piątek, 15 lutego 2013

Żoną być...

Mamy już piątek... A dopiero była niedziela i K. wysiadał z samolotu, za parę dni znów Go nie będzie.. Czas zdecydowanie za szybko leci.. Ten tydzień był nadzwyczajny, wypełniony po brzegi miłością, a czasem nienawiścią.. Nieobecność mojego męża jest destrukcyjna dla naszego małżeństwa, ale wiem, że musimy to jakoś przetrwać. Były takie momenty ostatnio, że sama siebie miałam dość, także bardzo podziwiam męża mego.
Małżeństwo to ciężki kawałek chleba, że tak to ujmę. Czasem ciężko mi jest odpuścić albo przyznać się do błędu. Chciałabym mieć więcej pokory w sobie, ale boję się, że jak odpuszczę albo trochę mu poluzuje, to przestanie mnie szanować... i zacznie wykorzystywać to, że jestem uległa.
Chciałabym być dobrą żoną, ale czasem wydaję mi się, że nie umiem. Chcę K przyciągać do siebie i naszej rodziny, a nie odpychać Go swoim zachowaniem.
Wczoraj było na początku bardzo ciężko, mimo, że Walentynki to jakoś nie udało nam się od razu złapać tego klimatu... Jednak wieczorem mąż i ja postanowiliśmy poprawić sobie humory. Romantyczna kąpiel przy blasku świec i dobre wino wynagrodziły złości całego dnia. Poczułam, dlaczego tak bardzo Go kocham.

6 komentarzy:

  1. Mam dokładnie tak samo. Wiem że jestem zbyt wredna dla męża, ale nauczona doświadczeniami z przeszłości nie chcę pokazać swoich słabości.

    Ale najważniejsze jest miłość, która łączy ludzi :)No i takie wieczory jak wczoraj :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Życzę więcej takich wieczorów ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. ważne że Twoja druga połoweczka przyjechała chociaż na parę chwil - naładowaliście przyslowiowe "akumularotki "i teraz już tylko patrzeć jak beda święta - zleci szybciutko. Ja też na nie czekam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiem o czym piszesz...
    Bo mieszkalismy ok 1.5 roku osobno...
    Ja w Polsce , Mąż w Angli...
    Były codzienne kłutnie...a czas kiedy przyjeżdzał był cudowny !
    Bardziej dogadywalismy sie bedac razem niz na odleglosc przez telefon czy skypa!
    Byly dni kiedy chodzilam przybita jak pies ,czujac sie jak slomiana wdowa...
    wszystko na moich barkach...
    Widywalismy sie srednio co 3, 4 miesiace ...
    W koncu sie doczekalam i dolaczylam do Niego do Angli...
    No ale niestety tak wyszlo ze sie rozwodzimy...

    Najwazniejsze ze sie Kochacie i chcecie sie dla siebie starac, i redukowac Błedy jakie popelniacie!
    Najwazniesza jest chęc!

    :) Nosek do góry :)

    Wszystkim ktorzy Kochaja i są Kochani zazdroszcze :)

    OdpowiedzUsuń