sobota, 1 grudnia 2012

Czerpanie radości..

Jak cieszyć się życiem? Co zrobić żeby być szczęśliwym?
Pytania niczym z taniego poradnika o życiu. A jednak nurtują mnie i coraz częściej dzięki nim zdaje sobie sprawę że nie jestem szczęśliwa. ale dlaczego? Mam wszystko o czym marzy wiele kobiet. Zdrowe, kochane dziecko, męża, który troszczy się o nas i dba o finanse. A jednak ciągle czuje, że mimo tego nie ma we mnie wewnętrznej radości życia. Bardzo chce to zmienić, bo wiem, że moje nastawienie może zniszczyć moje dopiero co  kiełkujące małżeństwo. Nie chce żeby moja córka oglądała swoją mamę smutna. Powtarzam sobie:"dasz radę" albo "kiedyś będzie lepiej", ale to "kiedyś" nie nadchodzi. Czy mój stan ducha to depresja? Boję się tak o tym myśleć, bo wiem, że z tym nie dam rady. Tak bardzo chcę cieszyć się z każdego uśmiechu mojej córki, z każdego telefonu od męża...

Piosenka

Czy piosenka może mieć wpływ na nasze uczucia? Jest kilka piosenek,które wywołują u mnie skrajne emocje. Większość z nich to te, które przypominała smutne momenty w moim życiu, ale są też takie, które napędzają mnie do działania, dodają siły. Nasza psychika jest tak skonstruowana, aby dobierać pewne czynnik do nastrojów. zawsze mnie to dziwiło, jak wydawałoby się błahe rzeczy powodują, że pojawia się impuls i robi mi się na duszy tak ciepło albo tak chłodno.
Chyba muszę słuchać samych pozytywnych melodii, żeby jakoś poprawić swoje samopoczucie...

źle.

Nie piszę.. Nie mam chęci, ani pomysłów na posty. Moje myśli są czarniejsze niż te noce, które są coraz dłuższe.. Samotne.. Wsłuchuję się w oddech mojej małej Kruszynki i tylko ona trzyma mnie tutaj..

Wczoraj Andrzejki, a ja samotnie w łóżku oglądając tv... Wróciłam dziś z uczelni wcześniej, bo siostra źle się czuła i nie mogła dłużej zostać z Julią. Prawdopodobnie będę musiała zrezygnować z nauki, te studia były złym pomysłem... Wtedy nie przewidziałam tego, że będę "samotną" matką. Bo niby jest On, ale go nie ma. Najgorsze są wizyty w przychodni, na szczepieniach. Każda pani z mężem, a ja z tobołami i nosidełkiem z małym dzieckiem sama.

Wiem, możecie napisać, że marudzę, użalam się nad sobą i macie rację. Miałam nadzieje, że ta samotność będzie chwilowa, ale okazuję się, że to jednak na dłuższą metę. Nie umiem tego przyswoić, nie potrafię. Żałuje wszystkiego, oprócz decyzji o mojej małej Kruszynce..