czwartek, 19 grudnia 2013

Pesymistka do kwadratu

Postanowiłam w końcu napisać, ale w sumie sama nie wiem dlaczego... Święta tuż tuż, a u mnie w domu spokój i nie ma tego biegania, sprzątania na akord. Cieszy mnie to, ponieważ nie przepadam za tym. Preferuję metodyczne postępowanie, zaplanować i jak najszybciej wykonać, bez zbędnych poprawek.
Aczkolwiek z moją małą Gwiazdą poprawki być muszą.:)

Już w sobotę jadę po K. do Krakowa i boję się tego spotkania z nim. Ostatnio między nami bardzo napięta atmosfera, znów kłótnie o wszystko. Przedwczoraj otarło się nawet o groźby "rozwodowe".
Wiem, ma być przeprowadzka itd., ale ja jak ta największa idiotka, znów szukam problemów tam, gdzie ich nie ma. A może są, tylko zewsząd słyszę, że "wymyślam" i już sama nie potrafię racjonalnie ocenić.
Jednak jak już na spokojnie przemyślę nasze burzliwe rozmowy to widzę dość wyraźnie, że my nie potrafimy ze sobą rozmawiać na żaden temat, przynajmniej jak on jest w Niemczech. Nie wiem czemu tak jest:/.
Moim problemem jest wszechobecny pesymizm, który normalnie mnie niszczy. Płakać mi się chce, bo nie wiem jak to zmienić. Nie zdawałam sobie sprawy,  że z osoby zawsze patrzącej przez różowe okulary można tak szybko wpaść w skrajny pesymizm. Czy to się leczy? Jeżeli tak to jak?
Chciałabym móc to z kimś "przepracować", ale nie wiem czy będę mieć odwagę...

Ale mi się post przedświąteczny udał...

Jutro będzie lepiej...

wtorek, 10 grudnia 2013

Marzenia...

Właśnie przed momentem przeczytałam dwa wpisy dotyczące marzeń, ich spełniania i sensu ich posiadania...
Będąc nastolatką miałam mnóstwo marzeń i wiele z tych ówczesnych w mniejszym lub większym stopniu je spełniałam. Jakoś tak zawsze samo wychodziło...
Później dziwnie wszystko się potoczyło, zaczęłam "zgrywać" cierpiętnice. Tak! Trzeba to przed sobą przyznać, no ale działo się różnie i w efekcie zapomniałam o marzeniach. Pamiętam jeszcze zanim zaszłam w ciąże, marzyłam o swoim małym, kochanym dziecku. Po paru miesiącach pojawiły się dwie kreseczki. I od tego momentu coś we mnie się złamało, nie wiem co i dlaczego. Do dziś nie wiem czy to hormony, czy po prostu to, że marzenia o które zawsze walczyłam spełniły się ale nie do końca tak, jak planowałam. Miała być rodzina i nasza trójka. A jak wyszło wszyscy wiedzą, zaszłam w ciąże i mój Mąż wyjechał za granicę, mamy 15sto miesięczną córkę, a on nadal za granicą.
Miało być przeżywanie wszystkiego wspólnie, pierwsze ruchy dziecka i pierwsze kroki, a był Skype i żale do siebie nawzajem.
Zawsze marzyłam o ślicznym domku, z mężem i dziećmi. Teraz, gdy mój mąż zaczyna o tym mówić, ja go zbywam, mówię, że trzeba być realistą a nie marzycielem, ale dlaczego ?? Przecież fajnie jest marzyć.


Chciałabym być dobrą mamą,a zachowuje się jak robot, często wykonuje czynności mechanicznie w opiece nad Julią. Chcę żeby widziała we mnie swoją czułą i kochającą mamę, a nie wrzeszczącą i wiecznie zestresowaną babę:///. Co ja mam zrobić, żeby w końcu wyluzować?? ehhh...

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Smile!

Ja tak na szybko, bo trzeba sprzątać:P

Aaaa zdałam egzamin i  teraz mam więcej energii do dalszej nauki :P.
Mój dobry humor poprawia dodatkowo Szavka :):)

piątek, 6 grudnia 2013

Grudniowy czar...

Dziś już 6 grudnia, czyli Mikołajki. Pamiętam czas, kiedy byłam dzieckiem, moment w którym spadł śnieg to zawsze było moje małe święto. Kolejnym ważnym wydarzeniem, było pisanie Listu do Mikołaja.
W końcu nadchodził ten wyczekany dzień prezentów...
Dreszczyk emocji i tyle pytań: Czy coś dostanę? Co to będzie??
Pamiętam, że prezenty nie zawsze były takie jak w liście, ale zawsze radość ogromna. Moja Julia dziś kończy 15 miesięcy, wiem że jest za mała na listy itd. Prezent kupiłyśmy dopiero dziś, córcia sama wybrała. Nie takiego Mikołaja dla niej chciałam, nie postarałam się.
Przyznaję się, ale już wiem jak będą wyglądać przyszłoroczne Mikołajki. Natomiast zrobię wszystko, żeby te pierwsze świadome Święta były wyjątkowe dla mojej Małej kruszynki:**
A oto jej prezenty:


 Za oknem okropny zimny wiatr szaleje, z nieba prószy biały puch...



 Mam nadzieję, że ten miesiąc będzie wyjątkowy dla nas, pełen zmian i nowości. Chcę, aby te Święta coś zmieniły w moim życiu i mojej rodziny. Już nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła pokazać wszystkim moją miłość do nich.

wtorek, 3 grudnia 2013

Hardcore

W tamtym tygodniu mało spałam, non stop na pełnych obrotach. Pierwszą rzeczą, która nie dała mi spać, a raczej osobą była moja Julia i jej czwórki, a żeby było zabawniej to wszystkie cztery. Tak!!! Wyszły wszystkie cztery, akurat kiedy matka ma najważniejszy egzamin w semestrze.
W ostatnią sobotę miałam egzamin, który ciężko zdać, ponieważ Pan Wykładowca lubi robić poprawki:/.
Ząbkowanie trwało do środy, no to pomyślałam, że w końcu będę mogła spokojnie się pouczyć w nocy, bo w dzień nie było najmniejszych szans:).

Niestety moje plany spełzły na niczym ponieważ Julia złapała, jakiegoś wirusa i przez dwie noce z rzędu wymiotowała. W sumie to cieszę się, że tylko na wymiotach się skończyło, ale nie powiem, jak zaczęła zwracać wszystko o 12 w nocy, to byłam przerażona. W piątek Julia wracała już do zdrowia, ja co się dało to uczyłam się kiedy Mała spała. Wstaję dnia następnego i co?? Oczywiście ja zaczęłam wymiotować, no ale cóż... Godzina zero, czyli egzamin o 16. Jakimś cudem dojechałam na miejsce, chociaż dzisiaj nie pamiętam sama do końca jak. Coś tam napisałam, ale w cud nie wierzę. Wątpię, abym zdała ten egzamin.

Mimo wszystko cieszę się, że mam to za sobą. A moją Julie kocham jeszcze bardziej, jej ufne oczy i pocałunek co rano...:*;*:*