czwartek, 10 kwietnia 2014

Wiosna w sercu...

Czekam na ten moment... Na moment, w którym usiądę w ciszy i ze spokojną myślą...
W fotelu, który jeszcze w sklepie stoi...  Z dobrą książką, zagłębię się w historię życia ludzi, z kart książki... Nie myśląc, że to nie tą książkę powinnam trzymać w dłoni...
Jeszcze chwilę, parę tygodni i tak będzie...
Cieszę się z tego, gdzie doszłam w swoim życiu 25-latki, mam rodzinę... Coraz bardziej przypomina tą z mych dziecinnych marzeń... Kocham wiedzieć, że mam ich...



A jeszcze teraz kilka ciężkich dni, zarwanych nocy... Ale warto... Są perspektywy i nowe szanse... Nie ważne czy tu, czy tam...




sobota, 5 kwietnia 2014

Aaaa!!!! Moje dziecko idzie do żłobka.

  Nie wiem, czy wiecie, ale jak można się zorientować po tytule postu dziś będzie o mojej córce i... jej żłobku. Tak , tak moje maleństwo, najukochańsza córeczka mamusi idzie do żłobka. Pewnie wiele z Was powie, że to za wcześnie i w zupełności się z Wami zgadzam. Jednak sytuacja jest taka a nie inna i nie mam innego wyjścia.
   Wbrew pozorom tu w Niemczech maleństwa od 8 m-ca życia są oddawane do żłobków, w sumie nie wiem jak jest w Polsce, bo nigdy jakoś się tym specjalnie nie interesowałam.
W czasie, gdy decydowaliśmy się na ten poważny krok w naszym rodzinnym życiu, oczywiście ja typowa matka-panikara byłam pełna obaw. Julia jednak, jako rodzona córka swojej matki, nie zawiodła.
    Pierwszy dzień był jednym, ogromnym sprawdzianem. Podstawową zagadką było to, jak Julia zareaguje. Drugą było to jak matka sobie z językiem obcym poradzi. W tym konkretnym żłobku, do którego będziemy posyłali Julie jest tak, że rodzic zostaje z dzieckiem na czas zaaklimatyzowania, ten czas jest różny, w zależności od reakcji pociechy na nowe okoliczności. Nie wiem jeszcze jak długo potrwa to w naszym przypadku.
    Julia na samym początku była nie ufna i zaczęła nawet płakać, na co ja pomyślałam: "No to po ptokach i po żłobku". Ale, że ja uparta, a córka ma to po mnie, nie ma się co oszukiwać, zagaduję ją o pokazuje co tu nowego jest, ile nowych, innych zabawek od tych domowych i moje mądre dziecko załapało bakcyla. Drugim etapem było przybycie innych dzieci, bo ja jako nadgorliwa, żeby się nie spóźnić przyszłam pierwsza. Julia dzieci z reguły lubi, więc też jakoś długo przed nimi się nie wzbraniała.
    Natomiast co do mnie i mojego niemieckiego, to muszę powiedzieć, że moja codzienna nauka chociaż paru słówek dużo mi pomaga. Coraz więcej rozumiem, pomału uczę się też składać w miarę sensowne zdania :).
Jedynie co mnie martwi i nie daje po nocach spać to jest ta moja nieszczęsna magisterka. Takie miałam plany, jak to tu szybko to napisze, minął miesiąc, a ja nawet pliku nie otwarłam. Za tydzień ruszamy do Polski na urlop z Gwiazdą, więc mam tydzień i muszę w tym czasie napisać wszystko lub większą część. Po urlopie, jak wszystko pójdzie po mojej myśli, idę do szkoły na kurs j. niemieckiego kończącego się certyfikatem, potem szukam kursu uzupełniającego i szukam pracy w swoim zawodzie! Tak to mój plan, bo nie chcę robić, czegoś czego nigdy nie chciałam. Po drodze jednak będę musiała poszukać takiej pracy, która umożliwi nam przetrwanie :) no i żeby na waciki było:P.

A teraz trochę foteczek z naszego żłobka:






Za jakość przepraszam, bo nie wiedziałam, czy mogę robić tam fotki i robiłam na szybko:P. To są zdjęcia sali, w której znajduje się grupa Gwiazdeczek, bo w takiej jest moja córeczka:)