sobota, 10 sierpnia 2013

Dieta.

Mieszkamy z Mężem u moich rodziców. Większość czasu w roku rodzice jak i mój Mąż spędzają w Niemczech, ale każde z Nich w innym miejscu. Zdarza się jednak, że zjeżdżają się obie strony do Polski  i wtedy powstają zgrzyty. Ale to nie o tym miało być, to tylko wstęp.

Wyszłam za człowieka, którego naprawdę kochałam i myślałam, że Go znam. Niestety im dłużej On pracuje za granicą, tym bardziej się zmienia. Jest coraz gorzej. W momencie, gdy jesteśmy w domu i są moi rodzice, lub któreś z Nich to już jest armagedon. Odkąd wróciliśmy z urlopu z moim Mężem nie da się normalnie żyć. Nie rozmawia ze mną normalnie, o wszystko ma problemy. Za mało zajmuje się dzieckiem, nie sprzątam lub sprzątam ale nie tak jak on by chciał. Jest u Nas na wakacjach również Jego najmłodsza siostra, w stosunku do Niej zachowuje się bardzo podobnie jak do mnie. Jest nie miły, opryskliwy i normalnie chamski. Co do gotowania katuje mnie już od jakiegoś czasu tym, że źle karmię Naszą córkę, i że ją truję, nie dbam o Nią. Takie słowa z ust kogoś bliskiego bolą jak cholera, tym bardziej, że robię wszystko żeby mojemu dziecku niczego nie zabrakło. Mam zakaz podawania Małej mięsa częściej niż raz w tygodniu i mam stosować dietę nie łączenia również u siebie jak i u dziecka. Nie przypuszczałam, że kiedykolwiek o tym pomyślę, ale chciałabym żeby już jechał, nie cieszę się z tego, że ma jeszcze tydzień wolnego.

Teraz na topie są kłótnie o sofę, którą kupiliśmy razem dwa lata temu, bo on się na niej nie wysypia i wyżywa się na mnie, a jak były upały to jeszcze to był dodatkowy problem, bo to moja wina, że duszno...

Płakać mi się chce i tyle.... Obiecałam sobie, że nie będę tu pisać o takich sprawach, ale jestem przepełniona goryczą. Źle wybrałam i teraz wiem, że lepiej jest być samotną matką, albo trzeba naprawdę żyć z kimś długo przed ślubem, żeby później wiedzieć na kogo się skazujemy...