czwartek, 28 maja 2015

Kolejna próba..

Wczoraj w rozmowie z kimś bliskim poradziłam: "Żyjesz dla siebie, więc żyj tak, żebyś nigdy nie miał żalu do siebie, że zmarnowałeś swoje życie". Jakie to proste i może nawet błahe, ale jak tak popatrzeć na swoje życie, to jednak czasem ciężko zastosować się do takiej niby prostej rady. (Ale to tak w ogóle wyrwane z kontekstu- złota myśl Róży :-))

Także wczoraj usłyszałam od innej bardzo miłej osoby, że mój blog jest ciekawy i fajnie się go czyta. Zawsze myślałam o nim, jako o zaniedbanym przedsięwzięciu, którego podjęłam się dawno temu, w sumie to teraz nawet nie pamiętam, dlaczego właściwie zaczęłam pisać.

Dziś podczas krojenia ziemniaków do zupy (będzie kapuśniak- mój pierwszy w życiu!! ) oświeciło mnie :), otóż blog będę pisać o tym, co zwykła kobieta codziennie robi, czyli ja :-). Będzie trochę o książkach, bo je także kocham, o mojej córce i moich prywatnych rozterkach związanych z wychowaniem, może trafi się coś o kosmetykach, które używam. Ten blog będzie taki MÓJ :-), jeszcze bardziej niż do tej pory. Będzie też o gotowaniu, w którym zakochałam się od kiedy zostałam mamą i żoną.

Nawiązując do pierwszego akapitu, będzie o tym o czym chce pisać i może mi to nie wyjdzie, tak jak innym, moim ulubionym blogerom, jednak życie to ciągłe próby, także spróbujemy :-P.


Ostatnio martwię się o tą moją małą Gwiazdkę, od kiedy mieszkamy w Niemczech, Gwiazdka chodzi do żłobka. Z jej aklimatyzacją w tym miejscu było różnie, minął już rok od kiedy tam chodzi. Początki były bardzo trudne, później było dużo lepiej, a teraz... no właśnie, problem powrócił. Właściwie nie wiem czym on jest spowodowany. Gwiazdka nie chce zostawać w żłobku, w momencie, gdy chcę wyjść zaczyna się jej błagalny płacz, żeby mama została.
Moja córcia świetnie radzi sobie już z niemieckim, więc raczej to nie jest problemem. Jako jedyna w grupie, nie nosi pampersa i jest bardzo samodzielna. Zawsze jest chwalona, opiekunki mówią, że Gwiazdka ma temperament, ale, gdy delikatnie zwrócą jej uwagę, zawsze słucha i stosuje się do uwag.
Wiem, że oddałam ją tam za wcześnie, jednak teraz czasu nie cofnę. Pozostało szukać mi rozwiązania problemu.
Martwi mnie to podwójnie, bo od września Julii idzie do przedszkola, a tam już nie będzie długiego okresu przystosowawczego.
Dzisiejszy poranek to też morze łez Gwiazdki, a moje serce mi pęka zawsze i raz jestem na nią zła, że robi taki pokaz, a innym razem po prostu zabrałabym ją do domu.