czwartek, 19 grudnia 2013

Pesymistka do kwadratu

Postanowiłam w końcu napisać, ale w sumie sama nie wiem dlaczego... Święta tuż tuż, a u mnie w domu spokój i nie ma tego biegania, sprzątania na akord. Cieszy mnie to, ponieważ nie przepadam za tym. Preferuję metodyczne postępowanie, zaplanować i jak najszybciej wykonać, bez zbędnych poprawek.
Aczkolwiek z moją małą Gwiazdą poprawki być muszą.:)

Już w sobotę jadę po K. do Krakowa i boję się tego spotkania z nim. Ostatnio między nami bardzo napięta atmosfera, znów kłótnie o wszystko. Przedwczoraj otarło się nawet o groźby "rozwodowe".
Wiem, ma być przeprowadzka itd., ale ja jak ta największa idiotka, znów szukam problemów tam, gdzie ich nie ma. A może są, tylko zewsząd słyszę, że "wymyślam" i już sama nie potrafię racjonalnie ocenić.
Jednak jak już na spokojnie przemyślę nasze burzliwe rozmowy to widzę dość wyraźnie, że my nie potrafimy ze sobą rozmawiać na żaden temat, przynajmniej jak on jest w Niemczech. Nie wiem czemu tak jest:/.
Moim problemem jest wszechobecny pesymizm, który normalnie mnie niszczy. Płakać mi się chce, bo nie wiem jak to zmienić. Nie zdawałam sobie sprawy,  że z osoby zawsze patrzącej przez różowe okulary można tak szybko wpaść w skrajny pesymizm. Czy to się leczy? Jeżeli tak to jak?
Chciałabym móc to z kimś "przepracować", ale nie wiem czy będę mieć odwagę...

Ale mi się post przedświąteczny udał...

Jutro będzie lepiej...

wtorek, 10 grudnia 2013

Marzenia...

Właśnie przed momentem przeczytałam dwa wpisy dotyczące marzeń, ich spełniania i sensu ich posiadania...
Będąc nastolatką miałam mnóstwo marzeń i wiele z tych ówczesnych w mniejszym lub większym stopniu je spełniałam. Jakoś tak zawsze samo wychodziło...
Później dziwnie wszystko się potoczyło, zaczęłam "zgrywać" cierpiętnice. Tak! Trzeba to przed sobą przyznać, no ale działo się różnie i w efekcie zapomniałam o marzeniach. Pamiętam jeszcze zanim zaszłam w ciąże, marzyłam o swoim małym, kochanym dziecku. Po paru miesiącach pojawiły się dwie kreseczki. I od tego momentu coś we mnie się złamało, nie wiem co i dlaczego. Do dziś nie wiem czy to hormony, czy po prostu to, że marzenia o które zawsze walczyłam spełniły się ale nie do końca tak, jak planowałam. Miała być rodzina i nasza trójka. A jak wyszło wszyscy wiedzą, zaszłam w ciąże i mój Mąż wyjechał za granicę, mamy 15sto miesięczną córkę, a on nadal za granicą.
Miało być przeżywanie wszystkiego wspólnie, pierwsze ruchy dziecka i pierwsze kroki, a był Skype i żale do siebie nawzajem.
Zawsze marzyłam o ślicznym domku, z mężem i dziećmi. Teraz, gdy mój mąż zaczyna o tym mówić, ja go zbywam, mówię, że trzeba być realistą a nie marzycielem, ale dlaczego ?? Przecież fajnie jest marzyć.


Chciałabym być dobrą mamą,a zachowuje się jak robot, często wykonuje czynności mechanicznie w opiece nad Julią. Chcę żeby widziała we mnie swoją czułą i kochającą mamę, a nie wrzeszczącą i wiecznie zestresowaną babę:///. Co ja mam zrobić, żeby w końcu wyluzować?? ehhh...

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Smile!

Ja tak na szybko, bo trzeba sprzątać:P

Aaaa zdałam egzamin i  teraz mam więcej energii do dalszej nauki :P.
Mój dobry humor poprawia dodatkowo Szavka :):)

piątek, 6 grudnia 2013

Grudniowy czar...

Dziś już 6 grudnia, czyli Mikołajki. Pamiętam czas, kiedy byłam dzieckiem, moment w którym spadł śnieg to zawsze było moje małe święto. Kolejnym ważnym wydarzeniem, było pisanie Listu do Mikołaja.
W końcu nadchodził ten wyczekany dzień prezentów...
Dreszczyk emocji i tyle pytań: Czy coś dostanę? Co to będzie??
Pamiętam, że prezenty nie zawsze były takie jak w liście, ale zawsze radość ogromna. Moja Julia dziś kończy 15 miesięcy, wiem że jest za mała na listy itd. Prezent kupiłyśmy dopiero dziś, córcia sama wybrała. Nie takiego Mikołaja dla niej chciałam, nie postarałam się.
Przyznaję się, ale już wiem jak będą wyglądać przyszłoroczne Mikołajki. Natomiast zrobię wszystko, żeby te pierwsze świadome Święta były wyjątkowe dla mojej Małej kruszynki:**
A oto jej prezenty:


 Za oknem okropny zimny wiatr szaleje, z nieba prószy biały puch...



 Mam nadzieję, że ten miesiąc będzie wyjątkowy dla nas, pełen zmian i nowości. Chcę, aby te Święta coś zmieniły w moim życiu i mojej rodziny. Już nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła pokazać wszystkim moją miłość do nich.

wtorek, 3 grudnia 2013

Hardcore

W tamtym tygodniu mało spałam, non stop na pełnych obrotach. Pierwszą rzeczą, która nie dała mi spać, a raczej osobą była moja Julia i jej czwórki, a żeby było zabawniej to wszystkie cztery. Tak!!! Wyszły wszystkie cztery, akurat kiedy matka ma najważniejszy egzamin w semestrze.
W ostatnią sobotę miałam egzamin, który ciężko zdać, ponieważ Pan Wykładowca lubi robić poprawki:/.
Ząbkowanie trwało do środy, no to pomyślałam, że w końcu będę mogła spokojnie się pouczyć w nocy, bo w dzień nie było najmniejszych szans:).

Niestety moje plany spełzły na niczym ponieważ Julia złapała, jakiegoś wirusa i przez dwie noce z rzędu wymiotowała. W sumie to cieszę się, że tylko na wymiotach się skończyło, ale nie powiem, jak zaczęła zwracać wszystko o 12 w nocy, to byłam przerażona. W piątek Julia wracała już do zdrowia, ja co się dało to uczyłam się kiedy Mała spała. Wstaję dnia następnego i co?? Oczywiście ja zaczęłam wymiotować, no ale cóż... Godzina zero, czyli egzamin o 16. Jakimś cudem dojechałam na miejsce, chociaż dzisiaj nie pamiętam sama do końca jak. Coś tam napisałam, ale w cud nie wierzę. Wątpię, abym zdała ten egzamin.

Mimo wszystko cieszę się, że mam to za sobą. A moją Julie kocham jeszcze bardziej, jej ufne oczy i pocałunek co rano...:*;*:*

czwartek, 21 listopada 2013

Wróciłam

Jestem już. Wróciłam pełna obaw, tysiące pytań i niewiadomych. Jednak jest jedna rzecz, której jestem pewna- chcę być z Mężem, mieszkać z Nim i tworzyć rodzinę.

Liczę się z tym, że prawdopodobnie przeniosę się do Niego i będziemy mieszkać w Niemczech.
Może to mój błąd i niepotrzebnie boję się, cały czas prześladuje mnie strach, że mój mały Skarbek nie poradzi sobie w niemieckim żłobku. Obcy język, którego prawie nigdy nie słyszała, ludzie których nie zna.. Przeraża mnie to. Nie wiem, w jaki sposób oswoić ją z niemieckim, jakie bajki jej puszczać, czy mam mówić do niej prostymi zwrotami, żeby ją przyzwyczaić?

Strasznie chciałabym porozmawiać z kimś, kto był w takiej sytuacji lub podobnej. Jak dziecko znosi taką zmianę? Czy nie zniszczy to w pewien sposób jej psychiki? Wiem, że piszę strasznie dziwne rzeczy, ale kieruję mną strach matki, tak bardzo ją kocham i nie chcę żeby stała się jej krzywda.

czwartek, 14 listopada 2013

Więc tak..

Doleciałam i nawet się nie pogubiłam, o dziwo!:):) A tak na poważnie to mój niemiecki jest w lepszym stanie niż przypuszczałam :P.
Jeszcze sama nie wiem co myśleć o tym miejscu, gdzie jestem. W sumie chyba mi się podoba, ale znów to zrobiłam..:/
Dokuczyłam K. i to tak bardzo nie przyjemnie, a teraz mi wstyd. Miałam dziwny napad chandry... Może przez to, że czuję się tu obco, wszystko jest inne i jeszcze nie poznane przeze mnie. Aczkolwiek Niemcy spotykani na ulicy czy w sklepie wszyscy mili, uśmiechają się i zagadują o Julie. Zastanawiam się, jakby się tu żyło? Czy znalazłabym tu jakiś znajomych, czy dziewczyny w podobnym wieku...

Póki co jestem oderwana od swojej zwykłej codzienności i jakoś mi tak dziwnie, no..:/

Dlaczego nie potrafię okazywać uczuć i miłości, jaką mam w sobie do córki i K.?? Zawsze tylko złość i krzyk, źle mi z tym..:/:/

czwartek, 7 listopada 2013

Motywacyjnie.

Jestem uzależniona od Bloggera, ale nie od publikowania postów... Jak widać :P

Był weekend, był Mąż. Weekend się skończył i Męża też nie ma. Miał być posta, a był smutny nastrój, więc posta nie było.:P

Zaczynam pełną mobilizację swej skromnej osoby. I to nic, że listopad i deszcz i te inne zawitały. Trzeba coś ze sobą robić, żeby nie zwariować. Moja nauka niemieckiego nie pędzi jak Struś Pędziwiatr, ale posuwa się do przodu w swoim tempie. Mam tylko nadzieje, że mimo stresu i mojego słabego zasobu słów dam radę jakoś w tych kraju nad Menem.

Od paru dni moje myśli pochłonięte są walizkami, a raczej tym co powinno się w nich znaleźć. Jadę na tydzień i normalnie, gdybym jechała sama nie byłoby najmniejszego problemu. No ale nie jadę sama tylko z moją przeuroczą córeczką i mam dylemat, czego ona może tam właśnie potrzebować.

Niby Niemcy nie koniec świata, ani jakieś"zadupie" i sklepy istnieją, człowiek jednak jak jedzie w nieznane, to ma wrażenie, że tylko w Polsce może kupić to co akurat potrzebuje. Ale kontynuując moją myśl poprzednia damy radę:). Jeszcze tydzień i zobaczę to "cudo", gdzie mieszka mój Mąż. Życzcie mi powodzenia cobym się na tym ogromnym lotnisku nie zgubiła i Julii przy okazji :P

wtorek, 29 października 2013

Kapryśna

Nie wiem czy o tym pisałam, ale za dwa tygodnie, 13 listopada lecę do mojego Męża, do Niemiec. Taki krótki wypad, na tydzień, żeby zobaczyć jak tam jest, jak wygląda życie w obcym kraju. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Muszę przyznać, że cholernie boję się tej konfrontacji z obcym językiem, innym otoczeniem. Zaczęłam nawet uczyć się i powtarzać niemiecki, jednak nie zawsze mogę to robić w pełnym skupieniu. Bo albo płacz dziecka, albo pranie do prasowania, napisanie sprawozdania ze stażu lub jeszcze coś innego.


Czasem czuję się jak kobieta w ciąży, moje zmienne nastroje, ogromny zapał, a później szybkie wypalenie sprawiają, że dostaję szału. Myślę o sobie źle, moje poczucie własnej wartości znów kuleje. Już sama nie wiem jak mam sama siebie dowartościować. Wiem, że głównym problemem jestem ja sama. Nie wiele jednak mi to wyjaśnia, nie umiem pracować nad sobą, albo przynajmniej nie użalać się nad sobą.

Moją niezaprzeczalną radością jest moja Julia, wiem że to moja najbliższa mi osóbka. Chcę stworzyć z nią dobre relacje, matki z córką, powierniczki, przyjaciółki. Chcę być jej autorytetem. Nie wiem czy wychowuję ją dobrze, pewnie popełniam mnóstwo błędów wychowawczych. Jest mi ciężko samej, ale wiem, że będę mogła winić tylko siebie za niepowodzenia. Tak często słyszę teraz o tej zagubionej młodzieży, niekochanych dzieciach.

Jestem eurosierotą jak to mówi mój szwagier. Pamiętam jak dawno temu obiecałam sobie, że nigdy nie poświęcę swojego dziecka dla pieniędzy. Wiem, że czasem  jest ciężko, życie to różne sytuacje. Ale w tym będę nieugięta. Ja z moją mamą nie umiem rozmawiać, mam do niej żal o to, że wyjechała. Nie zrobię tego sobie, ani mojej córce. Wiem, że mój Mąż wyjeżdża, cały czas tłumaczy mi, że w Polsce nie mielibyśmy za co żyć. Nie wiem może ma rację. Jednak ja znam ludzi, którzy mieszkają tu, może nie opływają w luksusach i gadżetach, ale jakby dłużej nad tym pomyśleć to po co komu te wszystkie super rzeczy? Dla szpanu? Żeby się pochwalić na FB? I tak na końcu każdy rozliczać Cię będzie z relacji i ilości przekazanej miłości innym, a nie stanu konta. Takie to moje małe dygresje...

To tylko moje przemyślenia i nie zamierzałam nikogo urazić.

sobota, 26 października 2013

Dla Niej...

Z Julią pierwszy raz na placu zabaw, w sąsiedniej miejscowości. Jaka ona była szczęśliwa, a ja cieszyłam się razem z nią, że ona taka uśmiechnięta. Kocham tak bardzo, że nawet nie da się tego opisać.
Wprowadzam w swoje życie zmiany, kontroluje się, żeby przestać narzekać. Uczę się wielu nowych rzeczy, postanowiłam nauczyć się języka niemieckiego. Staram się robić to codziennie, w miarę systematycznie. W listopadzie lecimy z moją Córeczką do Niego, do Taty. Chcę cieszyć się życiem, w końcu, wyluzować.. W końcu mam je tylko jedno...


wtorek, 22 października 2013

Parentingowy

Internet ciągle mnie zadziwia. Wiem, że dla wielu to zło, ale jeżeli ktoś umie  wykorzystać zasoby, jakie się tu znajdują zdanie ma odmienne. Otóż właśnie znalazłam kilka blogów, dokładniej to blogi parentingowe. Jestem nimi oczarowana, czytam jak ci zwykli ludzie piszą o swoim zwykłym życiu, o rodzicielstwie, dzieciach i wszystkim co tylko się da. I czuję się lepiej, w końcu czuję, że nie jestem osamotniona w wielu przekonaniach. Są ludzie, którzy chcą być świadomymi rodzicami, kochającymi, wspierającymi, ale nie zapominają w tym wszystkim o sobie. A teraz zrobię małą reklamę, bo warto:
Tekstualna
Tatowy
Caribu
Basia
Hafija

sobota, 12 października 2013

Zmiany.

Zaczęłam pisać pamiętnik, taki prawdziwy, w pięknym zeszycie ze złotym wzorem. Może to nie do końca pamiętnik, w którym znajdują się wspomnienia, a raczej są to przemyślenia przeplatane wspomnieniami i tym co dzieję się u mnie. Piszę go dla samej siebie, żeby móc później na spokojnie przeczytać i przemyśleć to co mnie boli i martwi.
Chciałam stworzyć tutaj taki właśnie blog, jednak zdaję sobie sprawę, że to sprawy zbyt dla mnie osobiste, żeby znajdowały się w sieci. Tu nikt nigdy do końca nie jest anonimowy. Nie mam zamiaru przestać umieszczać tu swoich postów, może wiele rzeczy będzie się pokrywać z tymi zapisanymi w zeszycie, jednak to są moje bardzo prywatne sprawy i nie chcę żeby były poddawane ocenie przez osoby całkiem obce lub te mniej obce, bo jednak wiele dziewczyn, które tu piszą są mi bliskie. Mimo to nikt z Was nie zna mnie od początku do końca i nie wiele o mnie wiecie. Nie chcę zbytnio się tu ujawniać, nie wiem dlaczego, ale kieruje mną strach. Pamiętnik pisany długopisem będzie do wglądu dla mojego Męża, po to by lepiej zrozumiał mnie i mój charakter.
Wiem, że przez moją decyzję mogę stracić Wasze zaufania, zaproszenia do blogów prywatnych, ale zrozumiem to. Ja nikogo nie potępiam za to, w jaki sposób prowadzi swojego bloga, ani o czym na nim pisze. To są sprawy bardzo indywidualne i nie podlegają dyskusji. Może być również tak, że będzie brakować mi pomocy czy będę szukać rady. Będę o tym pisać tu. Jednak chciałabym odbudować moją więź z Mężem, chcę by znów był moim Przyjacielem, tak jak to było kiedyś.
Postanowiłam też, że zacznę pisać bloga książkowego, jeszcze nie wiem kiedy ukaże się pierwszy post, ale na pewno umieszczę tutaj link do niego. A oto i on:
http://pani-roza-czyta.blogspot.com/.
Zapraszam:)

czwartek, 12 września 2013

Jesień.

Lubię ten moment w roku, gdy już kończy się lato, ale jeszcze nie jest zbyt zimno.. Zamglony krajobraz, w powietrzu zapach palonych liści i grzybów w lesie. Tak, zdecydowanie teraz ten czas jest moim ulubionym czasem w roku. Jak go nazwać? Czy to już jesień? Dla mnie to jest właśnie jesień, taka skromna, ukryta, jeszcze się chowa, ale już daje znak, że nadchodzi.

Czas kolorowych liści, pięknych brązowych kasztanów i moich ulubionych orzechów włoskich. Dawniej był to czas szkoły i zapachu nowych książek i zeszytów. Uwielbiałam to i tęsknie za szkołą. Nigdy nie stroniłam od nauki, nawet można powiedzieć, że bardzo ją lubiłam. Nadal tak jest, niestety na studiach nauka wygląda całkiem inaczej. W moim odczuciu, niektóre przedmioty, albo inaczej wykładowcy uwsteczniają rozwój intelektualny osób, które przychodzą na zajęcia. Inna historia to osoby, które nie wiadomo po co przychodzą na te wykłady, chyba tylko poprzeszkadzać, tego nie zmieni nikt, zawsze i wszędzie byli i będą tacy, którzy nie potrafią uszanować innych. 

Nie wiem co mnie tak naszło na wspomnienia o szkolnych perypetiach. Mam córeczkę i nie mogę doczekać się momentu, kiedy będziemy razem szukać wyprawki do przedszkola, a później do szkoły. Chciałabym mieć taką pracę, żebym mogła zawsze odprowadzać ją do szkoły i z niej odbierać.

Zależy mi na tym, żeby moja mała Kruszynka zawsze chciała ze mną rozmawiać, najpierw o szkole i przygodach, jakie ją tam spotkają, ale też o tym co będzie działo się w jej życiu, gdy będzie dorastać.

środa, 11 września 2013

Ciemnogród.

Dawno nie pisałam, ale miałam mnóstwo na głowie i w sumie nie wiem czy chce mi się to wszystko opisywać. Jednak chyba pasuje coś napisać:). W zeszłym tygodniu  wędrowałam od szpitala do domu. Powodem tych wędrówek była moja siostra, która musiała brać sterydy, żeby jej Maleństwo miało wykształcone płuca. Już wszystko jest w porządku, także teraz tylko czekamy na poród:).

Na moim stażu jestem już trzeci tydzień i coraz bardziej podoba mi się tam to co robię. Niestety już teraz wiem, że nie ma szans żebym mogła tam pracować. Jednak myślę pozytywnie, będę mieć te trzy miesiące stażu i może to pomoże mi znaleźć później pracę podobną do tej, która wykonuję teraz.

Problem opieki nad Julią też już został w miarę rozwiązany. Mamy nianię, którą jest moja koleżanka, znamy się od dziecka. Julka świetnie dogaduje się z nianią i bardzo szybko ją zaakceptowała, a o to głównie mi chodziło.

Coś o czym chciałam napisać już jakiś czas temu, dotyczy złotych rad osób starszych, czyt. babć i dziadków. Tematem porad oczywiście są dzieci i ich wychowanie. Po takich rozmowach z tymi osobami mam wrażenie, że krzywdzę swoje własne dziecko i jestem najgorszą matką świata. Denerwują mnie "złote rady" udzielane non stop. Rozumiem pomoc, ale w granicach rozsądku. Z całym szacunkiem dla osób starszych wiekiem, może i bardziej doświadczonych, aczkolwiek czasem mam wrażenie, że mieszkam w jakimś ciemnogrodzie, to jest moje dziecko i naprawdę nie mam ani zamiaru ani chęci świadomie i z premedytacją robić mu krzywdy...


poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Doceń to.

Miałam mnóstwo sprzecznych myśli, co do kontynuacji moich studiów, bo skoro planuję wyjazd, to może nie ma sensu płacić i tracić i pieniędzy i czasu. Tam gdzie jadę polskie studia na wiele się nie przydadzą.

Te myśli towarzyszyły mi do wczoraj. Po obejrzeniu pierwszego, przedpremierowego odcinka serialu, którego nawiasem mówiąc uwielbiam, głównie dlatego, że jest on o tematyce wojennej, stwierdziłam, że nie mogę zmarnować szansy, jaką dostałam od Boga i losu. Mówię tu o możliwości studiowania, we wspomnianym serialu, piękna Lena samotnie wychowująca syna-Jasia, boryka się z trudnościami, jakie spotykają ją w powojennej Polsce. Ja mam lepiej, niż ona, lżej to na pewno. Mam pieniądze, nie jakoś ogromnie dużo, ale nie jest też to ilość wystarczająca na przetrwanie. Mam większy dostęp do książek i wiedzy i wydaje mi się, że brakuję mi tylko chęci i samozaparcia, wytrwania w raz podjętej decyzji.

Wczorajszy odcinek nie wiele różni się od pozostały, tzn. w każdym z nich pokazane są losy bohaterów, którzy muszą codziennie stawiać czoła koszmarom na jawie, jakie niesie wojna i jej skutki. My żyjąc w swoim czasie mamy o niebo lepiej, czyli lżej. Każdy ma problemy większe i mniejsze, ale nikt z nas nie żyje w ciągłym strachu, będąc nawet w swoim domu bohaterowie nie czuli się bezpiecznie, a my ten komfort mamy.

Trzeba doceniać to co się ma i cieszyć się z każdej minuty życia.

wtorek, 20 sierpnia 2013

niedziela, 11 sierpnia 2013

Po burzy.

Po wczorajszych kłótniach i złościach, wzięłam byka za rogi, czyli na poważną rozmowę z mężem. Muszę przyznać, że łatwo nie było, bo niestety nie należę do osób, które łatwo przyznają się do własnych błędów.
Jednak po burzliwej rozmowie, zrozumiałam, że ja tez powinnam trochę zmienić swoje podejście i nie "czepiać" się o wszystko, tak jak robiłam to dotychczas. Nie jestem osobą bez wad, dlatego też między nami tyle zgrzytów..

sobota, 10 sierpnia 2013

Dieta.

Mieszkamy z Mężem u moich rodziców. Większość czasu w roku rodzice jak i mój Mąż spędzają w Niemczech, ale każde z Nich w innym miejscu. Zdarza się jednak, że zjeżdżają się obie strony do Polski  i wtedy powstają zgrzyty. Ale to nie o tym miało być, to tylko wstęp.

Wyszłam za człowieka, którego naprawdę kochałam i myślałam, że Go znam. Niestety im dłużej On pracuje za granicą, tym bardziej się zmienia. Jest coraz gorzej. W momencie, gdy jesteśmy w domu i są moi rodzice, lub któreś z Nich to już jest armagedon. Odkąd wróciliśmy z urlopu z moim Mężem nie da się normalnie żyć. Nie rozmawia ze mną normalnie, o wszystko ma problemy. Za mało zajmuje się dzieckiem, nie sprzątam lub sprzątam ale nie tak jak on by chciał. Jest u Nas na wakacjach również Jego najmłodsza siostra, w stosunku do Niej zachowuje się bardzo podobnie jak do mnie. Jest nie miły, opryskliwy i normalnie chamski. Co do gotowania katuje mnie już od jakiegoś czasu tym, że źle karmię Naszą córkę, i że ją truję, nie dbam o Nią. Takie słowa z ust kogoś bliskiego bolą jak cholera, tym bardziej, że robię wszystko żeby mojemu dziecku niczego nie zabrakło. Mam zakaz podawania Małej mięsa częściej niż raz w tygodniu i mam stosować dietę nie łączenia również u siebie jak i u dziecka. Nie przypuszczałam, że kiedykolwiek o tym pomyślę, ale chciałabym żeby już jechał, nie cieszę się z tego, że ma jeszcze tydzień wolnego.

Teraz na topie są kłótnie o sofę, którą kupiliśmy razem dwa lata temu, bo on się na niej nie wysypia i wyżywa się na mnie, a jak były upały to jeszcze to był dodatkowy problem, bo to moja wina, że duszno...

Płakać mi się chce i tyle.... Obiecałam sobie, że nie będę tu pisać o takich sprawach, ale jestem przepełniona goryczą. Źle wybrałam i teraz wiem, że lepiej jest być samotną matką, albo trzeba naprawdę żyć z kimś długo przed ślubem, żeby później wiedzieć na kogo się skazujemy...

piątek, 9 sierpnia 2013

Dobra i zła.

U mnie internet zaczyna normalnie działać, więc mogę teraz więcej blogować i korzystam z tego, że Mąż w domu i z Julią może się pobawić.

A u mnie dwie nowe wiadomości. I jak w tytule jedna dobra druga zła. Starałam się o staż, jak już wiecie i niestety firma, na której mi zależało odmówiła mi tego stażu. Muszę czekać na uczelnie, co oni zdecydują. Swoją decyzję uzasadnili tym, że szukają kogoś kto będzie dobrze wykwalifikowany i już z jakimś doświadczeniem. No nie wiem, czy mają prawo mieć takie wymagania do osoby, która idzie na staż i praktykę , ale "oni nie mają czasu, żeby Panią douczać".

Ważne, żeby w przyrodzie była równowaga i tak dobra wiadomość jest taka, że Mąż dostał dodatkowy wolny tydzień urlopu i bardzo się z tego ciesze. Będziemy mogli jeszcze nacieszyć się sobą. A i Julia będzie bardzo zadowolona, że ma Tatę przy sobie.

Julcia wzbogaciła się o kolejnego zęba, czyli ma ich już osiem. :) I mała Gwiazda zaczyna uczyć się biegać(!!). Co prawda już miesiąc minął od momentu pierwszych kroczków, ale dla mnie to wszystko tak szybko teraz się dzieje. Julia skończyła 11. miesięcy i już pomału myślimy o imprezce z okazji Pierwszego Roczku i mam mnóstwo wątpliwości jak i kiedy miałoby się odbyć świętowanie.

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Staż

W momencie rozpoczęcia moich studiów zgłosiłam swój udział w projekcie unijnym, w którym można było dostać staż, jak spełniało się pewne wymagania.

Ja dostałam ten staż i bardzo cieszę się z tego powodu, bo jest to staż płatny, trzy miesiące, dwa razy w tygodniu, a zarabiać będę ok. 1500zł. Dobrze będzie, bo dołożę się do budżetu domowego. Niestety pojawia się problem, co zrobić z Malutką. Otóż prawdopodobnie, dopóki moja siostra nie urodzi to ona będzie zajmować się Małą, ale w październiku problem pojawi się znów. Mieszkam w takim miejscu, gdzie nie ma ani żłobka, a znalezienie niani jest bardzo problematyczne. Zresztą bardzo boję się zostawić moją Córeczkę z kimś obcym. Co do żłobka jest jeden, który powstał też na bazie projektu unijnego i chcąc oddawać tam dziecko trzeba być bezrobotnym(!!), zupełnie tego nie rozumiem, po co komuś kto nie pracuje żłobek. Ale może moja wyobraźnia jest zbyt ograniczona.

Nie ukrywam, że zamiast cieszyć się faktem pracy, myślę cały czas o tym, że nie mam odpowiedniej opieki dla Małej. Drugim powodem do zmartwień jest to, że sobie nie poradzę, albo, że się nie sprawdzę. Tym bardziej, że gdy będą ze mnie zadowoleni dostanę umowę o pracę, ponieważ akurat szukają ludzi do pracy.

Nie umiem ocenić obiektywnie swoich umiejętności ani uwierzyć w siebie.




środa, 31 lipca 2013

Szczęśliwa.

Z Nimi;**
Jestem szczęśliwa.  Rodzina powinna być zawsze razem. Myślę cały czas jak to zrobić, żeby już nie musieć się rozstawać. Szkoda ze w naszym pieknym kraju dobrze jest tylko naurlopie.
Gdy widzę córkę z tata, jaka ona szczęśliwa smutno robi mi sie na sercu , gdy mysle o rozstaniu. .

piątek, 19 lipca 2013

Obdarowana

Nie mam jakoś weny do pisania, albo inaczej wena jest, ale wtedy kiedy przychodzi nie mam czasu, a gdy już mogę pisać tematy uciekają z głowy..

Mąż niestety musiał lecieć do pracy już w poniedziałek, ale już za tydzień przylatuje i to na pełne 2 tygodnie:). Cieszę się, bo w sumie pogoda nie była jakaś rewelacyjna i może pod koniec miesiąca będzie lepiej??:)

W ciągu jednego dnia, kiedy Mąż był w domu sprezentował mi telefon, który jest rewelacyjny i wart swojej ceny. W sumie to jakoś tak bardzo na niego nie nalegałam, ale Ślubny chciał zrobić mi przyjemność i wynagrodzić to, że nie ma Go z nami. Jednak jest tak, że co by mi nie kupił samochód, telefon czy cokolwiek innego(a ostatnio uzbierało się tego trochę-maszynka do golenia , szczoteczka do zębów) nie zastąpi ani Jego osoby ani chwil spędzonych razem.

Ojciec wrócił z Niemiec, niestety czas spędza pod wpływem procentów. To tak bardzo drażliwy dla mnie temat, że chyba nie będę go tu więcej poruszać.

Córeczka rośnie jak na drożdżach, samodzielnie już chodzi i coraz więcej rozumie. Prowadzi rozmowy w tylko sobie znanym, dziecięcym języku. Kochana moja daje mi siłę na każdy kolejny dzień..:*

czwartek, 11 lipca 2013

Zmiana planów..

Ostatnie tygodnie spędziłam na nauce i częstym jeżdżeniu na uczelnie, w celu zdawania egzaminów. Tak więc chciałabym ogłosić, że prawdopodobnie wszystkie egzaminy zdane. Piszę, że prawdopodobnie ponieważ jeden z wykładowców ociąga się z oceną naszych prac. Zabawne, mieliśmy  z nim dwa przedmioty, przy czym egzamin jednego z nich był miesiąc temu, a wyników brak.

Zastanawiające jest to, że ludzie zajmujący pewne stanowiska, powinni odzwierciedlać swoje zachowanie pewnymi cechami przyporządkowanymi odpowiednim funkcjom. Niestety jak widać w sytuacji ocen moich egzaminów, nie którzy nie poczuwają się do odpowiedzialności i nie mają wewnętrznego poczucia obowiązku wobec osób, które czekają na wynik. Pomijam fakt, że już prawie połowa lipca.

Ale to nie o tym miało być... Otóż musieliśmy zmienić plany dotyczące naszego urlopu. Miał on rozpoczynać się w środę za tydzień i trwać dwanaście dni. Niestety, urlop został skrócony o połowę i jedynym plusem jest to, że mąż przyjeżdża wcześniej, czyli w niedzielę. Wszystkie zmiany zostały spowodowane wcześniejszym planowanym porodem mojej szwagierki, czyli siostry męża. Otóż przyszły tatuś pracuje z K. w Niemczech. Pracują na budowie i wykończeniach i mają teraz tzw. "sezon", czyli mnóstwo pracy i mało czasu. W efekcie nie mogą obaj jednocześnie zjechać do Polski na urlop. Stąd wszystko uległo przesunięciu.

Mimo to jedziemy do Zakopanego na dwa dni, bo trzeba cieszyć się tym co mamy, czyli jakby nie patrzył tydzień Mąż  będzie, trzeba to wykorzystać.

niedziela, 30 czerwca 2013

Bloglovin

<a href="http://www.bloglovin.com/blog/7870379/?claim=gh47q4r8gp6">Follow my blog with Bloglovin</a>

środa, 26 czerwca 2013

Córeczka.

Postanowiłam jeszcze bardziej przyłożyć się do bycia mamą, zmieniałam troszkę podejście do mojej Julci i zaczęłam poświęcać jej jeszcze więcej czasu. Częściej się bawię z nią, wymyślam nowe gry i zabawy.

W związku z tym, że miała problem z zasypianiem, postanowiłam zmienić jej system spania w ciągu dnia i usypiam ją tylko raz dziennie, Mała śpi 2,5 lub 3 godziny i wieczorem zasypia bez większych problemów.

Duży wpływ na moje podejście do dziecka ma K., który rozmawia ze mną codziennie od naszej niedzielnej rozmowy i stara się aktywnie uczestniczyć w wychowaniu naszego Skarbu.

Widzę, że Julia jest szczęśliwa z nowej mamy i cieszy się jak tylko mnie zobaczy. Już nie płacze w ciągu dnia bez powodu i jest mniej nie znośna. Często przytula się do mnie i daje mi buziaki. Kocham ją nad życie, jest najlepszym co mogło mnie w życiu spotkać i nie liczy się nic dla mnie bardziej jak szczęście mojego dziecka:).

W lipcu Julia skończy 10 miesięcy, mamy już 6 zębów i już wychodzi kolejny. Ząbkowanie zawsze przypada na moje egzaminy ;P, ale przechodzimy je bardzo spokojnie, więc nie jest najgorzej. Malutka chodzi już za jedną rączkę, ale najbezpieczniej jej jest na czworaka:). Zaczyna też wspinać się po schodach i wszystkim co tylko się da. Wydaje coraz to nowe dźwięki, ale nadal mówi tylko "ta-ta", "ba-ba" i "pa-pa":)

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Kłótnia i lekarz.

Niedziela niby weekend i powinno być przyjemnie, ale wczorajszy dzień był okropny..Zaczęło się niewinnie, wstałyśmy z Julią z samego rana (jak zawsze) zjadłyśmy śniadanie i wyruszyłyśmy na lotnisko odwieźć moje siostry. I poleciały do Niemiec w odwiedziny... Wracając do domu dopadł nas deszcz, ale Julia bardzo grzecznie zachowywała się podczas podróży, bo jakby nie patrzył to prawie godzinę jechałyśmy. Całą drogę układałam sobie plan, jak spędzimy z Julą dzień przed Skypem, żeby porozmawiać z K.

Po powrocie faktycznie zaczęliśmy gadać, Mała nawet nie chciała rozbić mojego laptopa, bo ostatnio ma jakieś destrukcyjne podejście do większość przedmiotów technologicznych. Wszystko było ok, do momentu w którym zaczęliśmy z K. kłócić się i w sumie teraz to nawet nie pamiętam o co. Kłóciliśmy się cały dzień, z przerwami na usypianie Julii. Temat kłótni był jeden- nasza rozłąka. Za radą moich blogowych przyjaciółek postawiłam sprawę jasno, albo idziemy w jedną strone albo w drugą. Temat mojej wyprowadzki do Niemiec był obecny przez ostatnie kilka dni w naszych rozmowach, ale  żadnych konkretów. Do wczoraj.

Doszliśmy do porozumienia! W końcu. Otóż sprawa ma się tak: ja mieszkam w Polsce do końca swoich studiów, czyli jeszcze rok, a między czasie będziemy kursować do siebie raz on, a raz my z Małą na trzy, cztery dni. K. przenosi się do nowego, większego mieszkania, w którym będzie miał swój dość duży pokój i będzie opcja, żebyśmy z Małą jeździły do niego. W końcu wiem na czym stoję, jeżeli w ciągu tego roku coś się zmieni lub dojdziemy do wniosku, że zmieniamy plany i on wraca, to wtedy nie będzie przeprowadzki. Najważniejsze jest to, że to będzie ostatni rok naszej rozłąki, obiecał mi to i będę mu zawsze o tym przypomniać.

Dziś byłam u lekarza, po wyniki badań. I... jestem zdrowa jak ryba. Pan doktor powiedział, że mam więcej jeść i tyle. Wszystkie hormony w normie, żadnej anemii czy czegoś podobnego. Także ja już nie wiem, musimy pomyślec o jakimś dietetyku. Kupiłam witaminy w tabletkach i magnez, na moje zszargane nerwy:/, piję melisę. Julia daję mi ostatnio bardzo popalić. Zostały mi jeszcze dwa egzaminy jakoś dam radę.

środa, 12 czerwca 2013

Weź się za siebie.

Pod moim ostatnim postem pojawiły się komentarze od nowych czytelniczek, co bardzo mnie cieszy :). Chciałabym również mieć możliwość poczytania Waszych blogów, tak więc chętnie otrzymam adresy Waszych blogów, bądź zaproszenia, jeżeli na tyle darzycie mnie zaufanie, aby mi je wysłać:)
----------------------------------------------------------------


W niedziele mam egzamin, na który uczę się, w miarę możliwości już od tygodnia. Nie zmienia to faktu, że mam wrażenie większego braku informacji w temacie, aniżeli przed rozpoczęciem nauki. Zwątpiłam już, że pojmę o co chodzi w tych zagadnieniach. Nie rozumiem nawet tego co czytam, a rzadko się to zdarza.

Postanowiłam wyluzować i poświęcić jeden wieczór na zrobienie ściąg, bo zdać muszę, a nie widzę innego wyjścia z sytuacji. Wstyd mi, że się do tego przyznaje, bo nie ściągam na egzaminach dla zasady. Poszłam na studia po to, żeby się nauczyć, a nie żeby mieć "papierek". W życiu jednak jest tak, że nie wszystko jesteśmy w stanie pojąć lub zrozumieć i ja sama zaczynam to sobie w ten sposób tłumaczyć. Zaczęłam też pisać pracę zaliczeniową na tematy dotyczące banków i Giełdy Papierów Wartościowych. Tu też wielka improwizacja, nie znam się za specjalnie na tych instytucjach, a mamy wyrazić własną opinię, więc żeby mieć własne zdanie w jakimś temacie trzeba je sobie wyrobić.

Byłam w końcu dziś u lekarza. Nie mogę patrzeć na siebie w lustrze i postanowiłam coś z tym zrobić. A przynajmniej coś zacząć. Ustabilizowałam swoją dietę i staram się jeść pięć razy dziennie, mniej więcej o stałych porach. Dostałam zlecenie zrobienia jedenastu różnych badań, także w przyszłym tygodniu może coś już się wyjaśni.

---------------------------------------------------------------
W kolejnych postach zamieszczę zdjęcia z moich zakupów:). Postanowiłam wzorem innych blogów rozpocząć Projekt DENKO, ale nie wiem jak to wyjdzie i czy będę miała ochotę dalej go prowadzić, więc nie nastawiajcie się na nic specjalnego:)

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Zakupy ciuszkowe.

W końcu udało mi się jakoś obrobić te zdjęcia z ubrankami, które kupiłam na szmateksie dla mojej córeczki:


Te natomiast kupiłam dla córeczki mojej szwagierki:


Może wiele z Was nie zgadza się z tego typu oszczędzaniem, ale jak widać na zdjęciach ciuchy wyglądają prawie jak nowe. Większość z nich to ciuszki z oryginalnymi metkami, lubię takie zakupy:).


czwartek, 6 czerwca 2013

A może...?

W odpowiedzi na Wasze komentarze pod wczorajszym postem winna jestem wytłumaczenie.

Otóż mój mąż nie może zmienić na razie pracy, ponieważ ma pewne zobowiązania i nie może ich zerwać.

Co do mojego wyjazdu tam jest kilka kwestii, które mają wpływ na to że jestem tu. Otóż bardzo chce skończyć studia, nie chce całe życie u kogoś sprzątać(nie umniejszajac tym nikomu, po prostu ja mam troszkę inne plany życiowe, chociaż nie zarzekam się,bo w życiu różnie bywa). Drugim powodem jest zwykły strach ...

Zdjęcia z mojej wyprawy zakupowej  jutro bo dziś już nie mam sił ..

środa, 5 czerwca 2013

Nadgorliwa

Czasem mam wrażenie, że za dużo chcę i zastanawiam się czy nie jestem nadgorliwa. Ostatnio często nawiedza mnie pytanie: Po co mi to wszystko? Mianowicie chodzi mi tu o studia, mój ogród, bycie idealną matką , która ma zawsze posprzątane itd.

Studia zawsze chciałam ukończyć i mieć tytuł magistra, odkąd sięgam pamięcią to zawsze był mój cel życiowy i w sumie już za rok spełni się , o ile wytrzymam to rozdarcie psychiczne. Płakać mi się chce, jak pomyśle, że muszę uczyć się na stosunkowo, dla mnie trudny, egzamin, a moja córcia postanowiła akurat wtedy odpuścić sobie południową drzemkę i chce się bawić z mamą. Albo druga sytuacja, cały dzień zabiegana i zajęta obowiązkami codziennymi postanawiam uczyć się w nocy. I co? Córcia kochana popłakuje co godzinę, bo albo ząbkowanie, albo przeziębienie (jak dziś). Wiem, że nikt nie obiecywał, że będzie łatwo i wiedziałam co robię decydując się na studia zaraz po urodzeniu dziecka. Jednak przyznam szczerze, że nie przyszło mi do głowy, że będę samotnie opiekować się i wychowywać swoje dziecko. Zaczynam się zastanawiać czy marzenie o skrócie mgr przed nazwiskiem nie jest nad wyrost, w moim przypadku? Może lepiej dać sobie już z tym spokój?

Druga rzecz, która doprowadza mnie do załamania to mój ogród, który już błaga o zaopiekowanie się nim. Jednak nie do końca jest to możliwe, ponieważ ja mam tylko dwie ręce, a przypominam, że prawie zawsze zajęte są one przez moją córeczkę. Sytuacja z dziś: wyrywam chwasty w cebuli korzystając z tego, że słońce w końcu postanawia wyjść, moja kochana córeczka w tym czasie co chwilę pakuje sobie do buźki nową grudkę ziemi. Po którymś razie zakazywania odpuściłam sobie, bo od ziemi to chyba jeszcze nikt nie umarł.

Non stop towarzyszą mi ogromne wyrzuty sumienia, że wszystko co robię to robię kosztem mojego dziecka. Płakać mi się chce, bo gdy decydowaliśmy się na dziecko, nikt nie uprzedził, że ok ale wychowujesz sama. Wiem, że pieniądze ważne itd., ale mogę powiedzieć szczerze, że wiem co to szczęście, ale nie pamiętam kiedy gościło ono u mnie dłużej niż pięć minut. Powinnam cieszyć się tym co mam, a nie wypisywać takie brednie, jesteśmy zdrowe, mamy co jeść... Ale zawsze pozostaje taki puste miejsce i żal, kiedy wstaje do Niuni po raz dziesiąty jednej nocy i nie ma mnie kto zamienić. Pisząc to płacze, jak przez ostatnie dni. Nie ma jednak nikogo, kto mógłby te łzy otrzeć..

Przepraszam za użalanie się..

niedziela, 2 czerwca 2013

Ambitna.

No to sesja zaczęła się już na dobre. Mam nadzieję, że jakoś przez nią przebrnę. O tyle jest to trudne, że jestem człowiekiem bardzo ambitnym. W przybliżeniu chodzi o to, że już będąc dzieckiem zawsze chciałam mieć dobre oceny, wzorową frekwencję itd. Wtedy, gdy byłam dzieckiem, a później nastolatką tak było.
Teraz będąc na studiach, w sumie już IV rok jest troszkę trudniej. Odkąd pojawiła się Julia sytuacja utrudniła się jeszcze bardziej. Kocham moją córeczkę najbardziej na świecie i w sumie nawet dzięki niej bardziej chce mi się tego wszystkiego.

K dziś wyjechał do Niemiec, bardzo pomógł mi na tym weekendzie. Ja miałam przez dwa dni szkołę, a on dzielnie zajmował się Małą. Przy czym nasza córka, jak tylko go zobaczyła jak przyjechał do domu po prostu go zaczarowała swoją osobą i odwrotnie. Julia uwielbia tatę i zabawy z nim, boję się trochę tego co będzie jutro, jak Mała wstanie a taty już nie będzie.

Człowiek wiele rzeczy planuje, chce zdobywać wyznaczone przez siebie cele. Ja osobiście uwielbiam tem moment kiedy jest już po i znam wynik swojego przedsięwzięcia i widzę, że jest taki jakiego oczekiwałam. Uczucie spełnienia. Może to próżność, nie wiem, ale wiem, że warto.

sobota, 25 maja 2013

Jak ja mam zdrowo utyć??

Jak Wam wiadomo nie od dziś chcę przytyć, bo moja waga jest niestety piórkowa. Póki co moja waga nie pokazuję więcej niż 44 kg, ale to i tak sukces, bo swego czasu było dużo gorzej. Wiadomo, że większość ludzi z przybraniem na wadze nie ma większego problemu, bo odżywiają się nie zdrowo i byle jak. Ja chcę zdrowo utyć, odżywiając się produktami gotowanymi na parze, zawierającymi zdrowe tłuszcze itd. Tak swoją drogą to ciekawa jestem czy w ogóle jest to możliwe :P.

Mąż mój aktualnie mieszka w Niemczech i jemu udało się schudnąć zdrowo odżywiając. W trosce o naszą córkę, żeby zdrowo jadła ona, jak również i ja zakupiliśmy parowar, który służy mi już parę miesięcy. Muszę powiedzieć, że nie zawsze gotuję w nim obiady, co nie zmienia faktu, że dania gotowane na parze uwielbiam. Może znacie, jakieś ciekawe przepisy w przystępnej cenie??

 Bardzo chętnie wypróbowałabym czegoś nowego. Jestem fanką kilku blogów, na których dziewczyny umieszczają przeróżne przepisy, pysznie  to zawsze wygląda i w większości to zdrowe jedzenie. Dzięki tym blogom zaczęłam zwracać uwagę na to co jem ja i moja Księżniczka:). To chyba prawda jest, że jedzenie wpływa na to jakimi jesteśmy ludźmi, dlatego trzeba jeść fajnie i zdrowo:). A tu macie mój obiadek:

 

czwartek, 16 maja 2013

Codzienności trochę..

Doszłam ostatnio do wniosku, że jestem niewdzięcznym blogerem, bo piszę mało i chyba jakoś tak monotematycznie... Czas to zmienić, w ogóle postanowiłam dużo u siebie pozmieniać. Dziękuję jednak tym, którzy czasem tu zaglądają.

U mnie jak zwykle o tej porze zaczynają się pomału jakieś egzaminy i zaliczenia. I tak na tym zjeździe, który będzie już za dwa (niecałe) dni zaliczenie i później na tygodniu też egzamin. Swoją drogą to dziwne, że na studiach zaocznych robią egzaminy w środku tygodnia i to jeszcze w godzinach przedpołudniowych. Mi to w sumie jakoś bardzo nie przeszkadza, bo ja nie pracuję (mam nadzieję, że sie to kiedyś zmieni), więc mogę jechać i w środku tygodnia na egzamin.


Dziś rodzice wyjeżdżają razem z siostrą i znów zostaniemy z moja Księżniczką same we dwie w domu, ale na szczęście mój K przyjeżdża na krótki urlop 30 maja na 4 dni, więc spędzimy ten czas rodzinnie. Obojgu nam brakuje coraz bardziej takiej codziennej normalności i bycia razem we trójkę. Już sami nie wiemy jak rozwiązać ten problem, często o tym rozmawiamy, a ostatnio to nawet codziennie. Nie i to nie ja jestem prowodyrem tych rozmów tylko mój mąż, który sam mówi, że chyba nas zabierze do siebie, czyli do Niemiec, bo jemu coraz smutniej tam samemu być i nie widzieć jak nasze dziecko się rozwija i szaleje. Ja nagrywam mu tysiące filmików i zdjęcia wysyłam, ale to nie to samo. Z drugiej strony wiem, że to troche może i egoistycznie z mojej strony, ale boję się tam wyjechać, bo niestety muszę przyznać, że języka nie znam za dobrze, ani realiów tamtejszego życia, bo to jednak jest obcy kraj. Tam pewnie byłoby nam lepiej pod wieloma względami, jednak zawsze chcieliśmy na stałe mieszkać tu w Pl, a konkretnie w Rzeszowie, ale niestety z praca w naszym pięknym kraju jest jak jest i nie widać coby lepiej miało być. Codziennie postanawiam sobie, że zacznę uczyc się niemieckiego, ale zawsze jest coś, a to dziecko, a to egzaminy, a to coś trzeba w ogrodzie i tak non stop. Muszę w końcu się zmobilizować, bo książki już mam do nauki i wiem, że taka nauka "na sucho" może i niewiele mi da, ale to zawsze coś na początek, przynajmniej jakiś zasób słów będę mieć.

Kolejnym postanowieniem jest zacząć zdrowo i mądrze się odżywaić, mój K. już wprowadził tą zasadę u siebie i będąc  w NIemczech cały czas ją stosuje. Schudł i waży już 81kg, choć w sumie mi jego waga nigdy jakoś konkretnie nie przeszkadzała, ale jak on się z tym dobrze czuje i jest mu z tym lepiej to niech będzie.

Na dziś to tyle,a następnym razem może  trochę zdjęć będzie:)

poniedziałek, 6 maja 2013

Wyobrażenia

Długi weekend majowy już za nami. Mąż już w niedzielę wyjechał do Niemiec, bo dziś od rana w pracy. W sobotę spędziliśmy dzień na przygotowaniach, a później na zabawie na weselu siostry mojego męża. Nasza mała Księżniczka została w domu z moimi rodzicami, bo wspólnie doszliśmy do wniosku, że takie zabawy to jeszcze nie dla niej, a poza tym chcieliśmy spędzić tylko we dwójkę te dwa dni i było super.
Często łapie się na tym, że strasznie gonimy za pieniędzmi. Mąż pracuje za granicą, bo chce zapewnić nam lepsze życie, ale coraz częściej zastanawiam się czy jest to wszystko warte tych poświęceń jakie wynikają z jego strony no i z mojej, bo w końcu zostaje w domu sama z problemami. Chcielibyśmy kiedyś zamieszkac sami w swoim domku, ale coraz częściej w moich myślach pojawia się pytanie, czy naprawdę jest nam tak źle mieszkać z rodzicami, często ich nie ma, więc to tak jakbyśmy mieszkali sami. Jednak kiedyś tu wrócą i jak będzie wtedy? Mimo wszystko to nie to samo co swoje własne, takie jakie my chcemy, wymarzone gniazdko, choćby nie wiem jak było piękne. Chciałabym sama wybierać kolor płytek do łazienki, czy kolor kuchni. Wiem jedno, że musimy dziękować za to co mamy,bo są tacy,ktorzy mają gorzej.

sobota, 27 kwietnia 2013

"Małe zakupy"

U mnie wczoraj dzień miło spędzony z moją siostrą w Galerii Rzeszów (kocham to miasto:P). Z racji tego, że zostaliśmy zaproszeni na ślub do siostry mojego Męża, chciałam rozglądnąć się za ozdobami do włosów i do sukienki.<br />
<br />
Nie obyło się bez zakupów dla mojej małej Królewny, w sumie nie były one jakieś duże, ale muszę przyznać, że nie mogłam wyjść ze sklepu, tyle super rzeczy widziałam, które mogłabym kupić Małej.<br />
<br />
A oto kilka zdjęć, wiecej dodam później:

sobota, 13 kwietnia 2013

Obsesja..

Coraz częściej myślę o założeniu drugiego bloga, który będzie opisem moich pasji a konkretniej jednej, ogromnej, mianowice miałby on być poświęcony czytaniu i książkom. Ci którzy mnie czasem czytają wiedzą, że mam bzika na tym punkcie:).  Bardzo ucieszyła mnie wiadomość, że wypożyczalnia, w której zawsze zaopatrywałam się w książki zostanie ponownie otwarta po remoncie, który trwał kilka miesięcy. Książki już zamówione i czekają, aż je odbiorę. W poniedziałek jadę specjalnie po to do Rzeszowa:). Nie wiem czy czytanie można nazwać obsesją, ale jeżeli tak to właśnie to jest moją.

Zauważyłam, że moje słownictwo i to jak piszę, nie rozwija się mimo tego, że tak dużo czytam. Postanowiłam więc popracować nad tym oraz nad sobą, w głównej mierze po to, żeby czuć zadowolenie z tego, że poświecam każdą wolną chwilę książkom i chciałabym widzieć, jakieś konkretne rezultaty swoich poczynań:).

-----------------------------------------------------------------------------------------------

Z aktualności w moim życiu prywatnym można wymienić kilka zmian, jakie nadeszły w ostatnim tygodniu. Tak jak już wspomniałam we wcześniejszym poście, Mężulek pojechał już do pracy, natomiast w środę wrócili moi rodzice. Przyjechali na 6 tygodni, ale coś czuję, że to będą bardzo długie tygodnie. Istnieje między nami, jakiś niewyjaśniony konflikt, który bierze się  z podobieństwa naszych charakterów oraz tego, że ja czuję porażkę spowodowaną mieszkaniem u rodziców. Innym problemem w moim domu zawsze był alkohol, który ciągnie się za nami przez całe moje życie. Najpierw pił tata, który przez to był agresywny, później sytuacja zmieniła się w taką, gdzie zaczęła pić mama. Związane z tym problemy są między nami ogromną przeszkodą w porozumieniu się, ja już nawet nie staram się nic poprawić, bo ani prośba ani groźba nic nie zmienia.. Może kiedyś poświęcę temu osobną notkę. Muszę jednak przyznać, że  odkąd rodzice są mam więcej czasu dla siebie, bo pozostaje mi opieka nad córką. Domem zajmują się mama i tata.
Korzystamy z wiosny, która w końcu nas odwiedziła, często wychodzimy na spacery co bardzo podoba się mojej małej Księżniczce.

Więcej może będzie później, a narazie życzę miłego weekendu:)

niedziela, 7 kwietnia 2013

Za szybko...

Czas ucieka mimo wszystko, mój mąż  był i już pojechał. To było cudowne 8 dni, które minęły za szybko...
Te kilka dni uświadomiło mi, jaką jestem szczęściarą..

Nabrałam sobie na głowę znów mnóstwo obowiązków związanych z uczelnią, ale mam nadzieje, że podołam:). Za dwa dni wracają rodzice więc będzie mi troszkę lżej.:)

Ten kto mnie czyta wie, że mam fioła na punkcie książek, pochłaniam je w ekspresowym tempie. Wystarczył tydzień, w którym był mąż i zajmował się Julią, a ja przeczytałam dwie książki:

  • bardzo fajna książka o czasach, których pamiętać nie mogę z racji wieku, ale bardzo mnie interesują, szybko się czyta i bardzo łatwo "wtopić" się w życie bohaterów.







  • ta książka natomiast była bardzo ciekawa, ale trudna i nie wiem czy w moim stylu. Opisana historia kobiety skazanej na więzienie za zabicie swojego męża, sama nie wie tak do końca dlaczego to zrobiła. Polecam dlatego, że czytałam z zaciekawieniem, ale wiem że nie każdemu przypadnie do gustu.



sobota, 23 marca 2013

Szanuj i ufaj..

Może na początek napisze o tym, że mam dość zimy, ubieranie mojej córki w kombinezon bez histerii w jej wykonaniu graniczy z cudem...

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Pamiętam czasy, kiedy byłam  w gimnazjum, uchodziłam w tej szkole za grzeczną, romantyczną kujonkę.. I muszę szczerze powiedzieć, że odpowiadał mi taki obraz mojej osoby, lubiłam siebie taką.. Zawsze czytałam książki, lubiłam to, bo przenosiłam się w nich do innego świata... Lepszego...

W tych książkach szukałam miłości, to one wykreowały we mnie obraz mężczyzny, którego gotowa byłam pokochać, którego chciałam mieć za męża.. Później to wszystko wyblakło, ale tęsknota w sercu pozostała. W moim życiu przewinęło się wielu facetów, niestety nie byli oni odzwierciedleniem moich marzeń nastoletnich.

Wszystko zmieniło się w momencie kiedy ON mnie wyklikał.. Tak tak wyklikał na gadu-gadu i zaczęło się, niewinne wiadomości najpierw na komunikatorze a później smsy. To był weekend, a dokładnie piątkowy wieczór. Poczułam wtedy "motylki w brzuchu". Nie wiedziałam nawet jak wygląda, ale właśnie w życiu nie o wygląd zewnętrzny chodzi. W rozmowie wyszło, jak dużo nas łączy - ten człowiek strasznie mnie fascynował. Nie mogłam doczekać się kiedy go zobaczę i poznam "na żywo". Już w poniedziałek spełniło się marzenie o spotkaniu i stało się, wpadłam po uszy.. zakochałam się...

Potem już poleciało, jak to się potocznie mówi.. Zamieszkaliśmy razem, ale na krótko bo K. zaczął swoją przygodę z wyjazdami. Najpierw była Irlandia,ale o tym innym razem.
Kiedy poznałam miłość mojego życia byłam tuż przed 18stymi urodzinami, człowiek ma wtedy straszne pstro w głowie i mówię tu o sobie, nie chcę nikogo urazić. Popełniłam wtedy mnóstwo błędów  w swoim związku,najgorsze jest to, że ciągnęło się to za nami bardzo długo. Większość problemów w naszym związku, później narzeczeństwie spowodowane było tylko i wyłącznie moimi błędami, to ja nie byłam w porządku.Chciałabym to wszystko jakoś wyprostować i staram się jak mogę, ale ciężko naprawić błędy, których nie da się wymazać z pamięci.

Reasumując w całym tym poście, chodziło mi chyba o to, żeby przyznać się przed sobą, że to ja to spieprzyłam i muszę włożyć w moje małżeństwo podwójny wysiłek, żeby podnieść się i stworzyć dobry związek. Muszę tutaj wspomnieć o moim mężu, który jest mimo wszystko, który kocha i wspiera, zawsze we mnie wierzy,w każdej sytuacji mówi, że wyglądam pięknie,chociaż wcale tak nie jest...
Bardzo łatwo można stracić coś, co budowało się tak długo,a czym jest zaufanie i szacunek...

Dziękuje Ci kochanie za to, że nadal ze mną jesteś...

poniedziałek, 18 marca 2013

Pamiętnik.

Mój blog miał być moim pamiętnikiem, ale jakoś trudno było przyzwyczaić mi się do tego, że nie piszę w zeszycie tylko na klawiaturze... Dopiero teraz jestem gotowa opisywać tu swoje życie... tak dokładniej...

A może tak na początek zdjęcie mojej małej Królewny:)



Ten weekend obfitował w wydarzenia...
Może od początku... Tak więc w piątek od samego rana nas zasypało,dawno nie widziałam tyle śniegu i takiego silnego wiatru... W ten sam dzień przyjeżdżał do nas mój K., musiałam po niego jechać   do sąsiedniego miasta, bo tam przyjechał autokarem. Było ciężko, ale jakimś cudem tam dotarłam.. Jednak nie obyło się bez kłótni, niestety, ale o tym później. W sobotę do południa spędziliśmy miło czas w trójkę  w domu. Na  po południe zaplanowaliśmy wypad do mojej babci na imieniny.
Niedziela to był dzień mojej uczelni, wyjazd K.i egzamin  z rachunkowości, który prawdopodobnie mam w plecy..:/

A dziś wieczór z dobrą książką...