środa, 31 grudnia 2014

Za to i za tamto... Dziękuję

Dziś Sylwester i postanowiłam napisać o tym co dla mnie najważniejsze. Mowa o moim Mężu i Julii. Dziś mija druga rocznica naszego ślubu kościelnego i tą rocznicę obchodzimy, jestem wierząca, więc to jest dla mnie ważna data. 

Mojego Męża poznałam prawie osiem lat temu, to szmat czasu, jakby tak o tym pomyśleć. Nasz związek przechodził chyba już przez wszystkie fazy, jakie ludzie wymyślili, było lepiej i było gorzej. Jedno czego jestem pewna to, to że chcę z nim spędzić życie, nie umiem już wyobrazić sobie życia bez tego mojego blondyna. 
Tylko On potrafi mnie tak rozwścieczyć, że mogłabym wszystko z domu wyrzucić łącznie z Nim. Wynagradzają mi to jego opiekuńcze ramiona, w których czuję się najbezpieczniej na świecie. Kocham Go za to, że mimo moich humorów i złości potrafi przyjść z pracy i uśmiechać się od wejścia.
Zajmuje się naszym dzieckiem, jak nikt inny. Czasem nawet myślę, że jest w tym lepszy ode mnie :P ! 

Drugą najważniejszą osóbką na tym przeogromnym świecie jest Julia. Żyjemy w mocnej symbiozie już prawie trzy lata, włączając okres ciąży. Przez cały okres ciąży bardzo nie mogłam doczekać się tej małej istotki, rozwijającej się pod moim sercem. Później przyszedł czas na prozę życia, baby blues przeradzające się w depresję, z którą walczę do dziś. Jest mi przykro, bo przez własne problemy nie uczestniczyłam w pełni w początkach życia mojej największej Gwiazdki. Zdałam sobie sprawę, że życie mamy jedno i jest ono krótkie, teraz w pełni cieszę się macierzyństwem i wiem, że następnym razem będzie lepiej. 

Co jeszcze wydarzyło się w 2014 roku? Ważnym wydarzeniem była obrona mojej pracy magisterskiej, którą poprzedził  wyjazd do Niemiec. Nie jestem jeszcze do końca z nim pogodzona, ale zaczęłam traktować to jako nowe doświadczenie, które ma za zadanie wzmocnić mnie i przynieść same korzyści. Nowy język, nowe znajomości i doświadczenia."Liznę" trochę wielkiego świata :)

Co roku w ostatni dzień grudnia towarzyszy mi myśl, jak to będzie w tym kolejnym roku, gdzie będę za rok i co się zmieni, jak ja się zmienię i co będę robić. Plany mam przeogromne, mam się na kim wzorować i chcę robić coś co mnie inspiruję i daje poczucie spełnienia - jestem MAMĄ na cały etat i jestem z tego dumna. Zdobywam nowe doświadczenia, które mają mi pomóc w tej roli, nie mogą jednak przysłonić mi tego co najważniejsze. 

Ach... Mam milion myśli na minutę, nie wiem od czego mam zacząć, ale mam nadzieję, że mój zapał nie zniknie wraz z przekroczeniem granicy Polski. Większość planów dotyczy tego bloga, nie wiem jak to będzie pisać tam, ale wierzę, że znajdę na to czas. 

Pisanie zawsze było moim marzeniem i może jeszcze nie wychodzi mi to zbyt profesjonalnie, jednak praktyka czyni mistrza, czyż nie?? 


Chciałabym z tego miejsca życzyć wszystkim 
Szczęśliwego Nowego Roku, 
aby był pełny w realizację zamierzonych planów.









wtorek, 30 grudnia 2014

Plany, plany...

Dziś przedostatni dzień 2014 roku i pomyślałam, że nadszedł czas na małe podsumowanie. Ostatnio zastanawiałam się nad tym co daje mi świat blogerów i vlogerów. Jedno jest pewne ten światek zamieszał mi w życiu, ale też rzucił jasne światło na wiele spraw.

Siła internetu jest ogromna i nigdy nie pomyślałam, że może tak bardzo ingerować w życie osób, które są zwykłymi czytelnikami, takimi jak ja.

Poznałam kilka naprawdę fajnych dziewczyn, dzięki ich blogom. To niesamowite, jak można "zaprzyjaźnić" się, co prawda jest to przyjaźń jednoosobowa, aczkolwiek jeżeli ktoś otwiera przed Tobą swój umysł i ujawnia swoje myśli, może zostać traktowany w pełni, jako przyjaciel.

Szukałam swoich dróg w tym blogowym świeci i nie wiem nadal, jak naprawdę powinien wyglądać ten blog, nie mam zbyt wielu czytelników, w sumie zaniedbywałam to co sama stworzyłam. Mam tysiąc pomysłów na minutę, jednak jestem przede wszystkim mamą mojej Julii i zanim znajdę czas, żeby usiąść przed laptopem, myśli i pomysły się ulatniają.

Jednak postanowiłam zmobilizować się w związku z nadejściem Nowego Roku i pierwszym zadaniem na styczeń będzie wyzwanie, którego podejmuję się wraz z Różową Klarą. Jest to Projekt: Styczeń w Słowach. Podejmuję się tego wyzwania, gdyż chcę nauczyć się blogowej systematyczności.

Znam swoje mankamenty i wiem, że nie potrafię "ładnie" pisać, tzn. chcę podzielić się Wami swoimi myślami, a nie umiem ich w sposób estetyczny opisać. Aż wstyd się przyznać do moich błędów językowych, jakie popełniam, mimo milionów przeczytanych książek. Ale nie ma tego złego, wiem co trzeba poprawić, a to już połowa sukcesu.

Tak więc od stycznia zabieram się ostro do pracy nad sobą, chcę rozwijać się w tym, czego się podejmę.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Niedziela w galerii handlowej.

Stan mojego zdrowia znajduje się na równi pochyłej. Aktualnie jesteśmy u teściów "prawie" w górach, więc to tu pójdę prawdopodobnie dziś do lekarza. Zaczynam martwić się,  że to przeziębienie zamienia się w coś poważnego. 
Przyznam się Wam do czegoś.  Wczoraj wybraliśmy się z mężem do galerii handlowej,  korzystając z okazji, że możemy naszą pociechę zostawić w domu z rodzicami K.
Jestem przerażona ilością całych rodzin w tym przybytku.  Momentami zatrzymywaliśmy się z K, żeby poobserwować i muszę przyznać, że wyglądało to trochę zabawnie a troche strasznie. Rodzice wpadajacy w szał zakupów i małe dzieci znudzone do granic możliwości, czasem płaczące. W efekcie irytacja rodziców i krzyk dzieci tworzyły obraz grozy. Teraz pomyślicie, że jestem hipokrytką, bo sama też tam byłam w niedziele.  Otóż zdarzało mi się to już znacznie wcześniej,  że w taki sposób spędzałam niedziele,  jeszcze zanim zostałam panią K. Jednak od prawie roku mieszkam w kraju,  gdzie niedziela jest dniem ustawowo wolnym od handlu w sklepach, także zdążyłam zauważyć plusy płynące z tego czasu wolnego od zakupów,  który w większości jest u nas poświęcony córce i naszej rodzinie. Wydaję mi się, że w Polsce powinno wprowadzić się taki system na próbę, na parę miesięcy,  ażeby każdy z osobna po okresie irytacji na władzę zaczął zauważać korzyści z tego płynące. Mój wczorajszy wypad na zakupy w niedzielę był pierwszym od pół roku, gdyż to pół roku temu ostatni raz byłam w Pl.




U siebie.

Od roku nie chorowalam, i co? I przyjechałam do Polski i chorujemy razem z Julią.  na szczęście moja córeczka już czuję się lepiej, ja jednak zapadam w chorobie coraz bardziej.  Miałam nawet wybrać się do lekarza, ale kolejki takie, jakby lekarza po Świętach miało nie być.  Więc tak sobie cierpię w domu. Zamierzam dziś wybrać się do spowiedzi,  ostatnio spowiadalam się dziewięć miesięcy temu, wstyd! Obiecuję poprawę ☺ Tęskniłam za Polską,  czuję się tak pewnie i bezpiecznie, bo jestem u siebie. Człowiek nie docenia tego, dopóki nie wyjedzie na dłużej z Polski.



czwartek, 4 grudnia 2014

Droga

Za nami ciężka noc... Moja kochana córeczka zaczęła już od wczorajszego ranka dziwnie kaszlec, nie miała gorączki więc poszłyśmy do żłobka.  Jednak po powrocie kaszel znacznie się nasilił i dziś w nocy Julia miała male problemy z oddychaniem. Teraz śpi, a ja mam zamiar zaraz umówić nas do lekarza i zobaczymy co to za okropne choróbsko się do nas przyplątało.                                 
Za tydzień jedziemy do Polski i obie, ja i Julia nie możemy się doczekać,  ostatnio byłyśmy w sierpniu i zdążyłyśmy zatęsknić. Mam tylko nadzieje,  że bedziemy juz zdrowi na podróż. 

Przez ostatnie dwa tygodnie miałam mały zastój w swoim samorozwoju,  brak motywacji do działania i ogólne osłabienie psychiczne spowodowało,  że zaczęłam znów myśleć o tym, gdzie jestem i po co tu jestem. W mojej głowie panuje nie ogarnięty chaos i poczucie totalnej beznadziejności, przytłacza mnie nadmiar.. wszystkiego. Cały czas szukam, szukam tej właściwej drogi dla samej siebie....









niedziela, 23 listopada 2014

American Dream

Znacie to uczucie, ktore pojawia się w momencie,  gdy myślicie o czymś co zawsze chcieliście zrobic i wywołuje ono w was poczucie spełnienia marzenia idelanego? Ja zawsze tak mam, gdy myślę o Nowym Jorku. To miasto w mojej głowie jawi się jako miasto super możliwości. Takie wyobrażenia kształtowane były przez całe moje życie przez filmy i telewizję, sama osobiście nigdy nie miałam okazjitam pojechać,  ale też nigdy do tego wprost nie dążyłam. Zawsze myślałam o tym w ten sposób,  że kiedyś tam pojadę,
ale teraz to jeszcze nie pora. I tak w sumie to jestem ciekawa,  czy to moje marzenie z najwyższej półki się spełni. Już od dłuższego czasu myślałam o sobie, jako o starszej kobiecie (!). Jednak znów normalnieje i wiem, że jestem młoda,  25 lat to nie koniec świata. Jeszcze całe życie przede mną. Powracając do mojego "american dream" nigdy nie miałam dużego parcia na Amerykę,  ale to miasto -Nowy Jork- ma w sobie tą magię, to coś.
 "Niech życie samo się toczy, a Ty znajdziesz sie tam gdzie powinnaś."













niedziela, 9 listopada 2014

Nie ma tego złego...

Sytuacja z dziś: wybraliśmy się z Julia do kościoła. Jesteśmy wierzący i mieszkając za granica również staramy się do kościoła chodzić. Jesteśmy już tuż przed wejściem i okazuje się,  że msza się właśnie skonczyla.
W pierwszej chwili poczułam złość,  bo nie ukrywam, że zależało mi na dzisiejszej mszy, chciałam isc do spowiedzi.  Z mężem stwierdzilismy, ze skoro mamy chwilę to pójdziemy z córeczką do pobliskiego parku, w którym jest plac zabaw.  Po zdenerwowaniu przyszedł czas na refleksje,  jesteśmy za granicą i jesteśmy tutaj sami. Przyszla mi na myśl sytuacja, gdy w Polsce zawsze każda informacje dotyczącą zwykłych spraw codziennych,  przekazywalysmy sobie z siostrami, każdą "głupotę", nawet godziny Mszy Sw. Zrobiło mi się smutno, przykro i popatrzylam na moja rodzinę,  jesteśmy tu razem i mamy tylko siebie. Zrozumiałam, że moj mąż to moje jedyne oparcie w tym, mimo wszystko nie moim kraju, jestesmy tu oboje dla Julii, ale moj mąż zaczyna myśleć o Polsce, o naszym powrocie tam, kiedyś, w przyszłości...
Ja zaczynam myśleć o tym, że mogłabym tu zostać, ale tylko wtedy,  gdybym miala tu moja najbliższą rodzinę.
Kocham mój kraj, nie mieszkam tam, nie wiem jak teraz tam jest. Za pare miesięcy minie  rok jak tu jestem,  ale z tego co pamiętam,  Polska jest piękna,  ale trudna w przetrwaniu.
Dziś,  w tym parku, patrzyłam na grupkę Polaków,  którzy również tam byli i zaczęłam sie zastanawiać, czy ja kiedyś tez będę miała tu prawdziwych i szczerych przyjaciół.  Brakuje mi takich bliskich dusz w realnym świecie.  Online jest parę blogów,  które śledzę i czytam na bieżąco,  są również dziewczyny,  które nagrywają filmiki na YT,  również mieszkające za granicą.  Jednak czasem to za mało,  przez wirtulny świat nie mozna poczuć przytulenia i zobaczyć spojrzenia,  które wyrażać będzie prawdziwą troskę,  a nie tylko interes ze znajomości.
Mam męża,  od którego chciałam odejść za nim tu przyjechałam,  a teraz jest moim najblizszym przyjacielem,  mimo wszystko.  Ta emigracja bardzo nas zbliżyła.
Nie ma tego złego...

sobota, 1 listopada 2014

Po niemiecku

Od nie całego roku mieszkam w Niemczech.  I stąd moje wszelkie przemyślenia dotycza tutejszego spoleczenstwa. Chce Wam napisac o czymś co zaobserwowalam już jakiś czas temu. Zmoich obserwacji wynika, że w Niemczech wiekszosc kobiet decyduje sie na dziecko w okolicach trzydziestki lub tuz po. Tutaj ludzie w tym okresie swojego życia sa już mniej więcej ustatkowaniu, mieszkają "u siebie", co znaczy tyle, że mieszkają bez rodziców,  w wynajętym mieszkaniu lub już swoim własnym.  Tu gdzie mieszkam, ludzie żyją na duzo wyzszym poziomie niz w Polsce.  Nie od dzis wiadomo, że Niemcy są bogatsi niż Polacy.
Może to zabrzmi dziwnie, ale  coraz częściej odnosze wrażenie, że posiadanie dziecka to standard,  który należy spełnić.  Po urodzeniu i odchowaniu do odpowiedniego wieku, w którym dziecko może isc do żłobka, matka wraca do pracy lub do domu do kolejnego, nowo narodzonego dziecka. Ojcowie spędzają bardzo mało czasu z dziećmi i malo o nich wiedza.
To tylko takie luźne spostrzeżenia,  ale nie dają mi spokoju, bo nie chcialabym, zeby moje zycie rodzinne tak właśnie wygladalo.

niedziela, 19 października 2014

Trudna niedziela

Spędziłam dziś niedziele taką,  jak dawniej w Polsce, tzn. na łonie natury. Jedyną różnicą jest mała, dwuletnia i rezolutna dziewczynka,  która konsekwentnie dąży do swoich zamierzonych celów.  Jednak rodzinnie do końca nie było,  po raz kolejny problemem są moje relacje z mężem,  a raczej okropny ich brak. Nie wiem, czy powinnam opisywać tu te problemy, które są bardzo prywatne. Jest mi okropnie trudno, a jestem tym bardziej zła na siebie, bo moja Julia nawet juz w czasie naszych kłótni ucisza nas. Jestem przykładem okropnej mamy, żona jestem żadną i to wszystko co się u mnie dzieje jest tego idealnym przykładem. Nie wiem co stało się z uczuciem, jakie kiedyś było między nami. Teraz myślę, że chyba nawet nigdy go nie było. Może to zauroczenie,  które w prawdziwym zyciu prysło i pozostał żal i ciągłe pretensje obu stron. Może trzeba nam rozmowy z kimś bezstronnym, może... Ale tutaj, z kim? Wszyscy tu, z którymi można po polsku porozmawiać to bliscy znajomi męża,  nie ma tu osób bezstronnych. Gdyby nie Julia, uczucie pustki ogarnęło by całkowicie moje serce. Jestem nikim ważnym na tym świecie,  jestem matką nie dość dobrą... by nią być.   

sobota, 18 października 2014

Konsekwentnie.

O konsekwencji działania można pisać wiele, u mnie ona kuleje... Jednak od jakiegos czasu jest jedna rzecz, którą robie codziennie - uczę się niemieckiego w szkole, jak i w domu. Jeszcze półtora miesiąca temu siedziałam i narzekalam, że nie umiem, że nie rozumiem itd. Teraz nadal jest tak, że wielu rzeczy nie rozumiem i nadal mam problem ze swobodnym wyslawianiem się,  ale już nie ma tego strachu, jaki wcześniej mi towarzyszył.                        Podobnie było z blogowaniem, czytam kilka naprawdę świetnych blogów,  chciałam pisać podobnie. Caly czas myślałam,  że ja przecież nie potrafię,  a prawda jest taka,  że umiem pisać,  ale po swojemu.  Nie będę kimś innym, jestem sobą i nie będę nigdy miec bloga komercyjnego, ale mogę się spełniać tak jak chcę. Może to głupie, ale dopiero po przeczytaniu pewnego wpisu dziś,  dotarło do mnie, że jestem dobra w tym co chce robić, tylko muszę zacząć to robić.                                                                                                        





    








czwartek, 2 października 2014

Blokada

   Oj brak mi systematyczności w pisaniu bloga, brak... No cóż, dzieje się dużo i doba to za mało, żeby ze wszystkim zdążyć, a może ktoś z Was ma jakiś pomysł, jak wprowadzić więcej mnie na blogu?

   Jestem i czytam wszystkie blogi, które mam zapisane, ale czasem myślę, że ja chyba nie mam już nic ciekawego do powiedzenia.
    Aktualnie chodzę na intensywny kurs j. niemieckiego, mam mnóstwo nauki w domu i po prostu pochłania to mnóstwo mojej energii. Szukam teraz sposobu na złamanie blokady, jaka towarzyszy mi w rozmowie w tym języku. Normalnie wstydzę się wydusić z siebie słowo, najczęściej, gdy mam rozmawiać z rodowitym Niemcem. Strach mnie paraliżuje, to okropne. Dziś rozmawiałam o tym z moją nauczycielką i obiecała mi, że ona się tym zajmie, wiem, że muszę podwójnie przyłożyć się do nauki, ale ufam tej kobiecie i mam nadzieję, że mi pomoże.

     Ubolewam również nad tym, że nie mam czasu dla moich książek i chyba muszę zacząć czytać po niemiecku (!), żeby połączyć pożyteczne z przyjemnym....



wtorek, 2 września 2014

Jestem dumna

Jestem dumna. Tak! Jestem dumna z mojej małej ukochanej córeczki.
Już od czterech miesięcy Julia chodzi do niemieckiego żłobka. Nie są to codzienne wizyty.
Uzależnione jest od tego, kiedy ja mam zajęcia w szkole językowej.

Na początku byłam bardzo sceptycznie nastawiona do tego typu rozwiązania. Po prostu bałam się tego co nieznane. Dla mnie i mojej córki ten rok obfitował w nowości, o których nigdy nawet nie myślałam.

Pierwszy miesiąc żłobka moja córka zniosła nader dobrze. Problemy zaczęły się trochę później. Rozmawiałam na ten temat swoim łamanym niemieckim  z opiekunkami w grupie Julii. Dowiedziałam się, że często zdarza się sytuacja, gdy dziecko na początku dobrze znosi adaptację, a problemy pojawiało się, gdy dziecko zrozumie, że sytuacja, w której zostaje w żłobku powtarza się.

Wiecie jak to jest, mama zawsze szuka powodów złego samopoczucia swojego dziecka. Na początku myślałam, że powodem są opiekunki w żłobku, pomijam obcy język, który również mógł być powodem, jednak widziałam reakcje Julii, kiedy w pobliżu pojawiała się jedna z opiekunek. 

Dopiero po czasie, jaki po prostu musiał upłynąć zauważyłam, że dziecko bardzo różnie reaguje na nową sytuację, w tym przypadku adaptację w nowym miejscu bez najbliższych, znanych sobie osób, jakimi są rodzice.

Teraz moja córka idzie do żłobka z uśmiechem na ustach, uczy się nowego języka, który dla niej będzie dodatkowym atutem w przyszłości. Ma już nawet swoje przyjaciółki, pilnuje nas abyśmy mówili do niej w języku polskim i na każdym kroku podkreśla, że mama ma mówić po polsku.

Jestem z niej dumna, jest małym dużym człowiekiem. Poradziła sobie z wieloma zmianami, jakie miały miejsce w jej krótkim życiu. Jestem dumna również z siebie, bo moja córeczka to moje dzieło, to ja ją wychowuję i dbam o jej rozwój. Bo po prostu... Kocham ją.. :*

piątek, 15 sierpnia 2014

Urlop i ciekawostki.

Jestem na urlopie w Polsce i strasznie się cieszę, że udało nam się przyjechać. Miałam być tylko na tydzień, ale moi rodzice jadą 23 sierpnia do Niemiec, więc zabiorę się z Nimi.

Pamiętam jak zawsze narzekałam na Polskę, na to jak tu jest beznadziejnie i wszystko na nie, a teraz jak przyjechałam to wydaje mi się, że wszystko jest takie najlepsze, bo swojskie i znajome.

Po długim weekendzie jadę do Rzeszowa odebrać dyplom magisterski i pospacerować po moim ukochanym mieście. Zakochałam się w tym miejscu tak dawno, to już osiem lat mija, od czasu jak tam pierwszy raz zamieszkałam i nadal uwielbiam tam wracać. Marzę o tym, żeby kiedyś mieć domek w pobliżu, żebym mogła codziennie jeździć tam do pracy, odbierać córeczkę z przedszkola a potem szkoły. Nie wiem jak potoczy się moje życie, ale będę dążyć do powrotu do Polski, nie wiem dlaczego, ale czuję, że zdradza ojczyznę (patriotka się znalazła :P ). Może to głupio brzmi, ale ja kocham to miejsce, w którym spędziłam ostatnie lata i wiem, że człowiek docenia to co miał, dopiero gdy to straci.

Jedna z moich sióstr mieszka w Szkocji i właśnie wczoraj dostałam od niej zaproszenie, żeby odwiedzić ją na kilka dni w Edynburgu. To będą moje ostatnie dni wakacji i myślę, że skorzystam. Julia pojedzie ze mną i zobaczy, gdzie i jak mieszka ciocia :).

Boję się trochę mojego powrotu do Niemiec za tydzień, bo nawet mój K mówi, że będę chodzić podłamana jak wrócę z Polski, ale to chyba każdy kto mieszka za granicą swojego kraju musi przejść krótką adaptację do miejsca, w którym aktualnie żyje.

K wraca do Niemiec w tą niedzielę, czyli będziemy osobno przez tydzień i myślę, że ta rozłąka dobrze nam zrobi, muszę przemyśleć parę spraw i zacząć kierować się swoim dobrem i dobrem Julii, a nie tym co myślą inni...

Czytanka na długi weekend :P

piątek, 1 sierpnia 2014

Problem z akceptacją.

W Niemczech, w moim landzie właśnie rozpoczęły się wakacje, które dotyczą również mnie, bo od miesiąca chodzę na zajęcia z niemieckiego. Po tym czasie mogę napisać, że jestem trochę rozczarowana kursem, ponieważ jest on od podstaw i zaczynam się tam trochę nudzić. Materiał przerabiany jest bardzo wolno i nie wiem czy jest to spowodowane tym, że ze mną są osoby, które nie mają pojęcia o j. niemieckim. Taki tryb ma też swoje plusy, otóż przypominam sobie gramatykę, która zawsze była moją piętą achillesową.

Jednak nie o tym miał być ten post. A o tym, że pomimo tego kursu, który sprawił, że nie boję się tak jak dawniej mówić po niemiecku, nie umiem się oswoić z myślą, że muszę tu być, za granicą, w obcym kraju. Jest tysiące powodów, dla których wiem, że mieszkanie w Niemczech jest bardzo korzystne dla nas. Na wiele rzeczy w Polsce nie było by nas po prostu stać. Istnieje obawa, że byłby problem z pracą, albo płacą jak to u nas już bywało. Jednak od kiedy tu jestem, a jest to już pięć(!!!) miesięcy, cały czas czuje przeogromną tęsknotę za swoim krajem. Niemal codziennie obmyślam tysiące scenariuszy, które mogłabym wcielić w życie i które pomogły by znaleźć się  z powrotem w domu, w Polsce.

Myślę, że dużym problem dla mnie są sami Niemcy i ich sposób bycia. To bardzo specyficzny naród, ma swoje zachowania, których nie do końca rozumiem, są oni dość zamknięci na inne narody i to widać. Może to wydać się głupie, ale zawsze jak obserwuje ich w codziennym życiu, myślę o wojnach, w których brali udział, o tym jak odbili się w naszej historii. Jestem na tyle inteligentna, żeby nie obwiniać współczesnych ludzi za błędy historii, jednak w małych miasteczkach można zauważyć, że nie do końca wszyscy wyleczyli się z hitleryzmu.

Chciałabym poznać jakieś ćwiczenia myślowe, które pomogą mi przepracować ten brak akceptacji rzeczywistości. Póki co moim jedynym ćwiczeniem jest planowanie co będę robić w Polsce, jak pojedziemy tam na urlop za tydzień, żyję tym, jakby co najmniej był to wyjazd na wyspy tropikalne.

niedziela, 6 lipca 2014

Jak obudzić w sobie kreatywność?

No napisania tego postu skłonił mnie artykuł, który ukazał się w majowym wydaniu "Z". W rozmowie przeprowadzonej przez dziennikarkę magazynu z pisarką Julią Cameron dowiadujemy się, jak można odkryć swoją kreatywność, która jest w nas ukryta.

Pani Cameron napisała nawet o tym książkę, o której opowiada i przedstawia nam sposoby, które zawarła również w swojej książce. W walce o swoją kreatywność dostrzegamy możliwość nawiązania relacji ze samym sobą, co w dzisiejszym, zabieganym świecie jest dość trudne.

Autorka ujawnia  trzy sposoby dotarcia do samego siebie, które opisała również w swojej książce pt. "Droga artysty...".
Pierwszą opcją jest dziennik poranny, czyli zapisywanie swoich codziennych myśli, najlepiej, gdy robi się to rano. Ten codzienny rytuał powinien stać się pewnego rodzaju oczyszczeniem myśli, które pozwoli nam na lepsze odbieranie samego siebie.

Drugi sposób może wydać się dla niektórych śmieszny, jednak po kilkakrotnym zastosowaniu zaczynamy bardziej wsłuchiwać się w siebie i lepiej czujemy się w swoim towarzystwie. Nazywa się to artystyczna randka i polega na wyjściu raz w tygodniu na spotkanie z samym sobą, w pojedynkę. Miejsce, do którego chcę iść nie ma znaczenia, jedynie ma sprawić mi przyjemność i pozwolić mi się wyciszyć.

Trzecią metodą jest spacerowanie, zwykły półgodzinny spacer, który pomaga nam dotlenić mózg, dzięki czemu każdy problem, po przemyśleniu staje się błahostką.

Cały proces jest szczegółowo opisany w artykule, do zapoznania którego gorąco Was zapraszam. :)


piątek, 27 czerwca 2014

Wypalona ?

Próbowałam wielu dróg i pogubiłam się w tym wszystkim. Nie będzie ze mnie blogerki parentingowej, ani lifestylowej (ale czasem wpis o dobrym kosmetyku się znajdzie). Niestety.

Już w liceum i na studiach wiele moich koleżanek oraz kolegów, twierdziło, że dobry ze mnie doradca - psycholog. A studiowałam administrację i czasem myślę, że minęłam się  z powołaniem. Jednak żyjemy w czasach, w których można rozwijać się na wielu płaszczyznach, choćby w internecie. Tak wiem, właśnie mianowałam się samozwańczym psychoterapeutą, ale nie wiem czy ten blog będzie swego rodzaju terapią. Myślę, że raczej moim subiektywnym spojrzeniem na pewne sprawy o zabarwieniu psychologicznym.

Lubię pisać o swoich przemyśleniach, ale tak tradycyjnie, czyli na papierze, lepiej wtedy analizuję i myślę. Nie wiem od czego jest to zależne, ale myślę, że właśnie odnalazłam swoją drogę, którą będę szła z przyjemnością.

Myślę, że tak to będzie teraz wyglądało, będę spisywać swoje myśli w zeszycie do tego przeznaczonym, analizować, a dopiero później umieszczać tu, na blogu.

Mało jest osób czytających moje chaotyczne wywody, jednak człowiek ma potrzebę szukania samego siebie. W tym co robi i jaką ścieżką podąża.

Czytając ten tekst można mieć wrażenie, że nadużyłam wyrażenia "Ja myślę". Jest to w pewnym stopniu celowe, ponieważ jest to pewnego rodzaju moje katharsis.


środa, 25 czerwca 2014

Czas wolny

Od kilku dni myślę intensywnie o słowach, które pewnego wieczoru wypowiedział mój mąż. Jego wypowiedź dotyczyła mojego czasu wolnego, tego jak go spędzam, a raczej nie spędzam. Mężuś zauważył u mnie brak jakiejś swojej pasji, czegoś co pochłaniałoby mnie do reszty, sprawiało że przepadnę na długie godziny, relaksując się przy tym.

Muszę przyznać się do tego, że  nie umiem odpoczywać, ani relaksować się. Cały czas myślę o swoim życiu, jak o obowiązkach, które mnie czekają. Zawsze jest coś co trzeba zrobić już i teraz. Czasem łapię się na tym, że nie mam ani 5 min odpoczynku np. na kawę, którą pije w biegu, albo na stojąco.

Przez te kilka dni, w których powstawał ten post wiele czasu poświęciłam na myślenie o sobie i swoich potrzebach. Dotarło do mnie, że jest parę rzeczy, które lubię robić, które mogę kontynuować i które mogą budzić we mnie pasję odkrywania i rozwijania się.

W ostatnim czasie zmieniłam miejsce zamieszkania, co pozwoli mi odkrywać to nowe miejsce, w którym teraz jestem. Jest całkowicie obce, w innymi kraju, co za tym idzie kolejna rzecz, którą lubię. Mianowicie nauka języków zawsze była dla mnie przyjemnością i dawała mi ogromną satysfakcję. Zapisałam się na kurs, który będzie mnie dyscyplinował. Może to nie są pasje typu: fotografia ślubna lub tworzenie ozdób z filcu. Zazdroszczę osobom, które posiadają takie umiejętności, ale może i we mnie drzemie smykałka do fotografii? Hmmm... Muszę i o tym pomyśleć :)

czwartek, 19 czerwca 2014

Jest problem!

Myślałam, że mnie ten problem raczej nie będzie dotyczył, ale chyba jednak pomyliłam się...:/ Otóż jeżeli chodzi o dzieci, nic nie zaplanujesz :P. I tak prawdopodobnie dotarł do nas "bunt dwulatka". Całość zbiegła się z nauką nocnikowania, również i w tej kwestii niestety nie można się pochwalić zbyt dużymi osiągnięciami, ale jednak jakieś postępy już mamy. Jestem dobrej myśli.

Jednak chciałabym się skupić na tym całym "buncie". Wiem, że to dobrze, iż się pojawił, oznacza to, że moją słodka diablica dorasta i rozwija się prawidłowo. Nie zmienia to faktu, że  nie wiem jak dobrze traktować jej indywidualność i potrzebę sprzeciwu. Chcę być jej mamą i przyjaciółką, ale czasem po prostu brak mi słów i sił. Widzę w zachowaniu Julii jakąś desperację i nie umiem sama sobie z tym poradzić, więc jestem w stanie zrozumieć co czuje moje Maleństwo, ale coś należy z tym zrobić, aby moja mała Gwiazda znów była wesoła i rezolutna.

Obserwuję jak zmienia się z dnia na dzień. Widzę jej nowe umiejętności i cechy, które kształtują się poprzez codzienne życiowe doświadczenia. 
Macie jakieś pomysły, jak opanować moją "prawie" dwulatkę?? :)

wtorek, 17 czerwca 2014

Moje kosmetyczne odkrycie #1

Wiele dobrego słyszałam o produktach, które zaraz Wam pokaże. Fakt, iż nie są to produkty z najniższej półki, jest jednak ich minusem, ale jak na razie jedynym.

Pierwszym produktem jest żel do usuwania skórek firmy Sally Hansen- Deep Callous Remover. W jednym ze  swoich filmików Nissiax83 wspominała  o nim i wtedy to zwrócił moją uwagę. Cena w Niemczech to  ok.5 euro. Niestety mam dość duży problem ze skórkami, a ten żel właśnie rozwiązał mój problem ;)
  
 Drugim produktem, który jest tak świetny, że nawet nie umiem go opisać :). Chciałam tutaj podziękować właśnie Nissiax83, która bardzo często o nim wspomina i w końcu i ja przekonałam się do niego. W zasadzie jedyną rzeczą, która mnie zatrzymywała przed zakupem, była dość wysoka cena. W Niemczech kosztuje ok. 9 euro. Mowa tu o lakierze Lakierze nawierzchniowym Essie -Good to go!. Po dzisiejszym malowaniu, uważam jednak, że to dobrze wydane pieniądze. Lakier na paznokciach po jego zastosowaniu wysycha natychmiast, co przy dwuletnim dziecku jest bardzo istotne  :-)

Używacie któregoś z tych produktów? Jakie są Wasze opinie?

poniedziałek, 16 czerwca 2014

13-go w piątek

To był najszczęśliwszy piątek 13-stego, jaki udało mi się dotychczas przeżyć. Otóż był to dzień zakończenia mojej edukacji, uwieńczony oceną 4,5. Obroniłam swoją pracę magisterską, tak strasznie się bałam. Gdy wchodziłam do gabinetu, gdzie miałam odpowiadać na pytania, serce waliło mi jak oszalałe.
Zapracowałam sobie na ten wyniki i teraz wiem o tym, jestem bardzo szczęśliwa i mam do tego prawo...
Nie wiem co będzie dalej, ale czas pomyśleć o nowym celu...

czwartek, 15 maja 2014

Samotny wypad

Dziś moja córcia została sama w żłobki, więc wykorzystałam te trzy godzinki wolego dla siebie i udałam się na zakupy do DM i Rossmana...
Już dawno nie byłam na takich spokojnych zakupach bez dziecka. Muszę przyznać, że jest to relaksujące.

 Schwarzkopf- Gliss Kur - odżywka do włosów suchych i zniszczonych, dwufazowa. W składzie znajduje się eliksir odżywczy, który ma za zadanie odżywić i ułatwić rozczesywanie. Jeszcze jej nie stosowałam, więc nic nie mogę więcej powiedzieć.
Babydream fur mama Pflegeol - osławiona przez YT i blogi oliwka do ciała. Dotychczas używałam oliwki z Hipp, jednak postanowiłam sprawdzić ten kosmetyk.
Balea Soft-Ol Balsam - uwielbiam ten kosmetyk! Używałam go już kilka razy, jednak to opakowanie zakupiłam dla mojej mamy. Jest tani, super się wchłania i bardzo lubię jego zapach. Aktualnie testuje balsam z Rossmana Isana Med Urea, jednak już teraz wiem, że moim ulubieńcem pozostanie ten z Balea.
Balea Maseczki do twarzy - postanowiłam częściej używać maseczki, żeby moja skóra twarzy była dobrze nawilżona i oczyszczona.

A Wy macie jakieś ulubione kosmetyki? Coś co można polecić?

środa, 14 maja 2014

Dylemat

Korzystając z rad pod ostatnim postem, postanowiłam znaleźć coś co będzie mnie satysfakcjonowało. W zasadzie robiłam te rzeczy już wcześniej, ale dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jaką sprawiają mi przyjemność...

Mówię o gotowaniu i kosmetykach... W ogóle to może wydawać się płytkie i małą rozwojowe, ale lubię dbać o moją rodzinę, dom i o siebie.
Zastanawiam się, czy założyć nowego bloga, czy przekształcić tego, który już jest... A może Wy pomożecie mi podjąć decyzje? Nie jestem specjalistką w żadnej z tych dziedzin, dlatego ten blog miałby być czysto amatorski, ale mam nadzieje, że pozwoliłby mi się rozwijać...
Czekam na Wasze podpowiedzi :)

poniedziałek, 12 maja 2014

Panika

Siedzę w swoim mieszkaniu, córka śpi w pokoju obok, a ja....
Coś ściska mnie w dołku, jest mi tu dobrze, ale ciągle mi mało...
Czy ze mną coś nie tak? Czuję się bezużyteczna, nie wierzę w siebie i muszę to jakoś zmienić...
Ale jak?

Jak nauczyć się czerpać radość z najprostszych rzeczy...???

piątek, 9 maja 2014

Drugie?

Czasem przychodzi do mnie taka myśl, chcę kolejne dziecko, chcę mieć dużą rodzinę... Czasem myślę, że mam dwie natury: wolnej feministki i druga typowej Matki Polki. Zawsze chciałam się rozwijać, zdobywać nowe umiejętności, piąć się po drabinie swojej kariery. Tak było zanim nie urodziłam Julię. Teraz to ona jest najważniejsza dla mnie, w moim życiu.

W naszym życiu zaszło ostatnio bardzo dużo zmian, już szykują się kolejne. Coraz częściej zastanawiam się nad tym, czy dobrze postępujemy. Wysłanie mojej córki do żłobka przyniesie jej wiele korzyści, ale czy zrównoważą one negatywne odczucia. Nie chcę wyrządzić jej krzywdy, ale wiem, że nie mogę trzymać jej pod kloszem.

Poczułam znów to uczucie, chciałabym znów być w ciąży, czuć ruchy dziecka, patrzeć jak Julia opiekuje się rodzeństwem... Jednak z drugiej strony myślę o swoim rozwoju, że może teraz czas na pracę i zajmowanie się sobą, skoro Julia będzie chodzić do żłobka.

Wiem też, że byłoby szczytem nieodpowiedzialności sprowadzanie na świat nowego dziecka, kiedy w moim małżeństwie zamiast być lepiej, znów robi się źle. A we mnie siedzi tak dużo obojętności wobec partnera, aż mi wstyd. Wszystko psuję, mam za duże wymagania chyba...

Pewnie powinnam cieszyć się tym co jest, a nie marzyć o rodzince z obrazka. "Nie dla psa kiełbasa"....

czwartek, 1 maja 2014

Im starsze, tym głupsze...

Na ostatnim weekendzie, korzystając z tego, że jestem w Polsce, udałam się na moją uczelnie w celu napisania egzaminu zerowego, który miał być po wykładzie...

I standardowa sytuacja u mnie na uczelni, pierwsza grupa miała wykład wcześniej i tą zerówkę przed nami... Część osób z mojej grupy miało już pytania i odpowiedzi z wcześniejszego egzaminu. Już każdy siedzi na krzesłach i ja z moją koleżanką zauważyłyśmy, że panie za nami coś tam piszą i rozmawiają jaka powinna być prawidłowa odpowiedź. Chcę zauważyć, że panie za nami to kobiety dużo od nas starsze, koło 50 (ja mam 25 lat). I pytam czy możemy zerknąć na te pytania, ja w sumie w celu sprawdzenia trudności tego egzaminu. Panie z niechęcią, ale zgodziły się. Moja koleżanka, gdy tylko wzięła kartkę do ręki, została zbesztana przez panie siedzące z tyłu, że to ich i odpisywać nie może, a najlepiej jakby też nie czytała i od razu oddała.

Ja na swoim studiach przez całe 5 lat, wyznaję zasadę, że razem pracujemy na swoje wykształcenie. Każde notatki i tym podobne puszczałam w obieg, nic nigdy nie chowałam tylko dla siebie.
Śmieszy mnie postawa owych pań, ponieważ one w swoim wieku powinny posiadać, jakieś mądrości życiowe i trochę więcej empatii dla innych. Jak tak pomyśle o tym, to przez cały okres studiów zawsze tak było, starsi studenci zachowywali się jak moja córka, która ma 1,5 roku i nie chce z nikim dzielić się swoimi zabawkami... A może tak powinno być? W końcu każdy z nas uczestniczy w "wyścigu szczurów"...

czwartek, 10 kwietnia 2014

Wiosna w sercu...

Czekam na ten moment... Na moment, w którym usiądę w ciszy i ze spokojną myślą...
W fotelu, który jeszcze w sklepie stoi...  Z dobrą książką, zagłębię się w historię życia ludzi, z kart książki... Nie myśląc, że to nie tą książkę powinnam trzymać w dłoni...
Jeszcze chwilę, parę tygodni i tak będzie...
Cieszę się z tego, gdzie doszłam w swoim życiu 25-latki, mam rodzinę... Coraz bardziej przypomina tą z mych dziecinnych marzeń... Kocham wiedzieć, że mam ich...



A jeszcze teraz kilka ciężkich dni, zarwanych nocy... Ale warto... Są perspektywy i nowe szanse... Nie ważne czy tu, czy tam...




sobota, 5 kwietnia 2014

Aaaa!!!! Moje dziecko idzie do żłobka.

  Nie wiem, czy wiecie, ale jak można się zorientować po tytule postu dziś będzie o mojej córce i... jej żłobku. Tak , tak moje maleństwo, najukochańsza córeczka mamusi idzie do żłobka. Pewnie wiele z Was powie, że to za wcześnie i w zupełności się z Wami zgadzam. Jednak sytuacja jest taka a nie inna i nie mam innego wyjścia.
   Wbrew pozorom tu w Niemczech maleństwa od 8 m-ca życia są oddawane do żłobków, w sumie nie wiem jak jest w Polsce, bo nigdy jakoś się tym specjalnie nie interesowałam.
W czasie, gdy decydowaliśmy się na ten poważny krok w naszym rodzinnym życiu, oczywiście ja typowa matka-panikara byłam pełna obaw. Julia jednak, jako rodzona córka swojej matki, nie zawiodła.
    Pierwszy dzień był jednym, ogromnym sprawdzianem. Podstawową zagadką było to, jak Julia zareaguje. Drugą było to jak matka sobie z językiem obcym poradzi. W tym konkretnym żłobku, do którego będziemy posyłali Julie jest tak, że rodzic zostaje z dzieckiem na czas zaaklimatyzowania, ten czas jest różny, w zależności od reakcji pociechy na nowe okoliczności. Nie wiem jeszcze jak długo potrwa to w naszym przypadku.
    Julia na samym początku była nie ufna i zaczęła nawet płakać, na co ja pomyślałam: "No to po ptokach i po żłobku". Ale, że ja uparta, a córka ma to po mnie, nie ma się co oszukiwać, zagaduję ją o pokazuje co tu nowego jest, ile nowych, innych zabawek od tych domowych i moje mądre dziecko załapało bakcyla. Drugim etapem było przybycie innych dzieci, bo ja jako nadgorliwa, żeby się nie spóźnić przyszłam pierwsza. Julia dzieci z reguły lubi, więc też jakoś długo przed nimi się nie wzbraniała.
    Natomiast co do mnie i mojego niemieckiego, to muszę powiedzieć, że moja codzienna nauka chociaż paru słówek dużo mi pomaga. Coraz więcej rozumiem, pomału uczę się też składać w miarę sensowne zdania :).
Jedynie co mnie martwi i nie daje po nocach spać to jest ta moja nieszczęsna magisterka. Takie miałam plany, jak to tu szybko to napisze, minął miesiąc, a ja nawet pliku nie otwarłam. Za tydzień ruszamy do Polski na urlop z Gwiazdą, więc mam tydzień i muszę w tym czasie napisać wszystko lub większą część. Po urlopie, jak wszystko pójdzie po mojej myśli, idę do szkoły na kurs j. niemieckiego kończącego się certyfikatem, potem szukam kursu uzupełniającego i szukam pracy w swoim zawodzie! Tak to mój plan, bo nie chcę robić, czegoś czego nigdy nie chciałam. Po drodze jednak będę musiała poszukać takiej pracy, która umożliwi nam przetrwanie :) no i żeby na waciki było:P.

A teraz trochę foteczek z naszego żłobka:






Za jakość przepraszam, bo nie wiedziałam, czy mogę robić tam fotki i robiłam na szybko:P. To są zdjęcia sali, w której znajduje się grupa Gwiazdeczek, bo w takiej jest moja córeczka:)

poniedziałek, 17 marca 2014

Nasze eMMM...

 

         W końcu mam chwilę, żeby podzielić się z Wami zdjęciami z naszego nowego mieszkania... Jesteśmy w Niemczech razem już prawie dwa tygodnie. Przez ten w sumie krótki czas wydarzyło się mnóstwo rzeczy, mieliśmy mnóstwo spraw do załatwienia w urzędach i tym podobnych :). Już większość za nami, także teraz można odetchnąć:)

          Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii, bo już wcześniej dodałam zdjęcia tego mieszkania tak trochę na surowo, a teraz już jest prawie umeblowane.

          Jeszcze nie do końca mogę odnaleźć się w nowej rzeczywistości i największym problemem , jak nęka mnie De jest język :( :(. Jednak dzięki pomocy blogowych koleżanek: Klavell i Sylwii jest troszkę łatwiej, zawsze można o coś dopytać :P. Dzięki radom dziewczyn znalazłam grupę Polaków mieszkających w Aschaffenburg na FB i poznałam tam dziewczynę, która ogromnie pomogła mi właśnie w tych urzędach właśnie dzięki swojej znajomości języka. Byłam miło zaskoczona, bo jednak Polak Polakowi za granicą i tak dalej.. :P:).
 
A teraz zdjęcia...
Jak widać łazienka:)


Nasza sypialnia-uwielbiam ją :)
Pokój naszej Księżniczki- podoba się jej bo często w nim przebywa :))

Po lewej kuchnia i po prawej jadalnia. Jadalnia nie jest jeszcze do końca umeblowana, ale na razie musi wystrczyć.

Salon, czy też pokój dzienny jak kto woli.. :)
Jak widać w większości moje mieszkania sponsoruje Ikea :P. Ciekawa jestem Waszych opinii i czekam :P

sobota, 8 marca 2014

Smile

Mam chwile, żeby napisać coś więcej...
 Julia zasypia w swoim nowym pokoju, dziś pierwszy raz. Do dziś spała ze mną w naszym pokoju. Cieszę się, że moje maleństwo pomału się aklimatyzuje..
Ja sama też dość dobrze czuję się w nowym miejscu, martwię się swoją nieznajomością niemieckiego, ale wiem, że mam tu wsparcie i nauczę się... Na wszystko potrzeba czasu...
Jak już się urządzimy wrzucę kilka zdjęć..
Lecę nadrabiać youtub'owe  zaległości..:)

czwartek, 13 lutego 2014

Wirtualne przyjaciółki

Nigdy ich nie spotkałaś..
Każda z innej strony świata...
Niby tak daleko, a jednak bliżej..

W zabieganej codzienności...
Zawsze dobrym słowem przywitają...

Niby ich nie znasz, a tyle o nich wiesz...
Wirtualne przyjaciółki...

Dobrze, że są...

Dziękuję...:*

wtorek, 11 lutego 2014

ile razy...

Ile razy można mówić: przepraszam?
Ile razy można mówić: wybaczam?
Ile razy można mówić: spróbujmy jeszcze raz? Kolejny już...

A no można raz, dwa, tysiąc a nawet milion..
Jeśli się kocha,
Jeśli się chce,
Jeśli ma się siłę

A ja kocham,
Chcę
I znajdę siłę
Bo On
I oczywiście Ona

I najważniejsze JA.

poniedziałek, 10 lutego 2014

Mieć

Chciałam mieć fajne małżeństwo
Chciałam mieć szczęśliwego męża
Obecnego w naszym życiu

Chciałam mieć szczęśliwą rodzinę
W Nim mieć przyjaciela
Został wróg

Chciałam być dobrą żoną
Nie wyszło...

piątek, 24 stycznia 2014

Wdzięczność

Zmieniłam co nieco na moim blogu, tzn. wygląd tak troszkę i podoba mi się teraz bardzo.

Codziennie patrzę w te  duże brązowe oczy i dziękuję, za to że jesteś..
Pamiętam moje złe myśli, kiedy byłam w ciąży i dziękuję Bogu za to, że wtedy patrzył na mnie przez palce..
Moje dziecko..
Wszystko co najlepsze.. to Ty..
Każdy uśmiech, i wołanie w nocy : "Mamo!!"
Dziękuję:**


sobota, 18 stycznia 2014

Changes

Będą zmiany na blogu, oj będą.. Albo inny blog... Jeszcze nie wiem i to jeszcze nie teraz, bo potrzebuję przemyśleć swoje pomysły... :)

niedziela, 12 stycznia 2014

Sesja?

I koniec sielanki, czas brać się do pracy, a konkretniej do nauki. Zostało mi jeszcze parę przedmiotów do zaliczenia na uczelni i napisanie pracy mgr. Tak właśnie!! Jeszcze nawet nie zaczęłam pisać, a czasu coraz mniej. Mam już plan i muszę go teraz rozpisać w czasie. Wyznaczyłam sobie termin ostateczny do końca stycznia. Chcę wykorzystać czas, w którym moi rodzice są w Polsce, bo póki mam ich na miejscu to mam darmową nianię :).
Zaczęłam czytać fajnego bloga, który dał mi kopa i aż buzia sama się uśmiecha :)-Paulinka i Sylwia

Czas w końcu zacząć patrzeć na świat przez kolorowe okulary:)). Rok 2014 będzie moim rokiem optymizmu :):D

sobota, 11 stycznia 2014

Nowe mieszkanie

Już za dwa miesiące zamierzamy przenieść się z całą rodzinką do Niemiec. Mieszkanie już wynajęte i K robi tam porządki oraz mały remoncik. Na ostatnim weekendzie byłam z K właśnie tam i wspólnie malowaliśmy "nasze" ściany. Na początku miałam mieszane uczucia wyjazdu do innego kraju itd., ale zmienia się to im częściej tam jestem i poznaję to nowe dla mnie i Julii miejsce.

Niedernberg to mała miejscowość oddalona o 35 km od Frankfurtu nad Menem. Czasem żartuje, że to taka typowa niemiecka "wieś", jest tam ślicznie, mnóstwo miejsc do spacerowania, wiem, że jest tam też jakieś piękne jeziorko, nad którym nie byłam jeszcze, ale wiem że na pewno to nadrobimy:). Już we trójkę.

Czasem chciałabym umieć przenieść się w czasie o rok i zobaczyć jak to będzie , jak wtedy będzie wyglądać nasze życie. Czekam na to co przyniesie nam los.

A tu poniżej odrobinka naszego mieszkania:



Na dwóch pierwszych zdjęciach nasz pokój dzienny:). Trzecie zdjęcie to jadalnia, a ostatnie to kuchnia.
W kuchni nie wszystko zostaje- znika zmywarka, zegar i czarne półeczki na ścianie, reszta chyba zostaje.
Wiem, że te zdjęcia to nie wiele, ale napiszcie co myślicie??:)

czwartek, 9 stycznia 2014

Co nowego u Nas:)

 Witam Was po długiej nieobecności :). Przyczyną jest między innymi miejsce przedstawione na zdjęciu powyżej. Zamek znajduje się w Aschaffenburg  i jest piękny, zapiera dech w piersiach. Znalazłam się tam za sprawą mojego Męża, będziemy mieszkać w miejscowości obok tego prześlicznego miasta. Lubie ten typ architektury, jaka występuję w mieście.




 Kupujemy akcesoria do mieszkania i w zasadzie mam z tych zakupów tylko tyle fotek, bo za późno się zorientowałam :P.
A tu kosmetycznie : i zaczynając od góry- moje nowe zakupy:

Żel peeling kawowy gruboziarnisty PERFECTA- mój pierwszy produkt tego typu.
Żel do mycia twarzy z Lirene- narazie jestem bardzo zadowolona.
Balsam do kąpieli z olejem sezamowym LUKSJA- kupiłam go z jakąś gazetą, w której był dodatkiem za 3zł!:)
Żel do higieny intymnej z Ziaja - to mój zdecydowany ulubieniec od dłuższego czasu.

Na kolejnym zdjęciu kosmetyki do pielęgnacji twarzy, które zaleciła mi moja panie dermatolog ze względu na przypadłość jaka mnie męczy: trądzik późny.

A dziś zakupiłam sobie produkt do paznokci z Golden Rose ALL IN ONE, jest to top coat, który pełni również funkcję bazy pod lakier.
Postanowiłam wypróbować nowy produkt do włosów: odżywka bez spłukiwania w spray'u Schauma. Wcześniej stosowałam odżywkę również z tej serii, tylko do rozdwojonych końcówek.

Ostatnie kosmetyki zakupiłam z myślą o Julii:
Krem ochronny do twarzy dla dzieci Babydream z Rossmana.
Płyn do kąpieli Tesco Baby.
Niestety nie mogę podać cen ponieważ nie mam paragonów, pogubiłam :P