sobota, 23 marca 2013

Szanuj i ufaj..

Może na początek napisze o tym, że mam dość zimy, ubieranie mojej córki w kombinezon bez histerii w jej wykonaniu graniczy z cudem...

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Pamiętam czasy, kiedy byłam  w gimnazjum, uchodziłam w tej szkole za grzeczną, romantyczną kujonkę.. I muszę szczerze powiedzieć, że odpowiadał mi taki obraz mojej osoby, lubiłam siebie taką.. Zawsze czytałam książki, lubiłam to, bo przenosiłam się w nich do innego świata... Lepszego...

W tych książkach szukałam miłości, to one wykreowały we mnie obraz mężczyzny, którego gotowa byłam pokochać, którego chciałam mieć za męża.. Później to wszystko wyblakło, ale tęsknota w sercu pozostała. W moim życiu przewinęło się wielu facetów, niestety nie byli oni odzwierciedleniem moich marzeń nastoletnich.

Wszystko zmieniło się w momencie kiedy ON mnie wyklikał.. Tak tak wyklikał na gadu-gadu i zaczęło się, niewinne wiadomości najpierw na komunikatorze a później smsy. To był weekend, a dokładnie piątkowy wieczór. Poczułam wtedy "motylki w brzuchu". Nie wiedziałam nawet jak wygląda, ale właśnie w życiu nie o wygląd zewnętrzny chodzi. W rozmowie wyszło, jak dużo nas łączy - ten człowiek strasznie mnie fascynował. Nie mogłam doczekać się kiedy go zobaczę i poznam "na żywo". Już w poniedziałek spełniło się marzenie o spotkaniu i stało się, wpadłam po uszy.. zakochałam się...

Potem już poleciało, jak to się potocznie mówi.. Zamieszkaliśmy razem, ale na krótko bo K. zaczął swoją przygodę z wyjazdami. Najpierw była Irlandia,ale o tym innym razem.
Kiedy poznałam miłość mojego życia byłam tuż przed 18stymi urodzinami, człowiek ma wtedy straszne pstro w głowie i mówię tu o sobie, nie chcę nikogo urazić. Popełniłam wtedy mnóstwo błędów  w swoim związku,najgorsze jest to, że ciągnęło się to za nami bardzo długo. Większość problemów w naszym związku, później narzeczeństwie spowodowane było tylko i wyłącznie moimi błędami, to ja nie byłam w porządku.Chciałabym to wszystko jakoś wyprostować i staram się jak mogę, ale ciężko naprawić błędy, których nie da się wymazać z pamięci.

Reasumując w całym tym poście, chodziło mi chyba o to, żeby przyznać się przed sobą, że to ja to spieprzyłam i muszę włożyć w moje małżeństwo podwójny wysiłek, żeby podnieść się i stworzyć dobry związek. Muszę tutaj wspomnieć o moim mężu, który jest mimo wszystko, który kocha i wspiera, zawsze we mnie wierzy,w każdej sytuacji mówi, że wyglądam pięknie,chociaż wcale tak nie jest...
Bardzo łatwo można stracić coś, co budowało się tak długo,a czym jest zaufanie i szacunek...

Dziękuje Ci kochanie za to, że nadal ze mną jesteś...

poniedziałek, 18 marca 2013

Pamiętnik.

Mój blog miał być moim pamiętnikiem, ale jakoś trudno było przyzwyczaić mi się do tego, że nie piszę w zeszycie tylko na klawiaturze... Dopiero teraz jestem gotowa opisywać tu swoje życie... tak dokładniej...

A może tak na początek zdjęcie mojej małej Królewny:)



Ten weekend obfitował w wydarzenia...
Może od początku... Tak więc w piątek od samego rana nas zasypało,dawno nie widziałam tyle śniegu i takiego silnego wiatru... W ten sam dzień przyjeżdżał do nas mój K., musiałam po niego jechać   do sąsiedniego miasta, bo tam przyjechał autokarem. Było ciężko, ale jakimś cudem tam dotarłam.. Jednak nie obyło się bez kłótni, niestety, ale o tym później. W sobotę do południa spędziliśmy miło czas w trójkę  w domu. Na  po południe zaplanowaliśmy wypad do mojej babci na imieniny.
Niedziela to był dzień mojej uczelni, wyjazd K.i egzamin  z rachunkowości, który prawdopodobnie mam w plecy..:/

A dziś wieczór z dobrą książką...

czwartek, 14 marca 2013

Sztuka bycia we dwoje..

Przeczytałam dziś w jednym z kobiecych miesięczników, artykuł, który dotyczył trwałości związków w dzisiejszych czasach...Kilka opisanych historii przedstawia sytuację, gdzie na pozór zakochani w sobie ludzie po upływie pewnego czasu, podejmują decyzję o rozstaniu, powodem są jakieś głupie, błahe sytuacje..

Zastanawia mnie dlaczego w teraźniejszym świecie nie potrafimy "walczyć" o swoje uczucia i relację miedzy dwojgiem ludzi. Jestem "młodą" mężatką, ale mam w swoim związku już za sobą kilka kryzysowych sytuacji.  Zawsze staraliśmy się jakoś pogodzić, ale po dłuższym zastanowieniu dochodzę do wniosku, że chciałam iść "na skróty" i po prostu odpuścić i powiedzieć odchodzę..A w takim momencie należałoby usiąść i na spokojnie pogadać o tym co nas boli i co chcemy zmienić..

Ten post miał być wcześniej, ale jakoś mi tak się zeszło...
Jutro mój K. przyjeżdża na weekend, strasznie się cieszę, bo tak bardzo za nim tęsknie...
W sumie ten weekend będzie mega aktywny, sobota i niedziela uczelnia. W sobote oprócz wykładów idziemy do mojej babci Krysi na imieniny, a w niedziele egzamin z rachunkowości. Zaczynam mieć wątpliwości co do tych studiów, może za dużo od życia oczekuję i powinnam cieszyć się z tego co mam ...
Jestem i czytam Was, ale moja córka bardzo mnie absorbuje i zajmuje mnóstwo czasu no i jeszcze ostatnie zaliczenia (w końcu, bo kto to widział,żeby ustalać egzamin w  rozciągłąści czasowej ponad 2 miesiące:/ )...