poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Doceń to.

Miałam mnóstwo sprzecznych myśli, co do kontynuacji moich studiów, bo skoro planuję wyjazd, to może nie ma sensu płacić i tracić i pieniędzy i czasu. Tam gdzie jadę polskie studia na wiele się nie przydadzą.

Te myśli towarzyszyły mi do wczoraj. Po obejrzeniu pierwszego, przedpremierowego odcinka serialu, którego nawiasem mówiąc uwielbiam, głównie dlatego, że jest on o tematyce wojennej, stwierdziłam, że nie mogę zmarnować szansy, jaką dostałam od Boga i losu. Mówię tu o możliwości studiowania, we wspomnianym serialu, piękna Lena samotnie wychowująca syna-Jasia, boryka się z trudnościami, jakie spotykają ją w powojennej Polsce. Ja mam lepiej, niż ona, lżej to na pewno. Mam pieniądze, nie jakoś ogromnie dużo, ale nie jest też to ilość wystarczająca na przetrwanie. Mam większy dostęp do książek i wiedzy i wydaje mi się, że brakuję mi tylko chęci i samozaparcia, wytrwania w raz podjętej decyzji.

Wczorajszy odcinek nie wiele różni się od pozostały, tzn. w każdym z nich pokazane są losy bohaterów, którzy muszą codziennie stawiać czoła koszmarom na jawie, jakie niesie wojna i jej skutki. My żyjąc w swoim czasie mamy o niebo lepiej, czyli lżej. Każdy ma problemy większe i mniejsze, ale nikt z nas nie żyje w ciągłym strachu, będąc nawet w swoim domu bohaterowie nie czuli się bezpiecznie, a my ten komfort mamy.

Trzeba doceniać to co się ma i cieszyć się z każdej minuty życia.

wtorek, 20 sierpnia 2013

niedziela, 11 sierpnia 2013

Po burzy.

Po wczorajszych kłótniach i złościach, wzięłam byka za rogi, czyli na poważną rozmowę z mężem. Muszę przyznać, że łatwo nie było, bo niestety nie należę do osób, które łatwo przyznają się do własnych błędów.
Jednak po burzliwej rozmowie, zrozumiałam, że ja tez powinnam trochę zmienić swoje podejście i nie "czepiać" się o wszystko, tak jak robiłam to dotychczas. Nie jestem osobą bez wad, dlatego też między nami tyle zgrzytów..

sobota, 10 sierpnia 2013

Dieta.

Mieszkamy z Mężem u moich rodziców. Większość czasu w roku rodzice jak i mój Mąż spędzają w Niemczech, ale każde z Nich w innym miejscu. Zdarza się jednak, że zjeżdżają się obie strony do Polski  i wtedy powstają zgrzyty. Ale to nie o tym miało być, to tylko wstęp.

Wyszłam za człowieka, którego naprawdę kochałam i myślałam, że Go znam. Niestety im dłużej On pracuje za granicą, tym bardziej się zmienia. Jest coraz gorzej. W momencie, gdy jesteśmy w domu i są moi rodzice, lub któreś z Nich to już jest armagedon. Odkąd wróciliśmy z urlopu z moim Mężem nie da się normalnie żyć. Nie rozmawia ze mną normalnie, o wszystko ma problemy. Za mało zajmuje się dzieckiem, nie sprzątam lub sprzątam ale nie tak jak on by chciał. Jest u Nas na wakacjach również Jego najmłodsza siostra, w stosunku do Niej zachowuje się bardzo podobnie jak do mnie. Jest nie miły, opryskliwy i normalnie chamski. Co do gotowania katuje mnie już od jakiegoś czasu tym, że źle karmię Naszą córkę, i że ją truję, nie dbam o Nią. Takie słowa z ust kogoś bliskiego bolą jak cholera, tym bardziej, że robię wszystko żeby mojemu dziecku niczego nie zabrakło. Mam zakaz podawania Małej mięsa częściej niż raz w tygodniu i mam stosować dietę nie łączenia również u siebie jak i u dziecka. Nie przypuszczałam, że kiedykolwiek o tym pomyślę, ale chciałabym żeby już jechał, nie cieszę się z tego, że ma jeszcze tydzień wolnego.

Teraz na topie są kłótnie o sofę, którą kupiliśmy razem dwa lata temu, bo on się na niej nie wysypia i wyżywa się na mnie, a jak były upały to jeszcze to był dodatkowy problem, bo to moja wina, że duszno...

Płakać mi się chce i tyle.... Obiecałam sobie, że nie będę tu pisać o takich sprawach, ale jestem przepełniona goryczą. Źle wybrałam i teraz wiem, że lepiej jest być samotną matką, albo trzeba naprawdę żyć z kimś długo przed ślubem, żeby później wiedzieć na kogo się skazujemy...

piątek, 9 sierpnia 2013

Dobra i zła.

U mnie internet zaczyna normalnie działać, więc mogę teraz więcej blogować i korzystam z tego, że Mąż w domu i z Julią może się pobawić.

A u mnie dwie nowe wiadomości. I jak w tytule jedna dobra druga zła. Starałam się o staż, jak już wiecie i niestety firma, na której mi zależało odmówiła mi tego stażu. Muszę czekać na uczelnie, co oni zdecydują. Swoją decyzję uzasadnili tym, że szukają kogoś kto będzie dobrze wykwalifikowany i już z jakimś doświadczeniem. No nie wiem, czy mają prawo mieć takie wymagania do osoby, która idzie na staż i praktykę , ale "oni nie mają czasu, żeby Panią douczać".

Ważne, żeby w przyrodzie była równowaga i tak dobra wiadomość jest taka, że Mąż dostał dodatkowy wolny tydzień urlopu i bardzo się z tego ciesze. Będziemy mogli jeszcze nacieszyć się sobą. A i Julia będzie bardzo zadowolona, że ma Tatę przy sobie.

Julcia wzbogaciła się o kolejnego zęba, czyli ma ich już osiem. :) I mała Gwiazda zaczyna uczyć się biegać(!!). Co prawda już miesiąc minął od momentu pierwszych kroczków, ale dla mnie to wszystko tak szybko teraz się dzieje. Julia skończyła 11. miesięcy i już pomału myślimy o imprezce z okazji Pierwszego Roczku i mam mnóstwo wątpliwości jak i kiedy miałoby się odbyć świętowanie.

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Staż

W momencie rozpoczęcia moich studiów zgłosiłam swój udział w projekcie unijnym, w którym można było dostać staż, jak spełniało się pewne wymagania.

Ja dostałam ten staż i bardzo cieszę się z tego powodu, bo jest to staż płatny, trzy miesiące, dwa razy w tygodniu, a zarabiać będę ok. 1500zł. Dobrze będzie, bo dołożę się do budżetu domowego. Niestety pojawia się problem, co zrobić z Malutką. Otóż prawdopodobnie, dopóki moja siostra nie urodzi to ona będzie zajmować się Małą, ale w październiku problem pojawi się znów. Mieszkam w takim miejscu, gdzie nie ma ani żłobka, a znalezienie niani jest bardzo problematyczne. Zresztą bardzo boję się zostawić moją Córeczkę z kimś obcym. Co do żłobka jest jeden, który powstał też na bazie projektu unijnego i chcąc oddawać tam dziecko trzeba być bezrobotnym(!!), zupełnie tego nie rozumiem, po co komuś kto nie pracuje żłobek. Ale może moja wyobraźnia jest zbyt ograniczona.

Nie ukrywam, że zamiast cieszyć się faktem pracy, myślę cały czas o tym, że nie mam odpowiedniej opieki dla Małej. Drugim powodem do zmartwień jest to, że sobie nie poradzę, albo, że się nie sprawdzę. Tym bardziej, że gdy będą ze mnie zadowoleni dostanę umowę o pracę, ponieważ akurat szukają ludzi do pracy.

Nie umiem ocenić obiektywnie swoich umiejętności ani uwierzyć w siebie.