piątek, 1 sierpnia 2014

Problem z akceptacją.

W Niemczech, w moim landzie właśnie rozpoczęły się wakacje, które dotyczą również mnie, bo od miesiąca chodzę na zajęcia z niemieckiego. Po tym czasie mogę napisać, że jestem trochę rozczarowana kursem, ponieważ jest on od podstaw i zaczynam się tam trochę nudzić. Materiał przerabiany jest bardzo wolno i nie wiem czy jest to spowodowane tym, że ze mną są osoby, które nie mają pojęcia o j. niemieckim. Taki tryb ma też swoje plusy, otóż przypominam sobie gramatykę, która zawsze była moją piętą achillesową.

Jednak nie o tym miał być ten post. A o tym, że pomimo tego kursu, który sprawił, że nie boję się tak jak dawniej mówić po niemiecku, nie umiem się oswoić z myślą, że muszę tu być, za granicą, w obcym kraju. Jest tysiące powodów, dla których wiem, że mieszkanie w Niemczech jest bardzo korzystne dla nas. Na wiele rzeczy w Polsce nie było by nas po prostu stać. Istnieje obawa, że byłby problem z pracą, albo płacą jak to u nas już bywało. Jednak od kiedy tu jestem, a jest to już pięć(!!!) miesięcy, cały czas czuje przeogromną tęsknotę za swoim krajem. Niemal codziennie obmyślam tysiące scenariuszy, które mogłabym wcielić w życie i które pomogły by znaleźć się  z powrotem w domu, w Polsce.

Myślę, że dużym problem dla mnie są sami Niemcy i ich sposób bycia. To bardzo specyficzny naród, ma swoje zachowania, których nie do końca rozumiem, są oni dość zamknięci na inne narody i to widać. Może to wydać się głupie, ale zawsze jak obserwuje ich w codziennym życiu, myślę o wojnach, w których brali udział, o tym jak odbili się w naszej historii. Jestem na tyle inteligentna, żeby nie obwiniać współczesnych ludzi za błędy historii, jednak w małych miasteczkach można zauważyć, że nie do końca wszyscy wyleczyli się z hitleryzmu.

Chciałabym poznać jakieś ćwiczenia myślowe, które pomogą mi przepracować ten brak akceptacji rzeczywistości. Póki co moim jedynym ćwiczeniem jest planowanie co będę robić w Polsce, jak pojedziemy tam na urlop za tydzień, żyję tym, jakby co najmniej był to wyjazd na wyspy tropikalne.

2 komentarze:

  1. u mnie już w październiku rozłąka z moim miastem ale mam wrażenie że nie będę tęsknić (prócz rodziców) cieszę się zobaczymy jak to będzie kiedy tam pomieszkam dłużej

    OdpowiedzUsuń
  2. ja zawsze podziwiam tych ludzi ktorzy wyjechali z naszego kraju i ciebie tez podziwiam, bo ja nie wiem czy mialabym tyle sily. jednak to duza zmiana.. ale pewnie po jakims czasie wszystko sie ustabilizuje.. ja np. nie umialam sie przyzwyczaic do mieszkania gdzie indziej niz moj dom rodzinny, a co dopiero za granica... ale bedzie dobrze. masz kochajacego mezczyzne u boku a to najwazniejsze ;))

    OdpowiedzUsuń