środa, 5 czerwca 2013

Nadgorliwa

Czasem mam wrażenie, że za dużo chcę i zastanawiam się czy nie jestem nadgorliwa. Ostatnio często nawiedza mnie pytanie: Po co mi to wszystko? Mianowicie chodzi mi tu o studia, mój ogród, bycie idealną matką , która ma zawsze posprzątane itd.

Studia zawsze chciałam ukończyć i mieć tytuł magistra, odkąd sięgam pamięcią to zawsze był mój cel życiowy i w sumie już za rok spełni się , o ile wytrzymam to rozdarcie psychiczne. Płakać mi się chce, jak pomyśle, że muszę uczyć się na stosunkowo, dla mnie trudny, egzamin, a moja córcia postanowiła akurat wtedy odpuścić sobie południową drzemkę i chce się bawić z mamą. Albo druga sytuacja, cały dzień zabiegana i zajęta obowiązkami codziennymi postanawiam uczyć się w nocy. I co? Córcia kochana popłakuje co godzinę, bo albo ząbkowanie, albo przeziębienie (jak dziś). Wiem, że nikt nie obiecywał, że będzie łatwo i wiedziałam co robię decydując się na studia zaraz po urodzeniu dziecka. Jednak przyznam szczerze, że nie przyszło mi do głowy, że będę samotnie opiekować się i wychowywać swoje dziecko. Zaczynam się zastanawiać czy marzenie o skrócie mgr przed nazwiskiem nie jest nad wyrost, w moim przypadku? Może lepiej dać sobie już z tym spokój?

Druga rzecz, która doprowadza mnie do załamania to mój ogród, który już błaga o zaopiekowanie się nim. Jednak nie do końca jest to możliwe, ponieważ ja mam tylko dwie ręce, a przypominam, że prawie zawsze zajęte są one przez moją córeczkę. Sytuacja z dziś: wyrywam chwasty w cebuli korzystając z tego, że słońce w końcu postanawia wyjść, moja kochana córeczka w tym czasie co chwilę pakuje sobie do buźki nową grudkę ziemi. Po którymś razie zakazywania odpuściłam sobie, bo od ziemi to chyba jeszcze nikt nie umarł.

Non stop towarzyszą mi ogromne wyrzuty sumienia, że wszystko co robię to robię kosztem mojego dziecka. Płakać mi się chce, bo gdy decydowaliśmy się na dziecko, nikt nie uprzedził, że ok ale wychowujesz sama. Wiem, że pieniądze ważne itd., ale mogę powiedzieć szczerze, że wiem co to szczęście, ale nie pamiętam kiedy gościło ono u mnie dłużej niż pięć minut. Powinnam cieszyć się tym co mam, a nie wypisywać takie brednie, jesteśmy zdrowe, mamy co jeść... Ale zawsze pozostaje taki puste miejsce i żal, kiedy wstaje do Niuni po raz dziesiąty jednej nocy i nie ma mnie kto zamienić. Pisząc to płacze, jak przez ostatnie dni. Nie ma jednak nikogo, kto mógłby te łzy otrzeć..

Przepraszam za użalanie się..