czwartek, 16 maja 2013

Codzienności trochę..

Doszłam ostatnio do wniosku, że jestem niewdzięcznym blogerem, bo piszę mało i chyba jakoś tak monotematycznie... Czas to zmienić, w ogóle postanowiłam dużo u siebie pozmieniać. Dziękuję jednak tym, którzy czasem tu zaglądają.

U mnie jak zwykle o tej porze zaczynają się pomału jakieś egzaminy i zaliczenia. I tak na tym zjeździe, który będzie już za dwa (niecałe) dni zaliczenie i później na tygodniu też egzamin. Swoją drogą to dziwne, że na studiach zaocznych robią egzaminy w środku tygodnia i to jeszcze w godzinach przedpołudniowych. Mi to w sumie jakoś bardzo nie przeszkadza, bo ja nie pracuję (mam nadzieję, że sie to kiedyś zmieni), więc mogę jechać i w środku tygodnia na egzamin.


Dziś rodzice wyjeżdżają razem z siostrą i znów zostaniemy z moja Księżniczką same we dwie w domu, ale na szczęście mój K przyjeżdża na krótki urlop 30 maja na 4 dni, więc spędzimy ten czas rodzinnie. Obojgu nam brakuje coraz bardziej takiej codziennej normalności i bycia razem we trójkę. Już sami nie wiemy jak rozwiązać ten problem, często o tym rozmawiamy, a ostatnio to nawet codziennie. Nie i to nie ja jestem prowodyrem tych rozmów tylko mój mąż, który sam mówi, że chyba nas zabierze do siebie, czyli do Niemiec, bo jemu coraz smutniej tam samemu być i nie widzieć jak nasze dziecko się rozwija i szaleje. Ja nagrywam mu tysiące filmików i zdjęcia wysyłam, ale to nie to samo. Z drugiej strony wiem, że to troche może i egoistycznie z mojej strony, ale boję się tam wyjechać, bo niestety muszę przyznać, że języka nie znam za dobrze, ani realiów tamtejszego życia, bo to jednak jest obcy kraj. Tam pewnie byłoby nam lepiej pod wieloma względami, jednak zawsze chcieliśmy na stałe mieszkać tu w Pl, a konkretnie w Rzeszowie, ale niestety z praca w naszym pięknym kraju jest jak jest i nie widać coby lepiej miało być. Codziennie postanawiam sobie, że zacznę uczyc się niemieckiego, ale zawsze jest coś, a to dziecko, a to egzaminy, a to coś trzeba w ogrodzie i tak non stop. Muszę w końcu się zmobilizować, bo książki już mam do nauki i wiem, że taka nauka "na sucho" może i niewiele mi da, ale to zawsze coś na początek, przynajmniej jakiś zasób słów będę mieć.

Kolejnym postanowieniem jest zacząć zdrowo i mądrze się odżywaić, mój K. już wprowadził tą zasadę u siebie i będąc  w NIemczech cały czas ją stosuje. Schudł i waży już 81kg, choć w sumie mi jego waga nigdy jakoś konkretnie nie przeszkadzała, ale jak on się z tym dobrze czuje i jest mu z tym lepiej to niech będzie.

Na dziś to tyle,a następnym razem może  trochę zdjęć będzie:)

6 komentarzy:

  1. No własnie a gdzie zdjęcia Królewny:))

    OdpowiedzUsuń
  2. Obawy przed zmianami i to poważnymi są naturalne. Bariera językowa będzie tylko na początku. Później przyzwyczajasz się do życia, języka i osłuchowo się go zaczynasz uczyć :) To są małe przeszkody, najważniejsze, że bylibyście razem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nooo ja też czekam na fotki :)))
    Kochana i mąż ma rację...takie życie z dala od siebie na dłuższą metę jest bez sensu...Wasza córeczka nie będzie znała własnego taty :( to smutne...dlatego uważam ze słusznie zrobisz wyjeżdżając do niego...a z językiem się oswoisz...maż na pewno Ci pomoże..dasz sobie radę...nie zastanawiaj się kochana...
    :*

    OdpowiedzUsuń
  4. widzę zmiany na blogu no ja na męża musze poczekac do lipca no ale bliżej niz dalej. A synkowie też sie nie moga doczekać

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciężkie życie jest na odległość - mąż chce już was mieć przy sobie i nie można mu sie dziwić...powiem CI, że nie będzie Ci ciężko zaklimatyzować się w nowym miejscu - mi byłoby o wiele łatwiej gdybym miała oparcie w M. a ty na pewno w swoim mężu je masz - więc moim zdaniem bez problemu dałabyś sobie ze wszystkim radę!
    Język? ciężko się go uczyć samemu...ja też próbuję, ale z marnym skutkiem - najlepiej "wchodzi" jak ma się bezpośredni kontakt z niemcami...gdzie następuje wymiana zdań...gdzie musisz cos powiedzieć i musisz zrozumieć....ja z tym drugim mam najwięcej problemu.
    Z drugiej strony rozumiem, że wolisz zostać w PL..ale pamiętaj, że tam gdzie Twój mąż tam jest Twoja rodzina, więc może nie byłoby wcale tak źle a nawet jeszcze lepiej niż teraz? Powodzena życzę! na pewno znajdziecie na to jakiś złoty srodek

    OdpowiedzUsuń
  6. Dopiero wróciłam i powoli nadrabiam zaległości. Pozdrawiam i zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń