niedziela, 19 października 2014

Trudna niedziela

Spędziłam dziś niedziele taką,  jak dawniej w Polsce, tzn. na łonie natury. Jedyną różnicą jest mała, dwuletnia i rezolutna dziewczynka,  która konsekwentnie dąży do swoich zamierzonych celów.  Jednak rodzinnie do końca nie było,  po raz kolejny problemem są moje relacje z mężem,  a raczej okropny ich brak. Nie wiem, czy powinnam opisywać tu te problemy, które są bardzo prywatne. Jest mi okropnie trudno, a jestem tym bardziej zła na siebie, bo moja Julia nawet juz w czasie naszych kłótni ucisza nas. Jestem przykładem okropnej mamy, żona jestem żadną i to wszystko co się u mnie dzieje jest tego idealnym przykładem. Nie wiem co stało się z uczuciem, jakie kiedyś było między nami. Teraz myślę, że chyba nawet nigdy go nie było. Może to zauroczenie,  które w prawdziwym zyciu prysło i pozostał żal i ciągłe pretensje obu stron. Może trzeba nam rozmowy z kimś bezstronnym, może... Ale tutaj, z kim? Wszyscy tu, z którymi można po polsku porozmawiać to bliscy znajomi męża,  nie ma tu osób bezstronnych. Gdyby nie Julia, uczucie pustki ogarnęło by całkowicie moje serce. Jestem nikim ważnym na tym świecie,  jestem matką nie dość dobrą... by nią być.