wtorek, 29 października 2013

Kapryśna

Nie wiem czy o tym pisałam, ale za dwa tygodnie, 13 listopada lecę do mojego Męża, do Niemiec. Taki krótki wypad, na tydzień, żeby zobaczyć jak tam jest, jak wygląda życie w obcym kraju. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Muszę przyznać, że cholernie boję się tej konfrontacji z obcym językiem, innym otoczeniem. Zaczęłam nawet uczyć się i powtarzać niemiecki, jednak nie zawsze mogę to robić w pełnym skupieniu. Bo albo płacz dziecka, albo pranie do prasowania, napisanie sprawozdania ze stażu lub jeszcze coś innego.


Czasem czuję się jak kobieta w ciąży, moje zmienne nastroje, ogromny zapał, a później szybkie wypalenie sprawiają, że dostaję szału. Myślę o sobie źle, moje poczucie własnej wartości znów kuleje. Już sama nie wiem jak mam sama siebie dowartościować. Wiem, że głównym problemem jestem ja sama. Nie wiele jednak mi to wyjaśnia, nie umiem pracować nad sobą, albo przynajmniej nie użalać się nad sobą.

Moją niezaprzeczalną radością jest moja Julia, wiem że to moja najbliższa mi osóbka. Chcę stworzyć z nią dobre relacje, matki z córką, powierniczki, przyjaciółki. Chcę być jej autorytetem. Nie wiem czy wychowuję ją dobrze, pewnie popełniam mnóstwo błędów wychowawczych. Jest mi ciężko samej, ale wiem, że będę mogła winić tylko siebie za niepowodzenia. Tak często słyszę teraz o tej zagubionej młodzieży, niekochanych dzieciach.

Jestem eurosierotą jak to mówi mój szwagier. Pamiętam jak dawno temu obiecałam sobie, że nigdy nie poświęcę swojego dziecka dla pieniędzy. Wiem, że czasem  jest ciężko, życie to różne sytuacje. Ale w tym będę nieugięta. Ja z moją mamą nie umiem rozmawiać, mam do niej żal o to, że wyjechała. Nie zrobię tego sobie, ani mojej córce. Wiem, że mój Mąż wyjeżdża, cały czas tłumaczy mi, że w Polsce nie mielibyśmy za co żyć. Nie wiem może ma rację. Jednak ja znam ludzi, którzy mieszkają tu, może nie opływają w luksusach i gadżetach, ale jakby dłużej nad tym pomyśleć to po co komu te wszystkie super rzeczy? Dla szpanu? Żeby się pochwalić na FB? I tak na końcu każdy rozliczać Cię będzie z relacji i ilości przekazanej miłości innym, a nie stanu konta. Takie to moje małe dygresje...

To tylko moje przemyślenia i nie zamierzałam nikogo urazić.

sobota, 26 października 2013

Dla Niej...

Z Julią pierwszy raz na placu zabaw, w sąsiedniej miejscowości. Jaka ona była szczęśliwa, a ja cieszyłam się razem z nią, że ona taka uśmiechnięta. Kocham tak bardzo, że nawet nie da się tego opisać.
Wprowadzam w swoje życie zmiany, kontroluje się, żeby przestać narzekać. Uczę się wielu nowych rzeczy, postanowiłam nauczyć się języka niemieckiego. Staram się robić to codziennie, w miarę systematycznie. W listopadzie lecimy z moją Córeczką do Niego, do Taty. Chcę cieszyć się życiem, w końcu, wyluzować.. W końcu mam je tylko jedno...


wtorek, 22 października 2013

Parentingowy

Internet ciągle mnie zadziwia. Wiem, że dla wielu to zło, ale jeżeli ktoś umie  wykorzystać zasoby, jakie się tu znajdują zdanie ma odmienne. Otóż właśnie znalazłam kilka blogów, dokładniej to blogi parentingowe. Jestem nimi oczarowana, czytam jak ci zwykli ludzie piszą o swoim zwykłym życiu, o rodzicielstwie, dzieciach i wszystkim co tylko się da. I czuję się lepiej, w końcu czuję, że nie jestem osamotniona w wielu przekonaniach. Są ludzie, którzy chcą być świadomymi rodzicami, kochającymi, wspierającymi, ale nie zapominają w tym wszystkim o sobie. A teraz zrobię małą reklamę, bo warto:
Tekstualna
Tatowy
Caribu
Basia
Hafija

sobota, 12 października 2013

Zmiany.

Zaczęłam pisać pamiętnik, taki prawdziwy, w pięknym zeszycie ze złotym wzorem. Może to nie do końca pamiętnik, w którym znajdują się wspomnienia, a raczej są to przemyślenia przeplatane wspomnieniami i tym co dzieję się u mnie. Piszę go dla samej siebie, żeby móc później na spokojnie przeczytać i przemyśleć to co mnie boli i martwi.
Chciałam stworzyć tutaj taki właśnie blog, jednak zdaję sobie sprawę, że to sprawy zbyt dla mnie osobiste, żeby znajdowały się w sieci. Tu nikt nigdy do końca nie jest anonimowy. Nie mam zamiaru przestać umieszczać tu swoich postów, może wiele rzeczy będzie się pokrywać z tymi zapisanymi w zeszycie, jednak to są moje bardzo prywatne sprawy i nie chcę żeby były poddawane ocenie przez osoby całkiem obce lub te mniej obce, bo jednak wiele dziewczyn, które tu piszą są mi bliskie. Mimo to nikt z Was nie zna mnie od początku do końca i nie wiele o mnie wiecie. Nie chcę zbytnio się tu ujawniać, nie wiem dlaczego, ale kieruje mną strach. Pamiętnik pisany długopisem będzie do wglądu dla mojego Męża, po to by lepiej zrozumiał mnie i mój charakter.
Wiem, że przez moją decyzję mogę stracić Wasze zaufania, zaproszenia do blogów prywatnych, ale zrozumiem to. Ja nikogo nie potępiam za to, w jaki sposób prowadzi swojego bloga, ani o czym na nim pisze. To są sprawy bardzo indywidualne i nie podlegają dyskusji. Może być również tak, że będzie brakować mi pomocy czy będę szukać rady. Będę o tym pisać tu. Jednak chciałabym odbudować moją więź z Mężem, chcę by znów był moim Przyjacielem, tak jak to było kiedyś.
Postanowiłam też, że zacznę pisać bloga książkowego, jeszcze nie wiem kiedy ukaże się pierwszy post, ale na pewno umieszczę tutaj link do niego. A oto i on:
http://pani-roza-czyta.blogspot.com/.
Zapraszam:)