piątek, 29 maja 2015

Francuska podróż z "Lawendowym pokojem" N. George





Historia o miłości opowiedziana z perspektywy mężczyzny, zakochanego i kochającego przez ponad dwadzieścia lat jedną i tą samą kobietę. To jest historia o nieszczęśliwej miłości, która potrafi tak ukształtować życie, aby to w końcu zaczęło sprawiać przyjemność.

Książka, która pokazuje, że jeden zbyt późno otwarty list przewraca życie do góry nogami, a przynajmniej tak mogłoby wydawać się na początku tej drogi w nieznane.

Zanim zabrałam się do czytania tej książki, przeczytałam kilka różnych recenzji. Jedne były pozytywne, a inne mówiły, że książka ciągnie się jak kluski w oleju.
I już ją miałam odłożyć na "później", ale opis z tylu okładki nie dawał mi spokoju.

I bardzo się z tego cieszę, gdyż ta książka mnie delikatnie oczarowała historia miłosną do kobiety i książek oraz opisami przepięknej Francji. Utwierdziła mnie w tym, że powinnam kiedyś zobaczyć kraj pachnący lawendą.

"Lawendowy pokój" to potwierdzenie, że w życiu nigdy nie jest za późno na miłość i szczęście z niej płynące. Czasem życie toczy się pod górkę, żyjemy jak gdyby mechanicznie, robiąc coś i nie zdając sobie ze swojej nie do końca świadomej bytności. I przychodzi taki moment, czasem jest to zapomniany list, czasem wiadomość od kogoś z "poprzedniego" życia, a czasem to sen, który zaświeca lampkę w naszym umyśle.
I budzimy się z życiowego letargu. W książce bohater musiał odbyć podróż przez połowę Francji, aby nad brzegiem morza zrozumieć, że życie nie kończy się tylko dlatego, bo coś strasznego w nim się wydarzyło. Jesteśmy obarczani takimi problemami, jakie jesteśmy w stanie udźwignąć, trzeba tylko zebrać się w sobie i odnaleźć tą ukrytą siłę.

Ja zakochałam się w tej powieści i nie rozumiem negatywnych opinii na jej temat. Jednak tak jak wiele jest książek, jest też mnóstwo gustów czytelniczych. Dla mnie była wciągająca i bardzo interesująca, budziłam się codziennie rano o 6, żeby móc poczytać. Ot, takie moje dziwactwo :-)