niedziela, 30 czerwca 2013

Bloglovin

<a href="http://www.bloglovin.com/blog/7870379/?claim=gh47q4r8gp6">Follow my blog with Bloglovin</a>

środa, 26 czerwca 2013

Córeczka.

Postanowiłam jeszcze bardziej przyłożyć się do bycia mamą, zmieniałam troszkę podejście do mojej Julci i zaczęłam poświęcać jej jeszcze więcej czasu. Częściej się bawię z nią, wymyślam nowe gry i zabawy.

W związku z tym, że miała problem z zasypianiem, postanowiłam zmienić jej system spania w ciągu dnia i usypiam ją tylko raz dziennie, Mała śpi 2,5 lub 3 godziny i wieczorem zasypia bez większych problemów.

Duży wpływ na moje podejście do dziecka ma K., który rozmawia ze mną codziennie od naszej niedzielnej rozmowy i stara się aktywnie uczestniczyć w wychowaniu naszego Skarbu.

Widzę, że Julia jest szczęśliwa z nowej mamy i cieszy się jak tylko mnie zobaczy. Już nie płacze w ciągu dnia bez powodu i jest mniej nie znośna. Często przytula się do mnie i daje mi buziaki. Kocham ją nad życie, jest najlepszym co mogło mnie w życiu spotkać i nie liczy się nic dla mnie bardziej jak szczęście mojego dziecka:).

W lipcu Julia skończy 10 miesięcy, mamy już 6 zębów i już wychodzi kolejny. Ząbkowanie zawsze przypada na moje egzaminy ;P, ale przechodzimy je bardzo spokojnie, więc nie jest najgorzej. Malutka chodzi już za jedną rączkę, ale najbezpieczniej jej jest na czworaka:). Zaczyna też wspinać się po schodach i wszystkim co tylko się da. Wydaje coraz to nowe dźwięki, ale nadal mówi tylko "ta-ta", "ba-ba" i "pa-pa":)

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Kłótnia i lekarz.

Niedziela niby weekend i powinno być przyjemnie, ale wczorajszy dzień był okropny..Zaczęło się niewinnie, wstałyśmy z Julią z samego rana (jak zawsze) zjadłyśmy śniadanie i wyruszyłyśmy na lotnisko odwieźć moje siostry. I poleciały do Niemiec w odwiedziny... Wracając do domu dopadł nas deszcz, ale Julia bardzo grzecznie zachowywała się podczas podróży, bo jakby nie patrzył to prawie godzinę jechałyśmy. Całą drogę układałam sobie plan, jak spędzimy z Julą dzień przed Skypem, żeby porozmawiać z K.

Po powrocie faktycznie zaczęliśmy gadać, Mała nawet nie chciała rozbić mojego laptopa, bo ostatnio ma jakieś destrukcyjne podejście do większość przedmiotów technologicznych. Wszystko było ok, do momentu w którym zaczęliśmy z K. kłócić się i w sumie teraz to nawet nie pamiętam o co. Kłóciliśmy się cały dzień, z przerwami na usypianie Julii. Temat kłótni był jeden- nasza rozłąka. Za radą moich blogowych przyjaciółek postawiłam sprawę jasno, albo idziemy w jedną strone albo w drugą. Temat mojej wyprowadzki do Niemiec był obecny przez ostatnie kilka dni w naszych rozmowach, ale  żadnych konkretów. Do wczoraj.

Doszliśmy do porozumienia! W końcu. Otóż sprawa ma się tak: ja mieszkam w Polsce do końca swoich studiów, czyli jeszcze rok, a między czasie będziemy kursować do siebie raz on, a raz my z Małą na trzy, cztery dni. K. przenosi się do nowego, większego mieszkania, w którym będzie miał swój dość duży pokój i będzie opcja, żebyśmy z Małą jeździły do niego. W końcu wiem na czym stoję, jeżeli w ciągu tego roku coś się zmieni lub dojdziemy do wniosku, że zmieniamy plany i on wraca, to wtedy nie będzie przeprowadzki. Najważniejsze jest to, że to będzie ostatni rok naszej rozłąki, obiecał mi to i będę mu zawsze o tym przypomniać.

Dziś byłam u lekarza, po wyniki badań. I... jestem zdrowa jak ryba. Pan doktor powiedział, że mam więcej jeść i tyle. Wszystkie hormony w normie, żadnej anemii czy czegoś podobnego. Także ja już nie wiem, musimy pomyślec o jakimś dietetyku. Kupiłam witaminy w tabletkach i magnez, na moje zszargane nerwy:/, piję melisę. Julia daję mi ostatnio bardzo popalić. Zostały mi jeszcze dwa egzaminy jakoś dam radę.

środa, 12 czerwca 2013

Weź się za siebie.

Pod moim ostatnim postem pojawiły się komentarze od nowych czytelniczek, co bardzo mnie cieszy :). Chciałabym również mieć możliwość poczytania Waszych blogów, tak więc chętnie otrzymam adresy Waszych blogów, bądź zaproszenia, jeżeli na tyle darzycie mnie zaufanie, aby mi je wysłać:)
----------------------------------------------------------------


W niedziele mam egzamin, na który uczę się, w miarę możliwości już od tygodnia. Nie zmienia to faktu, że mam wrażenie większego braku informacji w temacie, aniżeli przed rozpoczęciem nauki. Zwątpiłam już, że pojmę o co chodzi w tych zagadnieniach. Nie rozumiem nawet tego co czytam, a rzadko się to zdarza.

Postanowiłam wyluzować i poświęcić jeden wieczór na zrobienie ściąg, bo zdać muszę, a nie widzę innego wyjścia z sytuacji. Wstyd mi, że się do tego przyznaje, bo nie ściągam na egzaminach dla zasady. Poszłam na studia po to, żeby się nauczyć, a nie żeby mieć "papierek". W życiu jednak jest tak, że nie wszystko jesteśmy w stanie pojąć lub zrozumieć i ja sama zaczynam to sobie w ten sposób tłumaczyć. Zaczęłam też pisać pracę zaliczeniową na tematy dotyczące banków i Giełdy Papierów Wartościowych. Tu też wielka improwizacja, nie znam się za specjalnie na tych instytucjach, a mamy wyrazić własną opinię, więc żeby mieć własne zdanie w jakimś temacie trzeba je sobie wyrobić.

Byłam w końcu dziś u lekarza. Nie mogę patrzeć na siebie w lustrze i postanowiłam coś z tym zrobić. A przynajmniej coś zacząć. Ustabilizowałam swoją dietę i staram się jeść pięć razy dziennie, mniej więcej o stałych porach. Dostałam zlecenie zrobienia jedenastu różnych badań, także w przyszłym tygodniu może coś już się wyjaśni.

---------------------------------------------------------------
W kolejnych postach zamieszczę zdjęcia z moich zakupów:). Postanowiłam wzorem innych blogów rozpocząć Projekt DENKO, ale nie wiem jak to wyjdzie i czy będę miała ochotę dalej go prowadzić, więc nie nastawiajcie się na nic specjalnego:)

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Zakupy ciuszkowe.

W końcu udało mi się jakoś obrobić te zdjęcia z ubrankami, które kupiłam na szmateksie dla mojej córeczki:


Te natomiast kupiłam dla córeczki mojej szwagierki:


Może wiele z Was nie zgadza się z tego typu oszczędzaniem, ale jak widać na zdjęciach ciuchy wyglądają prawie jak nowe. Większość z nich to ciuszki z oryginalnymi metkami, lubię takie zakupy:).


czwartek, 6 czerwca 2013

A może...?

W odpowiedzi na Wasze komentarze pod wczorajszym postem winna jestem wytłumaczenie.

Otóż mój mąż nie może zmienić na razie pracy, ponieważ ma pewne zobowiązania i nie może ich zerwać.

Co do mojego wyjazdu tam jest kilka kwestii, które mają wpływ na to że jestem tu. Otóż bardzo chce skończyć studia, nie chce całe życie u kogoś sprzątać(nie umniejszajac tym nikomu, po prostu ja mam troszkę inne plany życiowe, chociaż nie zarzekam się,bo w życiu różnie bywa). Drugim powodem jest zwykły strach ...

Zdjęcia z mojej wyprawy zakupowej  jutro bo dziś już nie mam sił ..

środa, 5 czerwca 2013

Nadgorliwa

Czasem mam wrażenie, że za dużo chcę i zastanawiam się czy nie jestem nadgorliwa. Ostatnio często nawiedza mnie pytanie: Po co mi to wszystko? Mianowicie chodzi mi tu o studia, mój ogród, bycie idealną matką , która ma zawsze posprzątane itd.

Studia zawsze chciałam ukończyć i mieć tytuł magistra, odkąd sięgam pamięcią to zawsze był mój cel życiowy i w sumie już za rok spełni się , o ile wytrzymam to rozdarcie psychiczne. Płakać mi się chce, jak pomyśle, że muszę uczyć się na stosunkowo, dla mnie trudny, egzamin, a moja córcia postanowiła akurat wtedy odpuścić sobie południową drzemkę i chce się bawić z mamą. Albo druga sytuacja, cały dzień zabiegana i zajęta obowiązkami codziennymi postanawiam uczyć się w nocy. I co? Córcia kochana popłakuje co godzinę, bo albo ząbkowanie, albo przeziębienie (jak dziś). Wiem, że nikt nie obiecywał, że będzie łatwo i wiedziałam co robię decydując się na studia zaraz po urodzeniu dziecka. Jednak przyznam szczerze, że nie przyszło mi do głowy, że będę samotnie opiekować się i wychowywać swoje dziecko. Zaczynam się zastanawiać czy marzenie o skrócie mgr przed nazwiskiem nie jest nad wyrost, w moim przypadku? Może lepiej dać sobie już z tym spokój?

Druga rzecz, która doprowadza mnie do załamania to mój ogród, który już błaga o zaopiekowanie się nim. Jednak nie do końca jest to możliwe, ponieważ ja mam tylko dwie ręce, a przypominam, że prawie zawsze zajęte są one przez moją córeczkę. Sytuacja z dziś: wyrywam chwasty w cebuli korzystając z tego, że słońce w końcu postanawia wyjść, moja kochana córeczka w tym czasie co chwilę pakuje sobie do buźki nową grudkę ziemi. Po którymś razie zakazywania odpuściłam sobie, bo od ziemi to chyba jeszcze nikt nie umarł.

Non stop towarzyszą mi ogromne wyrzuty sumienia, że wszystko co robię to robię kosztem mojego dziecka. Płakać mi się chce, bo gdy decydowaliśmy się na dziecko, nikt nie uprzedził, że ok ale wychowujesz sama. Wiem, że pieniądze ważne itd., ale mogę powiedzieć szczerze, że wiem co to szczęście, ale nie pamiętam kiedy gościło ono u mnie dłużej niż pięć minut. Powinnam cieszyć się tym co mam, a nie wypisywać takie brednie, jesteśmy zdrowe, mamy co jeść... Ale zawsze pozostaje taki puste miejsce i żal, kiedy wstaje do Niuni po raz dziesiąty jednej nocy i nie ma mnie kto zamienić. Pisząc to płacze, jak przez ostatnie dni. Nie ma jednak nikogo, kto mógłby te łzy otrzeć..

Przepraszam za użalanie się..

niedziela, 2 czerwca 2013

Ambitna.

No to sesja zaczęła się już na dobre. Mam nadzieję, że jakoś przez nią przebrnę. O tyle jest to trudne, że jestem człowiekiem bardzo ambitnym. W przybliżeniu chodzi o to, że już będąc dzieckiem zawsze chciałam mieć dobre oceny, wzorową frekwencję itd. Wtedy, gdy byłam dzieckiem, a później nastolatką tak było.
Teraz będąc na studiach, w sumie już IV rok jest troszkę trudniej. Odkąd pojawiła się Julia sytuacja utrudniła się jeszcze bardziej. Kocham moją córeczkę najbardziej na świecie i w sumie nawet dzięki niej bardziej chce mi się tego wszystkiego.

K dziś wyjechał do Niemiec, bardzo pomógł mi na tym weekendzie. Ja miałam przez dwa dni szkołę, a on dzielnie zajmował się Małą. Przy czym nasza córka, jak tylko go zobaczyła jak przyjechał do domu po prostu go zaczarowała swoją osobą i odwrotnie. Julia uwielbia tatę i zabawy z nim, boję się trochę tego co będzie jutro, jak Mała wstanie a taty już nie będzie.

Człowiek wiele rzeczy planuje, chce zdobywać wyznaczone przez siebie cele. Ja osobiście uwielbiam tem moment kiedy jest już po i znam wynik swojego przedsięwzięcia i widzę, że jest taki jakiego oczekiwałam. Uczucie spełnienia. Może to próżność, nie wiem, ale wiem, że warto.