, że są one wyrywane z zabieganego, codziennego życia. Uśmiech na twarzy dziecka nie pojawia się tylko dlatego, że ma super uprasowane ciuszki, tylko dlatego, że z nim rozmawiamy i poświęcamy mu czas. Perfekcyjność bywa zgubna i trzeba być bardzo ostrożnym, żeby nie przerodziła się w obsesję. Mi może było do niej daleko, ale moje podejście do końca nie było zdrowe. Teraz wiem, że sztuką jest umiejętnie wyważyć proporcję pomiędzy obowiązkami, rodziną i przyjemnościami..

Pozostawiam Was z moją amatorską interpretacją tego psychologicznego problemu:). Jeżeli zauważyłyście, jakieś błędne obserwacje, proszę zgłaszać uwagi:):)